FANDOM


Alfie Evans

Żyć czy nie żyć? Oto jest pytanie!

Dupa Jaś, nic z tego, odłączamy go!

Lekarz

On oddycha samodzielnie! Będziemy walczyć!

Ojciec

Mój mały gladiator położył tarczę na amen!

Ojciec po usłyszeniu wiadomości o śmierci Alfiego

A nie mówiłem?!

Przeciętny antyszczepionkowiec

Alfie Evans – nieuleczalnie chore dziecko, które wywołało światową burzę internetowo-dyplomatyczną wiosną roku pańskiego 2018. Obiekt zażartych ogólnoświatowych dyskusji między tymi złymi od eutanazji, a tymi dobrych w sutannach i wypasionych maybachach. Dzieciak-mem i Harambe roku 2018.

Historia edytuj

Historia małego, dzielnego Alfiego Evansa zaczyna się 9 maja 2016 roku w mieście znanego na całym świecie fanklubu narkotykowego pod przykrywką zespołu muzycznego. Początkowo Evans nie wykazywał żadnych odstęp od normy typowego dziecka – ku uciesze rodziców płakał, jadł i walił w pieluchę. Podobno został zaszczepiony tymi świństwami, które miały później zniszczyć go od wewnątrz, ale po kolei. Sielankowe życie naszego Alfiego kończy się w listopadzie tego samego roku. Trafił do szpitala pediatrycznego, gdzie lekarze zaczęli go dokładnie badać. Szybko stwierdzili, że w jego mózgu chomiki grają w ping-ponga, przez co nie rozwija się prawidłowo. Chomiki najwyraźniej musiały być mocno nabuzowane, bo miesiąc później stan naszego bohatera bardzo się pogorszył – miał ostrą gorączkę i drgania kończyn, jakby był na odwyku. Ostre blitzkriegi choroby musiały być coraz większe, bo lekarze zaczęli wątpić w to, że wypuszczą Evansa z szpitala w całości oraz żywego. Po kilku miesiącach zamętu i wymądrzania się stwierdzono, że stan Alfiego jest beznadziejny i wypada przerwać faszerowanie go lekami, bo nic z tego nie będzie, a i tak mają na głowie wystarczająco dużo podobnych przypadków. Rodzice niczym największe światowe szychy naciskali na kontynuowanie terapii i właśnie w taki oto sposób nad głową dziecka powieszono odbezpieczony rewolwer, który mógł wystrzelić w każdym momencie. Po roku pistolet musiał być już wystarczająco zardzewiały, bo szpital wystąpił do sądu o odebranie rodzicom prawa opieki nad tą roślinką w celu odłączenia go od aparatury i skończenia jego cierpień. Dokładnie w tym momencie wybuchła ogólnoświatowa gównoburza.

Batalia o życie i wyjazd do kostnicy edytuj

20070620 protest pielegniarek kprm 2

Młody Alfie postawił na nogi wszystkie światowe oddziały prożyciowców, nawet wśród wielkich sojuszników

Abortion-signlanguage

…jak i prowyborców.

Nie tylko w szpitalu i sądzie rozpoczęły się wielkie dyskusje. Sprawa Evansa obiegła cały świat i najpewniej nawet etiopskie dzieci słyszały o tym, co dzieje się w Liverpoolu[1]. Po jednej stronie barykady ustawili się równie ciężko chorzy fanatycy eutanazji domagający się odłączenia Alfiego od aparatury, aby wreszcie skończyć ten cyrk, po drugiej zaś stronie znaleźli się miłośnicy ruchów pro-life i zagraniczni politycy. Prożyciowcy wytoczyli ciężkie działa zalewając Onet najgłupszymi i najbardziej pozbawionymi sensu komentarzami na temat ważności życia[2] oraz porównując dyskutantów do nazioli chcących debatować o tym, kto może żyć lub nie. Zagraniczni politycy (w tym również z polski) zaczęli obiecywać gruszki na wierzbie, że pomogą rodzinie Evansa jak tylko mogą[3]. W pewnym momencie do akcji wkroczył nawet papież Franciszek z propozycją przeniesienia Alfiego do Watykanu w celu dalszego leczenia. Gdzieś pomiędzy obiema stronami dyskusji stanęli oczywiście denialiści rozumu twierdzący, że za stan chłopca odpowiadają obowiązkowe szczepienia, Big Pharma oraz lekarze chcący zarabiać na procesie leczenia, ale bez intencji wyleczenia. Obie strony wojny żarły się nieubłaganie, ale lekarze jako cel wycieczki bezkompromisowo popierali kostnicę. Odłączyli dzieciaka od aparatury i, mimo początkowego optymizmu, Alfie zmarł na dobre.

Jakkolwiek edytuj

Sprawa Alfiego wzmogła temat dziwnych chorób i sprawiła, że świat zaczął się tym bardziej interesować. Naukowcy na część małego Evansa chcą nazwać tą dziwną chorobę jego imieniem. Alfiego już do życia nie przywrócimy, ale jego rodzice mogą cieszyć się tym, że w przyszłości będzie choroba, której nazwa na zawszę będzie kojarzyła się z ich dzieckiem.

Przypisy

  1. A przynajmniej dowiedzą się, jeśli dostaną kiedyś internet
  2. Nie zważając jedynie na fakt, że dziecko ciągle cierpi, a odłączenie go mogłoby to skończyć
  3. Jak zwykle obiecali pomóc jakiemuś anglikowi, podczas gdy w polskich klinikach dzieci umierają z braku leków