Avantasia

Z Nonsensopedii, polskiej encyklopedii humoru

Skocz do: nawigacji, szukaj
Avantasia 2010

Avantasia na trasie w 2010: Michael Kiske, Robert Hunecke-Rizzo, Sascha Paeth, Amanda Somerville, Kai Hansen, Miro, Felix Bohnke, Jørn Lande, Tobias Sammet, Oliver Hartmann, Bob Catley

Avantasia – powołany na początku nowego tysiąclecia projekt Tobiasa Sammeta, który miał zrewolucjonizować nie tylko niemiecką scenę muzyczną, wstrząsnąć całym metalowym światkiem. W zasadzie spełnił swoje zadanie, nie licząc jedynego kraju w Europie, w którym power metal jest szczerze nienawidzony jako zwyczajna komerchaPolski.

[edytuj] Historia zespołu

[edytuj] The Metal Opera

Zapewne wdrażając ten projekt w życie Tobias myślał sobie: „Skoro wszyscy ci piosenkarze zarabiają krocie grając oddzielnie, gdy zaciągnę ich wszystkich do roboty, zdobędę fortunę”. W zasadzie można uznać, że nie pomylił się zbytnio. Dokonał przy tym tak przemyślanego wyboru, że na pierwszej płycie, nazwanej oryginalnie The Metal Opera, pojawiły się głównie znane, choć często nieco przygasłe gwiazdy: Michael Kiske, Kai Hansen, Andre Matos czy Rob Rock. Cechą wspólną wszystkich tych wokalistów był fakt posiadania głosów tak wysokich, że mogłyby służyć do tłuczenia szkła. Teksty utworów oscylowały wokół elfów, krasnoludów i innej fantastycznej menażerii, a muzyka kipiała wręcz optymizmem. Wszystko to spodobało się zakochanym tak w piskach jak i fantastyce Niemcom i Brazylijczykom.

Już w kilka dni po premierze albumu kasa spływała do Sammeta drzwiami i oknami, choć ten nie wysilił się nawet na krótką trasę koncertową. Zamiast tego już rok później wydał drugą płytę stanowiącą zakończenie The Metal Opera, nazwaną rzecz jasna, równie oryginalnie, co poprzedniczka. Po samym wydaniu fani, których zebrała się już całkiem spora grupa, byli niepocieszeni. Tobias ogłosił zakończenie cyklu i nie zapowiedział żadnej trasy koncertowej, po czym zamilkł na pięć lat.

[edytuj] Wicked Trilogy

Marazm nie mógł trwać wiecznie, bo fani stali się zbyt natarczywi[1] i w 2006 Tobias wziął się za planowanie materiału na kolejną płytę. Tym razem zaprosił do współpracy także wokalistów z nieco niższym głosem (pojawił się m. in. Jørn Lande) i zapowiedział trasę koncertową. To ostatnie spowodowało, że posypał mu się skład instrumentalistów – Henjo[2] Richter i Markus Grosskopf byli zbyt zdominowani przez szefów swoich głównych zespołów, żeby choć kiwnąć palcem. Skutkiem pozbycia się ze składu starych powermetalowych wymiataczy było znacznie mroczniejsze brzmienie pierwszych dwóch części trylogii i znacznie bardziej beznadziejnego brzmienie ostatniej. Jako że nazwisko Sammeta było już dość znane, do pracy nad albumem zgłosiło się więcej znanych nazwisk – Tim Owens, Alice Cooper czy Klaus Meine to niektóre z nich. Problemem Trylogii było jednak to, że wszystkie te znamienite postacie wystarczyły tylko na dwie pierwsze płytki – The Scarecrow i The Wicked Symphony, na Angel of Babylon pojawili się tylko ci, którzy nie chcieli milionów za jedno nagranie.

Tak czy inaczej, po wydaniu pierwszej części serii, Avantasia ruszyła w pierwszą trasę koncertową, co natychmiast ujawniło, jak to zwykle z rewolucyjnymi projektami bywa, masę problemów technicznych. Samo zgranie mikrofonów było problematyczne – jeśli dany mikrofon ustawiony był pod wokal Andre Matosa, Lande brzmiał przy jego użyciu nieprzyzwoicie głośno. Stanęło na tym, że każdy z muzyków będzie miał własny mikrofon, co sprawiło, że na scenie pełno było kabli, o które potykał się pijany w trzy dupy Hansen, a dźwiękowcy dostawali kociokwiku. Owocem tej obfitującej w spotkania integracyjne trasy koncertowej jest wydana w 2011 płyta The Flying Opera, na której możemy podziwiać głównie marne efekty kreatywnej inżynierii dźwięku[3]. Ponadto płyta jest krytykowana za to, że w żadnej z piosenek nie śpiewa Kiske.

Większość z tych niedociągnięć[4] zostało zlikwidowane na drugiej trasie koncertowej, w którą Avantasia wyruszyła po nagraniu pozostałych dwóch części trylogii. Pozwoliło to zatrzeć niekorzystne wrażenie wywołane przez Anioła z Babilonu.

[edytuj] The Mystery of Time

Długo zapowiadana płyta, która w zamierzeniu ma być początkiem nowej trylogii. Dziwi dobór wokalistów. Trzeba jednak przyznać, że Joe Lynn Turnera (Deep Purple) godnie zastąpił Landego w dziedzinie charczenia, Biff Byford (Saxon) pokazał, że potrafi śpiewać ładne ballady, Michael Kiske… zrobił swoje. To znaczy piał tak samo wysoko jak zawsze. Instrumentalnie jest znacznie lepiej. Russel Gilbrook nie gra wreszcie jak standardowy niemiecki perkusista, co oznacza, że mamy do czynienia wreszcie ze zmianami tempa. Ponadto gitary, dzięki Arjenowi Lucassenowi i Bruce'owi Kullickowi są znacznie bardziej progresywne niż na poprzednich albumach. Ogólnie jednak brzmienie jest znacznie lżejsze niż na Wicked Trilogy głównie za sprawą obszernych wstawek symfonicznych[5]. Wszystko to może sprawić, że powermetalowi headbangerzy dojdą do wniosku, że to jest byle co nie album.

Tobias zapowiedział, że ruszy w trasę koncertową[6]. Koncerty mają trwać co najmniej trzy godziny, a nowy album ma być na nich odgrywany w całości. Ponadto do składu ma wrócić (a jednak!) Jorn Lande oraz, jakżeby inaczej, jedyny słuszny gitarzysta Kai Hansen. I nic to, że on tam tylko chla zapasy alkoholu i potyka się o kable.

[edytuj] Członkowie

  • Tobias Sammet – wódz całego bajzlu, grał już chyba na wszystkim na czym mógł, do tego zdarł sobie gardło próbując przekrzyczeć Jørna.
  • Sascha Paeth – gitarzysta Edguya, który jeździł z Sammetem na wszystkie trasy koncertowej. Do tego realizuje się jako producent wszystkich albumów do tej pory.
  • Miro – człowiek-orkiestra. To znaczy przynajmniej umie obsługiwać wszelkiego rodzaju klawisze – od pianina po kościelne organy.
  • Eric Singer – człowiek, który na perkusji grał już chyba pojawił się także i tutaj, do tego nawet trochę śpiewał, ale tak, żeby go nie było słychać.
  • Robert Hunecke-Rizzo – imitacja basisty męcząca się z piosenkami pisanymi pod Grosskopfa.
  • Kai Hansen & Henjo Richter – w zasadzie nigdy nie byli członkami zespołu, ale tak jakoś wyszło, że byli obecni na przeważającej większości albumów i koncertów Avantasii. W tym drugim przypadku jednak ograniczali się głównie do zataczania się na scenie i rozpijania reszty muzyków. A, i Hansen się jeszcze czasem podszywał pod Alice'a Coopera, ale tylko wtedy, gdy był dostatecznie trzeźwy do końca koncertu.
  • Michael Kiske – również nie doznał zaszczytu bycia członkiem, ale za to śpiewał piszczał na wszystkich wydanych do tej pory nagraniach studyjnych.

[edytuj] Dyskografia

  • The Metal Opera (Metalowa Opera, 2000) – pierwszy album A, który spotkał się z zaskakująco ciepłym przyjęciem. Jakby nie patrzeć śpiewał tam Kiske.
  • The Metal Opera pt. 2 (Metalowa Opera cz. 2, 2001) – to samo co wcześniej z tym, że z nieco lepszą aranżacją orkiestrową. Więcej Kiskego!
  • The Scarecrow (Strach na Wróble, 2008) – najmroczniejsza chyba płyta zespołu. To na niej możemy usłyszeć Alice'a Coopera. Jest też pierwszą, na której bas nie brzmi tak jak potrzeba.
  • The Wicked Symphony (Niegodziwa Symfonija, 2010) – przez wielu album uznany za najlepszą płytę projektu. Pewne jest jedno, na pewno nie brakuje na niej znanych nazwisk. Jest Klaus Maine, Michael Kiske i zdzierający sobie gardło Tim „Ripper” Owens. Mimo że bardzo się starał, i tak nie piszczał tak jak Niemcy.
  • Angel of Babylon (Anioł Babilony, 2010) – to jest w ogóle taka płyta?
  • The Mystery of Time (Tajemnica Czasu, 2013) – album, na którym stężenie gwiazd sięga zenitu. Jak zwykle skończyło się to tym, że jeden wydziera się przez drugiego i to wcale nie jakoś szczególnie ładnie. Niewątpliwie wywindowanie średniej wieku śpiewaków powyżej 60 lat ma w tym swój udział. I tak Biff Byford zdziera sobie gardło, Joe Lynn Turner udowadnia, że już dawno miał zdarte, a Michael Kiske pokazuje, że ma to gdzieś. Jedynym, który wypada naprawdę dobrze jest nieznany nikomu Ronnie Atkins z Pretty Maids. A i instrumentaliści jeszcze. Tu jest zdecydowanie lepiej niż poprzednio, chociaż bynajmniej nie przez orkiestrę symfoniczną.

Przypisy

  1. A Sammet widocznie wziął sobie do serca los Johna Lennona
  2. Głupie imię, co nie?
  3. Czyli w skrócie: warcy, rycy, cescy
  4. Włącznie z nieobecnością Kiskego
  5. Które pozwoliły tanim kosztem wydłużyć album z 40 do 61 minut
  6. Ale pod żadnym pozorem nie do Polski, bo tu tylko białe niedźwiedzie i inne Nergale żyją
Nasze strony
Przyjaciele