FANDOM


Kojarzę taką to, pełniejszą nieco wersję z podstawówki:

"Jak co dzień w piątek, około szesnastej rano, w słonecznym cieniu, na miękkim kamieniu siedziała młoda staruszka. Podszedł do niej wysoki pan niskiego wzrostu z bródką bez zarostu i nic nie mówiąc rzekł: Byłem ja bezdzietny, miałem ja trzech synów: Pierwszy pojechał na wojnę, drugiego przygniotła drabina, a czwarty pojechał do portu, gdzie stały trzy statki, jeden cały, drugiego połowa, a trzeciego wcale nie było. Więc wsiadł do tego, którego wcale nie było i pojechał na bezludną wyspę rojącą się od białych murzynów. Wlazł na gruszkę, zerwał pietruszkę, z drzewa zaczęły lecieć cebule. Przyszedł właściciel banana i krzyczy: złaź pan z tego kasztana, bo to nie pana śliwka, to ten wziął ziemniaki i poszedł łowić raki." — Ta niepodpisana wypowiedź jest autorstwa użytkownika 83.21.247.128 (dyskusjawkład). Pamiętaj o podpisywaniu się przy użyciu ~~~~!