H. Cegielski – Poznań

Z Nonsensopedii, polskiej encyklopedii humoru

Skocz do: nawigacji, szukaj
Lokomobila HCP

Jeżdżąca po drogach ciuchcia

Fabryka Wagonów i Parowozów "Cegielski"

Rzut okiem na halę. Jak widać dla Poznaniaka fajrant rzecz święta

H. Cegielski – Poznań (zwany także: HCP, Ceglorz[1]) – zakłady zajmujące się produkcją wagonów (teraz i za komuny), lokomotyw (za komuny) a obecnie też modernizacjami złomów EN57. Zakład ten to klasyczny przykład, że wytrwałością i pracą ludzie się bogacą, gdyż początkach istnienia był on zaledwie bazarem, a dopiero później (gdy handel żelaznymi przedmiotami pozwolił zgromadzić duuuużo hajsu) zajęła się produkcją maszyn rolniczych. Założone w 1846 roku przez Hipokryta Hipolita Cegielskiego.

[edytuj] Historia

[edytuj] Przed I wojną światową

Był sobie taki jeden Poznaniak, który postanowił sobie na bazarze otworzyć sklep żelazny, który w miarę rosnącej sprzedaży łyżek, noży, widelców i garnków zbierał coraz więcej kasiurki. Gdy dochód był coraz mniejszy w związku ze spadającą sprzedażą (bo na co komu sztućce skoro nie było co nimi jeść w związku z wszechobecną bidą), Hipolit postanowił otworzyć fabrykę machin i urządzeń rolniczych. Najwyraźniej miał nosa do interesów, bo przebranżowienie też pozwoliło zgarnąć kupę hajsu. W 1860 roku rozpoczęto produkcję samochodów parowych, nazywanych lokomobilomi. Było spokojnie oż do 1872 roku, gdy syn założyciela, spadkobierca-Stefan nie przCenzura2ił, przepił, przechulał wypłaty dla pracowników (niepotrzebne skreślić) fabryki i nie doprowadził do ruiny finansowej zakładu, wtedy wkurzeni pracownicy nie mający za co kupić se napoju wyskokowego i zagrychy po ciężkim dniu pracy zorganizowali pierwszy strajk[2]. Wtedy to by przetrwać Stefan musiał wrzucić cały majątek zakładu na giełdę tym samym przekształcając zakład w spółkę akcyjną, co mu i tok no dobre nie wyszło.

[edytuj] Dwudziestolecie międzywojenne

Dynamicznie rozwijający się zakład wchłaniał kolejne mniejsze, sąsiednie zakłady. Coraz więcej osób dostawało zatrudnienie. Rozpoczęto produkcję tramwajów[3]. Wszystko było pięknie do czasu, gdy wielki kryzys na Wall Street[4] doprowadził do kryzysu i tym razem wyjątkowo to nie było z winy Stefana. Tuż przed II wojną światową związku z coraz bardziej rosnącym zagrożeniem od strony Adolfa dla Polski, zakład zaczął produkować broń wojskową i elementy ekwipunków dla żołnierzy taką jak: armaty, działa przeciwlotnicze a także wozy taborowe, manierki żołnierskie, skrzynie amunicyjne, obrabiarki, działa przeciwpancerne i inne cuda wianki.

[edytuj] II wojna światowa

Po wkroczeniu Nazistów Niemców zakłady w Poznaniu zostały skonfiskowane i w listopadzie 1939 roku sprzedano wszystko koncernowi Deutsche Waffen und Munitionsfabriken (DWM)[5]. W tym okresie w fabryce produkowano różnorodne elementy przez tonią siłę roboczą[6] na potrzeby armii Adolfa, od elementów optycznych, poprzez rowery[7], motocykle, zapalniki, łuski, lawety po kriegsloki[8], części do samolotów i U-bootów. Po alianckich bombardowaniach i w związku ze zbliżaniem się Armii Czerwonej wyzwolicieli Niemce ewakuowali fabrykę, pozostawiając zdewastowane hale.

[edytuj] Czasy jedynego słusznego ustroju

Po wojnie zakład skolektywizowano, a w 1949 roku nadano mu jakże zaszczytną nazwę na cześć jedynego słońca wszystkich narodów socjaldemokratycznych Zakładów Metalowych im. Józefa Stalina. Poznaniakom ta nazwa tak się niespodobała, że w czerwcu 1956 roku, z związku z powiększającą bidą, syfem i ubóstwem jeszcze większym niż za rządów Stefana[9] postanowili urządzić strajk tak wielki, że rozwścieczeni Poznaniacy zdołali przejąć dwa czołgi i rozbroili kilka posterunków Milicji i UB. Po tych wydarzeniach władze tak bardzo bały się roboli z fabryk, że 1 listopada postanowiły zmienić nazwę zakładów na: Zakłady Przemysłu Metalowego H. Cegielski w Poznaniu, Przedsiębiorstwo Państwowe. W 1956r. kupiono od Szwajcarów licencje produkcję silników okrętowych, o żeby było ciekawiej to do dnia dzisiejszego HCP jest głównym producentem silników okrętowych w kraju, choć Poznaniowi do morza daleko, o główne stocznie w Szczecinie i Gdańsku zamknięto, więc gdzie to wszystko idzie?. W 1958r. skończono produkcję obciachowych kopalni smrodu parowozów. W 1970r. rozpoczęto produkcję Suki[10] w ilości 270 sztuk oraz podrasowanych jej wersji w liczbie aż 54 sztuk i spalinówki tak potężnej, że aż naraziła się naszemu wielkiemu bratu ze wschodu, dlatego powstały aż 2 dwie sztuki (SP47). Potem produkowano już tylko elektrowozy: jamniki (ET41) w ilości 200 sztuk w latach 1977-83, siódemki w liczbie 240 sztuk w latach 1983-92 oraz coś co właściwie więcej stoi jak jezdzi (EM10) w zawrotnej ilości 4 sztuk w latach 1990-91[11].

[edytuj] Dzisiaj

Oprócz produkcji wagonów typu 110, 111, Bhp oraz innych tego typu, którymi raczymy się w Interregio lub Intersriti, to aż do dnia dzisiejszego niewiele działo się po upadku komuny. Aż tu nagle w roku 2016 Zakłady HCP, postanowiły zrobić konkurencje dla Newag Nowy Sącz i ZNTK Mińsk Mazowiecki przerabiając złomy EN57 na turbokible, tak dobre, że aż lepsze od innych. Modernizacja jest tak zaawansowana, że pojedzie więcej niż 120km/h, a rozrząd jest praktycznie calutki nowy, bez przeróbek i podróbek, dzięki czemu ma być jeszcze mniej awaryjny. Ale czy tak będzie czas pokaże.

Przypisy

  1. Wbrew pozorom nie ma to nic wspólnego z budownictwem
  2. Wszakże wiadomo, że najświętszą rzeczą dla Poznaniaka jest należycie uczczony fajrant
  3. Coś pośrednio kojarzonego z koleją
  4. Nju Jork niby tok daleko od Poznania, a swoimi mackami aż tu sięgnął
  5. Co kolwiek to znaczy
  6. Żydzi
  7. Tom, gdzie czołgi nie podjechały, a motorom, zabrakło benzyny, używano rowerów
  8. niem. lokomotywy wojenne
  9. Wódki było wbród, ale zagryzki już nie
  10. Nie nie, nie oto chodzi
  11. Ale to już po komunie i bieda była wtedy


Nasze strony
Przyjaciele