Depressive black metal
Z Nonsensopedii, polskiej encyklopedii humoru
Aaaarrr! Iiiiiiiiii! Pipipipiiiiii! Kwiiiiiiiiik! Łe he he he... Kwiiiiiiik! Daj łit miiiiiiiii!
Fragment piosenki DSBM
Dobry fan DSBM, to martwy fan!
Ogólna opinia o miłośnikach tego nurtu.
Depressive black metal, Suicidal black metal, DSBM – ekstremalna odmiana black metalu, która łączy w sobie zarówno metal jak i naleciałości subkultury emo. Poskutkowało to stworzeniem zespołów grających ostrą muzykę, aby ukazywać ciemną stronę ludzkiej psychiki oraz okrucieństwo świata poprzez płacze czy skowyty.
Spis treści |
[edytuj] Warstwa muzyczna
Pod względem kompozycji utworów przypomina te wolniejsze black metalowe songi, zapętlone trzy razy i przytłumione. Słaba jakość to czasami efekt funduszy, których zwykle muzycy nie posiadają, albo nagrywaniem kawałków w opuszczonych halach fabrycznych. Co bardziej awangardowe zespoły używają instrumentów innych niż gitara i perkusja, a nawet przerabiają piosenki we Fruity Loopsie. Pod względem warsztatu przeciętny utwór przypomina napierdalankę z jękami lub coś pomiędzy wiertarką a sokowirówką z jękami. Niekiedy wychodzi coś naprawdę dobrego, ale większość odbiorców nie zwraca uwagi na muzykę, tylko na cięcie się brzytwami po ciele.
Charakterystyczny jest wokal, który składa się w większości z jęków, krzyków, bełkotu i charczenia. Można wyznaczyć kilka odmian;
- Zarzynana świnia – Kwiiiiiiiiiiiiiik!
- Zarzynana nastolatka – Breeeeeeak myyyyyy neeeeeeeeck!
- Rozdeptywana mysz – Iiiiiiiiiiiiiii!
- Pijana, zarzynana nastolatka – Faaaaaaaarvaaaaaaal!
- Pijany, bity po pysku, wokalista black metalowy – Mitt Oppnaaaaa Ooooogaaaaa!
- Duszony, zarzynany wokalista – Ghhhhhhh... Gyhhhhh... Gggg...
- Epicki, duszony, zarzynany wokalista – Ths.....Spartaaaaaa......ghhhgghh.....
Poza tym pojawiają się liczne urozmaicenia jak płacze, wrzaski, gulgotanie i inne.
[edytuj] Warstwa liryczna
Depressive black metal traktuje o śmierci, samookaleczeniu, masowej zagładzie, autoagresji, depresji, szaleństwie, schizofrenii, samobójstwie, zgniliźnie, chorobach, nihilizmie i bezsensie istnienia. Widać pewien brak oryginalności, jednak muzycy tego nurtu nie przejmują się tym. Im zależy jedynie, aby ludzie się zabijali do muzyki. Kasy z tego nie ma.
[edytuj] Muzycy i otoczka
Aby grać DSBM należy być chorym psychicznie, co jest wśród muzyków często praktykowane. Niektórych nie powinno się wypuszczać na koncerty, a pomimo tego jeżdżą i mają się dobrze. W przeciwieństwie do black metalowców, nie stosują zbyt często corpse paintu, za to do zdjęć pozują w wannach pełnych krwi, ściśle obandażowani i ze sztucznymi bliznami, które bohatersko eksponują. Niestety nie zawsze są one sztuczne. Niektórzy muzycy za bardzo wczuwają się w rolę piewców autodestrukcji.
Zarówno nazwy zespołów, jak i tytuły ich piosenek, czy wygląd loga, nie pozwalają zapomnieć o tematyce kapeli. Dlatego mamy np. Happy Days, Lifelover, Thy Light, Mrak, ColdWorld, Nocturnal Depression czy Hypothermia. W logach umieszczane są szubienice, otwarte żyły oraz żyletki - są to odpowiedniki black metalowych pentagramów i odwróconych krzyży.
Fani DSBM to ekstremalna wersja emo. O ile ci drudzy udają, to prawdziwi DSBM-owcy tną się naprawdę, rzucają z budynków, wpadają po samochody, mają konto premium na goregasmie, gdzie wrzucają zdjęcia efektownie zabitych ludzi i oceniają je. Zespoły depressive metalowe prześcigają się w statystykach, pod wpływem czyjej muzyki popełniło samobójstwo więcej osób.
[edytuj] Przypadek Nattramna
Nattramn, założyciel zespołu Silencer i twórca ambientowego projektu Diagnose:Lebensgefahr, jest niekwestionowaną ikoną w całej historii depressive black metalu. Ten psychopata ciął i kaleczył się podczas nagrań wokalu, aby jego krzyki i cały śpiew brzmiał bardzo realnie, a przy okazji stały się rzeczywiście adekwatne do treści bólu oraz nienawiści do świata/siebie/etc.
Silencer rozpadł się po zamknięciu Nattramna w zakładzie psychiatrycznym, gdzie zresztą powinien zostać. Tam poznał swoje nowe hobby - zabijanie małych dziewczynek. Uciekł i od razu wdrożył swoje plany w życie. Zaatakował siekierą dwie z nich, jednak nie potrafił najwidoczniej dobrze tego zrobić, ponieważ obie uciekły. Sam wsiadł na rower, by zwiać policji, a gdy ci go złapali, prosił ich o śmierć.
Nattramn trafił znów do psychiatryka, gdzie skutecznie oduczono go podobnych zachowań. W ramach rekonwalescencji pozwolono mu tworzyć kolejny projekt - Diagnose:Lebensgefahr. Tam mógł wstawiać schizofreniczne szepty, odgłosy szpitalnych urządzeń i odniesienia do holocaustu. Znów był true, awangardowy i underground.


