Amerykański rap

Z Nonsensopedii, polskiej encyklopedii humoru

Skocz do: nawigacji, szukaj
50 Cent.jpg

Teraz czarni lansują się tym, że przyjaźnią się z białasami. Niektórzy lansują się tym, że się nie lansują

Amerykański rap – uprawiany głównie przez Amerykanów. Nadrzędnym warunkiem upoważniającym do jego robienia, jest mieszkanie w Stanach Zjednoczonych/kraju anglojęzycznym (prócz Wielkiej Brytanii) i/lub (w większości przypadków i) rapowanie po angielsku.

[edytuj] Da Księga Rodzaju Rapu

Na początku było Słowo, a potem przyszli czarni i śpiewali „przeciw bieda, bezrobocie i przestępczość w getto!”, a że to wszystko przez białych, to zaczęli się na nich rzucać. Proste, naiwne rymy na dyskotekach i komentarze nazywane polityczno-religijnymi, których nie powstydziłby się nawet Bronisław Komorowski, to było coś, joł! Z czasem białym przestało się podobać to, że czarni po nich jeżdżą i sami zaczęli ich dissować. Przez długi okres najeżdżali na siebie nawzajem. W tym czasie czarni prowadzili także bunt przeciw białej policji. Wszystko to składało się wg raperów na gangsta rap. Z biegiem czasu czarni zaczęli się bogacić i nie mieli już powodów, by krytykować białych, a biali, zazwyczaj już bogaci, nie musieli odpowiadać czarnym, bo ci już ich nie atakowali. W końcu czarni i biali połączyli siły i razem zaczęli się chwalić swoim bogactwem tworząc wybujałą komerchę i się wożąc. Na osobnym polu dojrzewał również rap prześmiewczy, jednak o jego historii nie ma co wspominać, ważne, że teraz jest szeroki. Hip-hop stawał się coraz bardziej popularny i MTV zaczęła go puszczać, bo z tego kasa duża. Amerykański rap jest obecnie wzorem politycznej poprawności.

[edytuj] Znani przedstawiciele

2126922.jpg

Wypasiona fura i najlepsze ciuchy upoważniają do plucia na każdego

  • Tupac Shakur – długopalcy gangsta raper i poeta, tworzył wiersze, zastrzelili go i pozostały po nim tylko piosenki;
  • Eminem – prześmiewca, zamiast chwalić się bogactwem, wydaje pieniądze i kumpluje się z czarnuchami, protoplasta rodzimej Grupy Operacyjnej. Oczywiście jak na dobrego rapera przystało parodiuje styl Big L'a;
  • KRS-One – jeden z pierwszych raperów, ma ogromną głowę i przypomina psa;
  • 50 Cent – już sam pseudonim wskazuje, że jest typowy szpaner. Wozi się tym, że jest bogaty; rapuje tylko o 3 rzeczach – kasa, laski, imprezy;
  • Nas – legenda z Kłins Brydż, prawdziwy O.G. Ma szacun na dzielni za płytę z małym murzynkiem na okładce;
  • Snoop Dogg – raper, mafiozo, udaje MC z podziemia i koszykarza, ale jest komercyjny. Od niedawna Snoop Lion – po dwóch miesiącach na Jamajce postanowił przejść metamorfozę, stać się mruczusiem lwem i nagrywać reggae. Pracował jako alfons;
  • DMX – podobno najprawdziwszy raper po śmierci 2Paka i Biggiego. Wierzy w to, że jest psem dog i wmawia to swoim wszystkim słuchaczom. W wolnych czasach walczy z szatanem;
  • Kanye West – wiedział, że rap da mu sławę, więc zaczął go robić. Ogłosił się głosem generacji i jego ego urosło do niewiarygodnych rozmiarów. Jego hobby to prasowanie dywanów. Z czasem ogłosił się też geniuszem. Niestety, nie załapał prostego żartu z paluszkami rybnymi i na skutek jeszcze gorszego zrozumienia stał się homoseksualną rybą (gay fish) i zamieszkał z rybkami w morzu, gdyż nie chciał walczyć z tym, co ludzie o nim mówią;
  • The Game – gangsta raper, był aż tak biedny, że gdyby nie był tak biedny, to i tak byłby biedny;
  • Dr. Dre – złodziej i kryminalista, na którego zbrodnie nikt nie ma dowodów. Znany ze swojej przebiegłości, wybił wielu raperów, jednak nikt nie wybił jego. Nigdy nie ukończył swojego doktoratu, a mimo to wszyscy wołają na niego doktor;
  • Necro – psychopata. Gdy inni raperzy nawijają o morderstwach ziomków, on mówi o tym, co się z nimi działo później;
  • Eazy-E – ojciec „chrzestny” gangsta rapu. W jego piosenkach można usłyszeć o dymaniu, zabijaniu dzieci i jeszcze raz dymaniu oraz, dla odmiany, o zarabianiu na dziwkach. Do niego uderzająco podobny był Ryder, postać w GTA: San Andreas. Zmarł na AIDS, ale miał zginąć na astmę;
  • Nate Dogg – kuzyn Snoop Dogga. Przeszedł dwa udary. Zmarł w 2011;
  • P. Diddy – najbardziej komercyjny raper w szoł-bizie. Zamieszany w śmierć DwuPaca;
  • Biggie Smalls – ziomek Diddy'ego, ale już nie żyje. Wkurzył się na DwuPaca, więc razem z Diddym postanowili go kill-ym;
  • Ice Cube – po prostu lodowa kostka. Ziomek Dre i Eazy'ego, podobny do Sweeta z GTA: San Andreas. Jego największym kawałkiem jest „Nie Wazelinie” (ang. „No Vaselin”e);
  • Lil Wayne – komercha w czystej postaci. Ma dready, forsę, głos jak żaba i spore problemy z oddziałem antynarkotykowym;
  • T-Pain – uważa się za rapera, choć tak naprawdę jest czymś w rodzaju piosenkarza. Nazywany czasem „Czarnoskórym” Dżastinem, za co zazwyczaj strzela focha;
  • Lil' Jon – protoplasta tzw. Kranku, polegającego na darciu ryja dopóki mikrofon nie wysiądzie z przeciążenia. Na drugie imię ma Mortimer, i najwyraźniej ma coś do Niego;
  • Big Pun – raper, który cierpiał na otyłość i przez nią zmarł;
  • Immortal Technique – Latynos tak samo jak ten u góry tylko on nie jest gruby i wyglądem nie przypomina świni – ma dobre i mądre kawałki. Wierzy w to, że jest murzynem i wmawia to swoim wszystkim słuchaczom;
  • Jay-Z – komercyjny raper i naśladowca Tedego;
  • Fat Dżoł – kolega Big Puna. Jeden z gangsterów;
  • Ludacris – kiedyś uważany za rapera, jarał jointy, a teraz nagrywa z ludźmi z innej półki;
  • Proof – przyjaciel Eminema. Zamordowany w 2006;
  • Method Man – gwiazda Wu-Tang Clanu, jara jointy i z tego powodu ma chrypowaty głos i nadaktywne gruczoły ślinowe;
  • Redman – kuzyn wyżej wymienionego rapera, z którym tworzy duet i jara jeszcze więcej weedu. Gwiazda Def Squadu, protegowany EPMD. Robił kiedyś dobre, funkowe kawałki, lecz potem przerzucił się na komerchę;
  • Big L – syn diabła, jeden z najlepszych M.C's. Pochodził z Harlemu Shake, więc nawijał brutalne teksty o swojej dzielnicy. W 1999 roku zginął od kuli innego brutala, gdyż jego siedzący w pierdlu brat wisiał mu hajs;
  • Rick Ross – były klawisz, teraz wielki mafiozo. Pochodzi Miami, więc nawija o ładnych laskach, wypasionych furach i kokainie. W 2013 strzelano do niego, za to że zgrywa gangstera. Waży około 500 kilogramów;
  • Cypress Hill – najbardziej znany skład hip-hopowy. Ich bitami wielu raperów się inspirowało;
  • DJ Khaled – jedna z największych raperskich pomyłek tego świata. Swoje kawałki nagrywa z udziałem od 4 do 10 artystów naraz i w każdym z nich jedyny jego wkład to wykrzykiwanie: „DJ KHAAALED!!!”, „We the beest!!!” czy „Listennn!”. Na każdej jego płycie gości koleżka po fachu (a tym bardziej, jeśli o tuszę się rozchodzi) Rick Ross;
  • Future} – naśladowca T-Paina, który niby jest raperem, ale jego rola głównie polega na śpiewaniu refrenów w piosenkach miernych raperów. Jego auto-tune jest jeszcze bardziej denerwujący niż w przypadku T-Paina;
  • Kendrick Lamar – wschodząca gwiazda z West Coastu. Podopieczny Dr. Dre, który w swoich kawałkach lubi rapować o Compton, West Coaście, zachodnim wybrzeżu, Compton, Californi, Compton, Compton, West Coaście i o Compton;
  • Drake – przydupas Lil Wayne'a, białas, który w swoich utworach na przemian śpiewa i rapuje, gdzie ani jedno, ani drugie mu nie wychodzi. Mimo, że jest biały zwykł mówić o sobie „nigga”;
  • Waka Flocka Flame – ma problemy z wysławianiem się, a jedyne co prezentuje to wykrzykiwanie losowo słów „flocka, waka, waka, waka, waka, flocka, flocka”, „brick squuaaaaaaad” lub „flex! flex! flex!”.
  • Jadakiss – jeszcze bardziej zachrypnięty od Method Mana. Weteran z Nowego Jorku i jeden z niewielu pozostałych raperów, którzy odwalają dobrą robotę nie pieprząc o koksie, forsie i dziwkach.
  • Chief Keef – koleś, który zwykł nawijać na trapach i nosić dreadlocki. Na jego klipach obowiązkowo musi być duża grupa nyggasów oraz liczenie hajsu, który to niby zarabia. Gdyby nie napisał, że jego utwór „Love Sosa” miał być dodany do GTA V to dziś nikt by o nim nie słyszał.
  • Timbaland – przez wielu uważany za jednego z najlepszych producentów muzycznych. Ma własne studio nagraniowe. Zawsze produkuje Justinowi Timberlake'owi piosenki i na teledyskach robi głupawe miny. Czasem, gdy przyjdzie mu „featować” w czyichś piosenkach, jedyne co robi to beatboxuje, powtarza pojedyncze słowa z refrenu;
  • Wiz Khalifa – pali więcej stuffu niż połowa Holandii, Jamajka i Kolumbia, razem wzięte, co udowadnia swoim spowolnionym głosem i przećpanym śmiechem. Chudy niczym kościotrup. Swoją piosenką „Black And Yellow” zrobił furorę w całym U-Es-A;
  • Pitbull – aa, tu się pisze o raperach! Pomyłka… Chociaż… Twierdzi, że jest raperem. Nie! Nie jest!
  • T.I. – nie wiadomo czy nagrywa rap czy hip-hop. Nazywają go King Of the South, czasem też TIP;
  • Busta Rhymes – jeszcze jeden stary wyjadacz z NYC, a dokładniej Brooklynu. Znany ze swojej techniki rapowania, polegającej na jak najszybszym wyrecytowaniu napisanych przez siebie słów. Kolegą po fachu Busty jest także Twista, który swoim – o częstotliwości karabinu maszynowego – flowem powala na kolana całe Ju-Łes-Ej;
  • Hopsin – najprawdziwszy z prawdziwych, prawdziwszy niż prawdziwek. Dziwy biorą, jak on jest prawdziwy. Raper z ogromnym potencjałem, nie pierdolący się z ograniczeniami i uderzający w swoich piosenkach w bardzo czułe punkty każdego z nas (chodzi o sferę psychiczną, co już sobie myślałeś, zboczeńcu?!). Duża część jego słuchaczy twierdzi, że jego bycie prawdziwym jest sztuczne, byleby tylko zyskać sławę. Hopsin jako jeden z nielicznych znanych raperów – jeśli nie jedyny – bardzo zagorzale solidaryzuje się ze swoimi fanami, często odpisując na ich wiadomości bądź kontaktując się z nimi, kiedy akurat wpierdala hamburgery w barze znajdującym się w ich miejscach zamieszkania;
  • Onyx – legendy hardcore rapu. Wyjadacze z NY. Nagrali z Peją. Tak jak inni nowojorczycy, a mianowicie M.O.P., pokazali, że można również drzeć ryja na klasycznych bitach, nie tylko na crunk'ach;
  • Masta Ace – następny wyjadacz z NY. Chciał z Peją zbudować most międzykontynentalny;
  • Vanilla Ice – ojciec komercji. Jemu ciągle chodzi o lód, lód dziecino;
  • Eric B. & Rakim – klasyczny duet hip-hopowy, lecz się rozpadł. Ten drugi zainspirował Rahima ksywą.
  • Gang Starr – legendy z N.Y., m. in. to właśnie oni zdefiniowali styl tego miasta. Zespół składał się ze zmarłego w 2010 rapera – Guru, który charakteryzował się niskim, leniwym (dla niektórych zbyt mułowatym) głosem oraz DJ,a Premiera, którego produkcje inspirują ponad połowę młodych polskich beatmakerów.
  • Krayzie Bone – taki starszy i fajniejszy Wiz Khalifa. Rapuje/Śpiewa z prędkością karabinu maszynowego, jest krejzi i wymiata z innymi Bołnami w bandzie Bołn Fuks En Harmonaj. Wybił go Eazy-E.
  • Bizzy Bone – raper o bardzo piskliwym głosie i nawijce z prędkością karabinu. Podobnie jak Krayzie jest Bołnem.
  • French Montana – biały czarnuch, który twierdzi, że jest czarny, ale nie jest.
  • Wu-Tang Clan – Legendy i koneserzy mordobicia.
  • Outkast – specjaliści od rapu alternatywnego. Bardzo kochają swoje mamy.
  • Jeru the Damaja – przyjaciel słynnego Ryszarda P.. Dla niego słońce świeci na wschodzie.
  • Iggy Azalea – jeszcze jedna wielka pomyłka. Myśli, że jest fajna i ma duże flow. Rywalizuje z Nicki Minaj, jednak któregoś dnia przesadziła ze swoimi tekstami. Została zdissowana przez „Boga Rapu” i bardzo się z tego cieszy.
  • Public Enemy – jak sama nazwa wskazuje publiczni wrogowie. Jedni z pierwszych.
  • LL Cool J – Od '87 potrzebuje miłości i dostać jej nie może. Onegdaj krytykowany, dziś legenda. Just like van Gogh
  • 2 Live Crew – Legendy z Miami, jedni z pierwszych graczy z Brudnego Południa. Ich teksty były tak zbereźne, że najeżdżało ich FBI i mieli zakaz sprzedaży swoich płyt na terenie rodzinnej Florydy (Ale smutek!). Pierwsza w historii grupa, gdzie na okładkach ich albumów zamieszczano znaczek Parental Advisory.
  • Three 6 Mafia – Przećpani kodeiną sataniści, prekursorzy południowego stylu robienia cykających bitów, z którego to wziął się później Crunk, czy Trap. Kiedyś robili naprawdę mroczne sztosy, lecz później polecieli w komerchę i nagrywał z nimi nawet Tiesto.
  • Kool Keith – Legenda nowojorskiej sceny ze składu Ultramagnetic MC's, działa już od lat 80. Ilość wydanych albumów, projektów jest chyba nie do policzenia. Król podziemia, wieczny Piotruś Pan jarający się komiksami i pornosami, fotograf półnagich modelek, koneser tyłeczków z nieco większą ilością celulitu. Lubi się przelizać z aligatorami, jest prawdziwy, reprezentuje swoje jaja. Na teledyskach często wozi się w pelerynie i damskich okularach przeciwsłonecznych. Jego sprośny rap często jest przeplatany recytacją i śpiewanymi falsetem refrenami.
  • Tim Dog – kolega wyżej wymienionego Kool Keitha. Jego śmierć była uważana za oszustwo polegające na niepłaceniu długu.
  • Brotha Lynch Hung – psychopata z wytrzeszczonymi oczami. Jego twórczość byłaby zwykłym gangsta rapem z łest kołstu, gdyby nie nawijał o tym, że lubi konsumować ludzi po ich zabiciu.
  • Blowfly – stary zbereźnik, który już wyrywa dupy w niebie. Uważany za pierwszego rapera. Lubił także tworzyć zwulgaryzowane wersje słynnych piosenek;
  • Too Short – pierwszy raper alfons. Pisał teksty głównie o seksie z dziwkami.
  • Death Grips – Trzech bezdomnych z Sacramento, którym zachciało się eksperymentów z rapem. Mieszają rap z punk rockiem, elektroniką i Bóg wiem czym jeszcze. W składzie: Stefan „MC Ride” Burnett (darcie japy, eksponowanie wytatuowanej klaty, bycie noided[1]), Zach Hill (garnki, pokazanie kCenzura2.svga na okładce do No Love Deep Web) i Andy Morin (podobno klawiszowiec. Nasze służby wywiadowcze właśnie próbują potwierdzić tą tezę). Obecnie zostali bożkami wszystkich hipsterów, a szczególnie tych z kraju ropą i demokracją płynącym. Niektórzy twierdzą, że DG zrzyna z „Yeezusa” Kanye Westa.
  • JJ Fad – arabski książę i jego rapujący harem. Według Cyber Mariana lubią się chwalić stanikami.
  • N.W.A. – gangsterzy. Nawijali o jeCenzura2.svgu policji. Bardzo przypominają bohaterów z gry GTA.
  • Digital Underground – skład, w którym nawijał 2Pac. Jednym z jego członków był pan z wielkim nosem. Na początek wydali seks-pakiet.
  • Will Smith – jeden z Facetów w Czerni, który często poluje na kosmitów z innymi Facetami w Czerni.
  • Young Thug – murzyn z Atlanty biegający w sukience, często nazywa siebie najbogatszym człowiekiem w Atlancie, sika na pieniądze.

Przypisy

  1. Cokolwiek by to znaczyło
Nasze strony
Przyjaciele