Aztekowie

Z Nonsensopedii, polskiej encyklopedii humoru

Skocz do: nawigacji, szukaj

Aztekowie – naród indiański zamieszkujący Mezoamerykę od XIII wieku. Specjalizowali się głównie w wymyślaniu karkołomnych nazw i składaniu ofiar z ludzi, zwłaszcza z jeńców wojennych. Zamiast żądać okupu, oddawali ich Coatlicue, czy innemu Tezcatlipoce w ofierze.

[edytuj] Początki

Miasto plażowe

Maaamo! Paatrz, jestem jak Aztekowie!

Nikt nie wie skąd właściwie wzięli się Aztekowie. Oni sami twierdzili, że do Meksyku zagnała ich kamienna głowa. Inni sądzą, że nie spodobało im się jezioro, a właściwie sąsiedzi, więc osiedlili się na wyspie. Tak naprawdę, pierwszy raz w życiu zobaczyli kaktus i pomyśleli, że to znak od bogów.

Wyspa nie uchodziła za wielką, dlatego wykorzystali naturę i zaczęli budować ekologiczne platformy – z mułu i sitowia. Nie przepadali też za towarzyszami z innych plemion, więc zaczęli ich zarzynać, zagarniać ziemie, brać jeńców, gwałcić kobiety i takie tam. Po drodze nastąpił rozłam, część Azteków pokłóciła się z kolegami i przeniosła na sąsiednią wyspę. Nie było ich stać na materiały, więc budowali miasto z piasku. Jednak nie chcieli zabijać się nawzajem, więc szybko się pogodzili i dalej jako wybrańcy Huitzilopochtli starali się podbijać ziemie. Przy okazji, widząc poważne braki w siłach, zobowiązali się służyć panującym wówczas Tepanekom, co robili chętnie.

W 1375 r. starszyzna powołała króla, który, żeby było śmieszniej został nazwany tlatoani. Zazwyczaj nazywał się równie zabawnie, np. Garść Trzciny, Wąż Obsydianowy, Dymiąca Tarcza, Wór Ziemniaków[1]. Na początku arystokracja pomagała rządzić tlaotanim, głównie pilnując własnych interesów. Ale ci nie mieli ochoty wysłuchiwać, że ktoś kogoś zaatakował, zgwałcił, czy złożył w ofierze, ewentualnie, że zupa była za słona, a alkohol zbyt słaby. W 1425 było jeszcze ciekawiej, na tronie Tepaneków zasiadł burżuj, który schwytał następcę azteckiego tronu. Więzień ten był bardzo pomysłowy, powiesił się na przepasce biodrowej. W wyniku tego zdarzenia zaczęła się wojna, którą przegrali Tepanekowie, ale wynagrodzono im to zaszczytnym udziałem w obrzędach.

[edytuj] Dalszy rozwój i upadek

Maska aztecka

Typowa maska, spójrzcie na to staranne wykonanie

Aztekowie nie byli tak tępi, jak inne plemiona i zaczęli szukać jakiegoś ludu, który by ich utrzymywał. Znaleźli sobie przyjaciół o podobnych zainteresowaniach, Texcoco. Przy okazji dołączyli do sojuszu ubogich krewnych, Tlacopán. Głównie po to by ich wykorzystać jako mięso armatnie w polityce. Potem zrobili w Cenzura2 oba plemiona i przestali ich słuchać.

Po zwycięstwie w 1428 zaczęto czcić Tlacaelela, dowódcę. Legenda głosi, że został on nazwany kobietą wężem z powodu swoich niezwykle kobiecych rysów lub też braku pewnej części ciała. Jako że nie mógł wykonywać rzeczy, które na ogół robili jego koledzy, został fanatykiem religijnym. Godzinami potrafił wymyślać mity, z których wynikały kolejne wojny religijne[2]. Prawdopodobnie gnębiony w dzieciństwie, chciał zemścić się i przejąć władzę nad światem. Palił wszystkie księgi religijne innych ludów, ale ich członków zostawiał w spokoju, mogą się przydać na kamień. Gdy zabrakło książek do podpalania i ludzi do zabijania, wymyślił wojny kwietne, czyli ustawki. Walczący ochoczo dawali się pojmać Aztekom. Uważali to za wielki zaszczyt, nawet kiedy kapłani odcinali dłonie żywcem i wyrywali serce.

Za panowania Montezumy II nie było już tak kolorowo. Nie było nikogo, kto mógłby władcę przypilnować, a inteligencją raczej nie grzeszył. Ufał wróżbitom, którzy przepowiedzieli mu nadejście jednego z bogów. Za boga wybrał sobie Hiszpana, Cortésa. Po spotkaniu się z nim w cztery oczy, zauważył, że mężczyzna nie przypomina Pierzastego Węża. Ale masochizm pociągał Montezumę, więc gdy jego nowy pan kazał mu zmienić religię na Tę Jedyną Słuszną, ten przyjął chrzest. W mieście wybuchły zamieszki, a tlatoani został uwięziony i uduszony. Imperium niedługo upadło, a wszystko dlatego, że ktoś z ilorazem inteligencji poniżej 80 dał się zmanipulować.

[edytuj] Wierzenia

Quetzalcohuatl

Quetzalcoatl – kolorowanka wykonana przez dziecko z zerówki

Dawno, dawno temu, gdy na świecie jeszcze panowała ciemność, a na Ziemi nie było życia, dwoje bogów pomyślało, że jest czarno jak w dupie u Afroamerykanina i nie mają co robić. Nie chciało im się męczyć, więc bogini urodziła synów, żeby czasem ich rodzice się nie zmęczyli. Jeden był czarny, drugi żółty, trzeci biały, a czwarty kolorowy kościotrupem. Pod groźbą ojcowskiego pasa i matczynego wałka synowie zaczęli dniami i nocami pracować, żeby stworzyć świat. Najpierw musieli przygotować Ziemię, żeby wyhodować na niej pasożyty, zwane ludźmi. Potem zrobili mężczyznę, który miał być parobkiem na polu i kobietę tkającą ubrania[3]. Przy okazji bogom coś nie wyszło i musieli jeszcze parokrotnie naprawiać ten burdel.

Aztekowie wierzyli, tak jak Żydzi i Polacy, że są narodem wybranym. Uważali, że ciążyła na nich wielka odpowiedzialność dokarmiania głodującego Słońca, więc składali ofiary z ludzi. Po kilku dniach, gdy wrócili na miejsce, zauważyli, że ciała są niedojedzone, a bogowie wybredni. Dlatego zaczęli oddawać tylko niektóre części, na przykład dłonie, stopy, czy głowy. Cała ceremonia musiała się odbyć na żywca. Kiedy panowała susza, starano się przekupić boga deszczu sercami niemowląt, a dla Coatlicue sadzono w ziemi głowy lub stopy.

[edytuj] Kultura

Większość kojarzy Azteków tylko z krwią, flakami i fanatyzmem. I słusznie. Ale poza zabijaniem szkodliwych elementów, zrobili też wiele innych dobrych rzeczy. Między innymi, mieli spory wkład w tworzenie lubianych przez dzisiejszą młodzież fajek.

Pożywienie składało się głównie z kukurydzy, przyrządzano ją na wiele sposobów, na przykład rozcierano na kamieniu, zjadano z robakami. Tym, którym kukurydza się nie spodobało, zawsze pozostawała pomidorowa, ewentualnie gulasz. Jako zawzięci ekolodzy, Aztekowie, rzadko spożywali mięso, głównie jedli drób lub psinę, bo zabijanie biednych świń i krów było niehumanitarne. Jedli również czekoladę, ale tylko bogatsi, bo biedni nie byli godni i nie mieli pieniędzy, a arystokracja nie dzieliła się posiłkiem, przecież to nie żaden Caritas.

Produkowano również alkohol, ale nie wolno było go spożywać przed trzynastym rokiem życia[4], groziło to karą śmierci, ewentualnie kilkaset uderzeń batem. Po 60-tce można było już pić, ile się chce, bo taki obywatel już raczej nie był nikomu potrzebny. Alkohol i grzybki halucynki zażywali głównie kapłani przed złożeniem ofiary, żeby nie uśmiercić delikwenta zbyt szybko ze zdenerwowania.

Przypisy

  1. Ach, ten fetysz wielkich liter…
  2. Z czegoś przecież trzeba się utrzymać.
  3. To nie Cenzura2 żadna plaża dla nudystów!
  4. W dzisiejszych czasach to byłoby nie do pomyślenia
Nasze strony
Przyjaciele