Crwn Thy Frnicatr

Z Nonsensopedii, polskiej encyklopedii humoru

Skocz do: nawigacji, szukaj
Crwn Thy Frnicatr
Crwn thy Frnicatr
Kolejny album zahaczający o amerykańską flagę. Czy to nie zaczyna robić się już nudne?
Wykonawca Cyklon B Dziewięć
Wydany 26 kwietnia 2005
Nagrywany w słonecznej Kaliforni
Gatunek aggrotech (wiecie, traktory, kombajny, te sprawy...)
Długość za krótki
Wytwórnia Metropolis
Producent Marshall Carnage i Da5id Din
Następny Album My którześmy są Upadli
Poprzedni Album Jezus Naszym Krolem
 

Crwn Thy Frnicatr (Ukrnwć Cdzłżnk) – trzeci album zespołu Psyclon Nine, na którym wpływy elektroniki zostały zdeptane do pojedynczego tła, a zespół zaczął grać blak metul. Stało się tak, gdyż wodzowi Nerosowi znudziła się elektronika i postanowił udać się na kolejną wyspę, aby powiększyć kolekcję o więcej wyznawców. Tym razem za cel obrał sobie scenę metalową. Dobrze wiedział, że najbliższe jego ideologii tematy znaleźć można wśród muzyki black metalowej i to właśnie tam się udał ze zgrają swoich dzielnych jeleni do instrumentów. Przywiązanie do keyboardów okazało się jednak na tyle silne, że nie mógł się zdecydować czy ich używać, czy nie. W końcu użył, przez co muzyka na powstałym albumie w niczym nie przypomina znanych ludzkości gatunków. Przewodnim motywem jest dość specyficzna elektronika, a jej tle toczą się ociężale gitary. Na tyle ociężale, że przeciętnemu słuchaczowi zajmowało czasem i kilka miesięcy, aby dowiedzieć się z informacji o albumie, że udzielał się tam jakiś gitarzysta. Nazwa albumu jest harsh i namawia by „ukoronować cudzołożnika”. Tym bardziej, że pozbyto się z niej większości samogłosek, przez co połamać można sobie język podczas jej wymawiania.

[edytuj] Ciekawostka

  • Album ten jest prekursorem grania black metalu w większości na elektronicznych samplach. Co ciekawe, pomysłodawca jeszcze żyje.

[edytuj] Lista utworów

  • Bellum in Abyssus – intro do albumu, które jest niczym innym jak nieuporządkowanym hałasem. Coś skwierczy, coś pobrzmiewa echem, coś szeleści, w końcu Bellum drze mordę, wszystko się na siebie nakłada i gaśnie. Utwór miał być stylizowany na straszny.
  • Parasitic – pierwszy twór Psyclonów, który doczekał się teledysku. Wygląda on niczym koszmar starego kanalarza. Sam utwór jak przystało na Nero stara się być harsh. Macha łapami, kręci łbem, a na jego twarz pada jaskrawe i migoczące światło, co bardzo smuci fanów zespołu z epilepsją, którzy zmuszeni są oglądać go na bardzo niskim kontraście i w zwolnionym tempie.
  • Better Than Suicide – Kalifornia oznacza morze, a morze oznacza kraby błotne, których oglądanie jest dla Nero lepsze nawet od samobójstwa. Belluma słychać dość słabo, czego wyjaśnienie znajduje się dwa utwory dalej.
  • Anaesthetic (For the Pathetic) – Nero chciał pokazać, że ma jaja (metaforyczne) i odmówił znieczulenia przed wyrywaniem zębów. Utwór opowiada o opłakanych skutkach tego pomysłu. Na koniec Bellum stwierdza, że teraz już pozwoli sobie znieczulenie zaaplikować.
  • The Room – utwór umieszczony tylko po to, aby na albumie było więcej niż 10 utworów. Jego motywem przewodnim jest powolna kołysanka na tle jakiegoś bardzo głośnego zegara. Najprawdopodobniej chodziło tu o problemy z zaśnięciem, a kołysanka grała dla dziecka wyrwanego z Nerosa, o czym trzy utwory poniżej.
  • Flesh Harvest – kontynuacja opowieści o młodzieńczych fantazjach Nero z poprzedniego albumu. Tym razem o tym, jak w myślach razem z Josefem Heresy dobierali się do Abbey Nexa, ale nie mieli zielonego pojęcia, jak go zdeflorować. Chcieli zrobić to pod prysznicem, używając siarki zamiast mydła. Nie wyszło, bo byli zmęczeni ćpaniem, a pod jednym prysznicem we trzech się nie mieścili.
  • Scar of the Deceiver – kawałek, który po zażyciu LSD powoduje nieodwracalne ubytki na zdrowiu. Pomijając, że riff jest totalnie zerżnięty z tytułowego utworu, kompozycja nie daje ani chwili wytchnienia. Nie ważne, że to samo powtarza się przez 3 minuty, potem jest równie dynamiczne przejście i to samo na koniec. Motyw ten, jest tak zajebisty, że nikogo to nie obchodzi, a słuchaczom z mord kapie ślina. Tekst traktuje o tym, czego to wiara nie robi z człowiekiem, lecz jakby się wczytać, to widać, że jest to motyw nienawiści do wierzących wygrażając im, że bez wiary zostaną tym kim obecnie jest Nero, czyli poharatanymi kośćmi – nic przyjemnego.
  • Crwn Thy Frnicatr – kontynuacja poprzedniego utworu, a raczej jego właściwa część. Tym razem o nasze uszy obija się bardzo umiejętna i harmonijna gra na syntetycznych skrzypcach, chwilę później dochodzi łupanie syntetyczną perkusją, a gdy napierdalanie sięga zenitu, rozlega się syntetyczny syk Nerosa informujący, iż wyrwałeś z niego dziecko i za to klękniesz przed jego światem. Kwestią sporną jest o co tak naprawdę w tym tekście chodziło, gdyż z jednej strony mogło tu chodzić o ciążę, w którą Bellum mógł zajść, a z drugiej mogło to być jedynie podtekstem psychicznym. Niby Nero jest mężczyzną, jednak po zabiegach jakie zastosował na sobie nie można mieć pewności co ma w gaciach, a tym bardziej wewnątrz, pod brzuchem.
  • Visceral Holocaust (Biegunka) – Columbine miał straszliwe gazy po kebabie, a Nero postanowił zrobić z tego nieziemską dramę. Rozpłakał się, że smród go obudził i pali go w oczy, że odłazi mu skóra i że nie wie, gdzie było życie, a gdzie zaczęła się śmierć. Postraszył też kolegę, że jeśli znowu tak zrobi, to będzie żarł już tylko gruz.
  • Proficiscor of Terminus Vicisinstrumental, przy którym można uśpić pół wsi. Z Psyclonem i jego brzmieniem ma on jedynie wspólną paletę sampli, gdyż w obrębie danego albumu pozostawała ona ta sama, tak dla ułatwienia. Docenić go można po pół roku obcowania z Psyclonem, gdyż dopiero wtedy wychodzi na to, że to osobny utwór, a nie outro poprzedniego.
  • The Purging (A Revelation of Pain) (Bolesne przeczyszczenie) – Powrót do problemów trawiennych Columbine'a – biedak utknął na kiblu i płacze, bo nie ma papieru. Nero już tak się przydusił, że ledwie może syczeć.
  • Evangelium Di Silenti – jeden z utworów, który okazał się za słaby, aby trafić na album, a jednocześnie też i najlepszy z odrzuconych ochłapów. W związku z tym trafił on na płytę po 12 minutach ciszy, aby połowa słuchaczy miała trudności z ogólnym usłyszeniem go. Także i jakość nie powala. Zapewne autorzy wytłumaczą to celowym zabiegiem, jednak wszyscy i tak wiedzą jak było naprawdę.


Nasze strony
Przyjaciele