Front Wyzwolenia Quebecu

Z Nonsensopedii, polskiej encyklopedii humoru

Skocz do: nawigacji, szukaj
Bandera FLQ

Wspaniała flaga naszej dumnej organizacji. Po cichu liczymy, że zostanie flagą Quebecu, jak już ci Anglosasi się od nas odczepią. Ale o tym akurat wszyscy Quebecańczycy wiedzieć nie muszą

Flag of Quebec

Niesłuszna i zdezaktualizowana Flaga Quebecu

Idee rodzą się w głowach ludzi. Mogą być inspirowane różnymi wydarzeniami lub innymi ideami. Niektóre są genialne, inne są interesujące, ale niektóre są kompletnie poronione już na starcie.

Otóż kiedyś pewien człowiek wpadł na pomysł, że Kanada powinna być jednym zjednoczonym państwem obejmującym tereny m.in. Kolumbii Brytyjskiej, Alberty, Saskatchewan, Ontario, Nowej Fundlandii i Labradoru, Wyspy Świętego Edwarda, Nowej Szkocji, Yukonu, ale także Quebecu.

Tak, ten człowiek był idiotą. Niestety, jak wiele idiotycznych pomysłów, ten niestety także się przyjął. Od tego czasu wspaniała prowincja Quebecu jest pod panowaniem anglojęzycznych świń, którzy przybyli tutaj, aby wyplenić naszą francuską kulturę i język.

I właśnie dlatego powstał Front de libération du Québec, bardziej znany w Polsce jako Front Wyzwolenia Quebecu. Celem tej szacownej organizacji jest wyplenienie ostatniego Anglosasa z terenów Quebecu i ogłoszenie secesji przez naszą wspaniałą prowincję Quebec.

[edytuj] Historia i idea przewodnia organizacji

A właściwie było. Niestety, w źródle kłamstwa przeczytacie, że Front Wyzwolenia Quebecu już nie funkcjonuje od ponad czterdziestu lat. Toż to nonsens! Front Wyzwolenia Quebecu jest wciąż obecny w sercach wszystkich Québécois, czyli dumnego i światłego narodu Quebecańskiego.

Oczywiście, że naród Québécois musi być światły, skoro w latach 60-tych był w stanie odrzucić ohydne, wszawe kapitalistyczne idee i przyjąć słuszne i prawe poglądy marksistowskie. Już w latach 60-tych wiedzieliśmy, że Anglosasi z reszty tfu... kanady (specjalnie pisanej małą literą, bo tylko na to zasługują; to nie jest prawdziwy kraj) nie są w stanie zrozumieć idei socjalistycznych, ponieważ Kanadyjczycy (znowu specjalnie małą literą, bo to nie jest prawdziwy naród; w przeciwieństwie do Québécois, który jest prawdziwym osobnym narodem, a nie, jak twierdzą Anglosasi, francuskimi wymoczkami; to Francuzi pochodzą od Québécois, a nie odwrotnie) są zbyt głupi, aby móc istnieć w naszym społeczeństwie.

My szanujemy wszystkich. Naprawdę wszystkich. Nie licząc osób, które nie potrafią mówić po francusku. Dlatego szanujemy Francuzów. Wyjątek stanowią również osoby, które nauczyły się szatańskiego języka, który świat zna jako angielski. Nie można podchodzić poważnie do osób, które mówią po barbarzyńsku. Właśnie dlatego nasza organizacja nie wyobraża sobie współistnienia z tymi ludzi w granicach jednego państwa.

Jak wspominaliśmy, nasza organizacja rozpoczęła działalność w latach 60-tych i postanowiła w jasny sposób przekazać nasze żądania. Ale jak poważnie przekazać żądania osobom, które nie znają naszego języka, a my nie znamy ich? Na szczęście język przemocy jest uniwersalny. Rozpoczęliśmy od rozruchów, a skończyliśmy na uniwersalnie rozumianych atakach bombowych, porwaniach, i zabójstwach politycznych.

Wybierając jako nasze cele anglojęzyczne organizacje, liczyliśmy, że ci głupi Anglosasi zrozumieją aluzję. Nie chcemy języka angielskiego w naszym kraju. Nie chcemy być w waszym kraju.

Niestety, Anglosasi okazali się głupsi niż myśleliśmy. Nie tylko nie zrozumieli aluzji, ale przede wszystkim, zaczęli działać przeciwko nam! Co za bezczelność! Żeby w wolnym demokratycznym kraju ograniczać podstawowe prawa człowieka, czyli wolność słowa i wolność przekonań. Fakt, że nasze metody ich wyrażania były nieco nieortodoksyjne, ale to tylko pokazuje jak Kanadyjczycy byli zacofani w swoim ohydnym, świńskim konserwatyzmie.

I jeszcze ta ich Królowa...

Niestety, jeśli głupi ludzie mają pieniądze, to są w stanie osiągnąć wszystko. Nie pozwolili nam wysadzić Statui Wolności, mimo iż jasno im wyjaśnialiśmy, że to tak naprawdę francuska własność, a jeżeli my nie możemy jej mieć, to nikt nie powinien.

I tak niestety członkowie naszej szacownej quebecańskiej organizacji trafiali do aresztów. Niektórym udało się uciec do wujka Fidela, ale nie wszyscy mieli to szczęście. Wprawdzie Kuba to nie Quebec, ale tam przynajmniej korzystają z dobrodziejstw marksizmu, nie to co w kanadzie...

[edytuj] Rok 1980

St-Jean!042

Tu Québécois cieszą się z uznania naszego narodu. Głupcy, machają tą wstrętną flagą z krzyżami. Zamiast tych krzyży powinny być gwiazdy! Ale spokojnie, na razie niech się nią cieszą

Mijało już 10 lat od zaprzestania akcji zbrojnych na większą skalę. Próbowaliśmy przemówić Anglosasom do rozsądku. Zorganizowaliśmy referendum, które Anglosasi jednak sfałszowali i wygrali o blisko 20%. To była sromotna klęska, po której nie mogliśmy się otrząsnąć. Jak walczyć z fałszującymi głosy żmijami. Żeby w wolnym kraju robić takie wstrętne rzeczy!

[edytuj] Rok 1995

15 lat czekaliśmy na kolejną szansę. Tym razem mieliśmy lepszą strategię. Pokonać wroga jego własną bronią. Co prawda fałszowanie wyborów nie przystoi socjalistom, ale... cel uświęca środki.

Do dziś nie rozumiem jakim cudem, Anglosasi wygrali to drugie referendum o 1%.

[edytuj] Obecnie

Obecnie faktycznie nie jest dobrze. Ale jest pewien progres. W 2006 roku do tych tępych angielskich łbów dotarło w końcu, że jesteśmy osobnym, zasługującym na wyróżnienie, narodem i przyznali nam prawo do istnienia. No jakże miło z ich strony. Niestety, chyba będzie trzeba wrócić do starych metod, bo w tym tempie pozwolą nam na secesję w 2250...

Na razie Anglosasi śpią spokojnie. Oni nas jeszcze nie znają. Ale nas poznają.

Niech żyje Quebec!

Nasze strony
Przyjaciele