Leif Edling

Z Nonsensopedii, polskiej encyklopedii humoru

Skocz do: nawigacji, szukaj
Ciemność

Zdjęcie w pełnym słońcu

Leif Edling (także Czarne Serce Candlemass, ur. 6 sierpnia 1963) – szwedzki basista, lider tak wielu zespołów, że sam ich już nie potrafi wymienić. Jest tak mroczny, że pochłania padające na niego światło.

[edytuj] Wczesne lata

Leif

A tu wykonane aparatem termowizyjnym. Basia rozgrzana do białości

Edling urodził się w typowej małej mieścinie ukrytej w mrocznych ostępach Szwecji – wszyscy jej mieszkańcy byli rybakami, a życie na ulicy zamierało wczesnym popołudniem, jeśli nie liczyć błąkających się bez celu draugrów, polujących na małe dzieci. Jego narodziny poprzedzone były wieloma znakami zwiastującymi wyjątkowe wydarzenia, między innymi kury przestały się nieść, a księżyc przybrał czerwony kolor.

Jak wspomina sam basista, jego rodzice byli przykładnymi satanistami, w każdą pełnię składali ofiarę z dziewicy, a w niedzielę spożywali pieczeń z kota. To wszystko sprawiło, że Leif stał się bardzo wrażliwym chłopcem o delikatnej i filozoficznie usposobionej duszy. Lubił rysować, szczególnie porozrywane i krwawiące ludzkie szczątki lub też inne obrazki, na których dominujący był kolor czerwony. Wprawiało go to rzekomo w radosny nastrój na cały dzień.

Gdy Edling miał niespełna siedem lat, rodzice postanowili zaznajomić go z radosną i optymistyczną filozofią Fryderyka Nietzschego. Ponieważ nie było jeszcze wtedy odpowiednich poradników, postanowili sięgnąć w tym celu po nowy album świeżo powstałego angielskiego zespołuBlack Sabbath. Młody człowiek, gdy tylko usłyszał tytułowy utwór, doszedł do wniosku, że usłyszał już wszystko, co było do usłyszenia na tym świecie. Jak sam przyznaje po latach, w pierwszej chwili najbardziej poruszyła go warstwa tekstowa opowiadająca o najpiękniejszej rzeczy, jaką mógł sobie wyobrazić – pakcie z Szatanem, w wyniku którego na świecie miał zapanować ład i porządek pod panowaniem jedynego słusznego władcy. Z czasem odkrył jednak, że w piosence to nie tekst był najważniejszy. Mimo to, długo nie mógł się przełamać. Wreszcie, po wielu nieprzespanych nocach, spędzonych na podglądaniu wałęsających się po ulicy zombie, i kilku mokrych snach, zdecydował się wyznać rodzicom swoje najskrytsze marzenie. Poprosił o basówkę.

[edytuj] Początki twórczości

Nastoletnie lata upłynęły Edlingowi na nauce gry na basie i słuchaniu kolejnych albumów Black Sabbath. Ponieważ czasu nie starczyło mu na nic więcej, musiał pielęgnować swoje pełne radości i optymizmu przesłanie we własnym sercu. W końcu jednak postanowił podzielić się nim ze światem. W tym celu w wieku szesnastu lat wstąpił do zespołu Trilogy. Nie zagrzał tam jednak miejsca zbyt długo, gdyż pozostali muzycy nie zgadzali się z jego skłonnościami muzycznymi do grania długich, powolnych utworów opowiadających o marności życia, torturach czy rozrywaniu ciał na kawałki. Ponadto dość zespołu mieli sąsiedzi Edlinga, których kury przestały się (ponownie) nieść, krowy popełniły samobójstwo, a świnie założyły komunę.

Pod presją otoczenia Leif zmienił zespół na Witchcraft, którego próby odbywały się w garażu innym niż jego własny. Tym razem jednak efekt był podobny, z tym, że świnie tym razem poszły w stronę nazizmu i zabiły pozostałe zwierzęta jako niearyjskie. Zrezygnowany basista postanowił wreszcie zmienić styl gry na coś normalnego. Tym razem stworzył własny zespół grający heavy metal, który nazwał Nemesis. Udało im się nawet nagrać jedną płytę, która przypominała stylem Judas Priest. Leif w dalszym ciągu chciał jednak tworzyć cięższą odmianę muzyki pogrzebowej, dlatego wyjechał w 1984 do Sztokholmu, gdzie żadnych hodowlanych zwierząt nie było, jeśli nie liczyć kilku kotów, które i tak wkrótce zniknęły w tajemniczych okolicznościach.

[edytuj] Candlemass

Candlemass

Z zespołem. Oświetlenie 666 razy mocniejsze od światła słonecznego

Po przybyciu na miejsce Edling od razu przeszedł do rzeczy i sformował kolejny zespół, który nazwał Candlemass. Oprócz grania na basie, próbował tam także śpiewać. Ponieważ jednak nie był Lemmim, a ścieżki basu były daleko bardziej skomplikowane niż w Motörhead, szło mu to dość średnio podczas koncertów. Z tego okresu działalności zespołu pochodzą jednak liczne dema, które oprócz ogromnej ilości trzasków, prezentują chętnym wokal Leifa. Przed pierwszym albumem studyjnym, Epicus Doomicus Metallicus, postanowił nieco obniżyć szanse Candlemass na osiągnięcie sukcesu i zatrudnił wokalistę gorszego od samego siebie, Johana Längqvista. Prawdopodobnie uznał, że zatrudnienie kogokolwiek potrafiącego śpiewać byłoby zbyt mainstreamowe.

Tak czy inaczej, nowe dzieło osiągnęło całkiem spory sukces. Na moment wydania albumu datuje się przejście Edlinga z fazy niemowlęcej do dziecięcej – uzyskał samoświadomość i odkrył, że gra doom metal. Ten niewątpliwy sukces sprowokował go do wiwisekcji składu Candlemass i wymiany połowy muzyków przez niespełna rok. Ci nowi zapragnęli jednak mieć coś do powiedzenia i chcieli zagrać czasem coś szybszego i bardziej optymistycznego niż marsz pogrzebowy. Spowodowało to kolejne zmiany w składzie, a w końcu Leif stwierdził, że do dupy z taką dupą i rozwiązał zespół.

[edytuj] Abstrakt Algebra

Edlinga nadal rozpierała jednak wola tworzenia i niesienia nietzscheanizmu światu, dlatego sformował kolejny zespół. Tym razem zatrudnił jednak znacznie bardziej pokornych muzyków. Na debiutanckiej płycie zespołu znalazło się osiem tasiemcowatych utworów. We wszystkich obecne były zmiany tempa większe niż podczas jazdy bolidem Formuły 1, a także debilne wstawki. Były też mniej debilne wstawki, głownie muzyki klasycznej, ale całość i tak brzmiała jak pomieszanie Venomu z Therionem okraszonych dodatkiem Black Sabbath. I Jezusa. Bo bez Jezusa nie ma zabawy. Można zatem przyjąć, że płyta nie brzmiała wcale, podobnie się zresztą sprzedawała.

Ostatecznie, po dwóch latach istnienia zespołu sprzedano dwa egzemplarze albumu. Jeden kupił sam Edling, a drugi nabyła jego babcia, ponieważ nie chciała, aby jej wnuczek był smutny. Zaraz po wysłuchaniu krążka postanowiła go jednak wydziedziczyć oraz napisała do papieża z prośbą o ekskomunikę dla „niewyżytego Antychrysta”. Aby ją nieco udobruchać, basista zdecydował się rozwiązać ten zespół i wrócił do Candlemass.

[edytuj] Candlemass jeszcze raz

Leif2

Leif relaksuje się w piekielnych płomieniach. Lucyfer jest niepocieszony

Do nowego wcielenia zespołu Edling zaprosił Bjorna Flödkvista, którego niespożyty talent wokalny mógł równać się tylko z pierwszym wokalistą zespołu. Pomimo to, wygłodzeni trzyletnią nieobecnością Candlemass fani dali się nabrać na aż dwie płyty nagrane z Flödkvistem. Potem, dzięki nowym zdobyczom techniki takim jak e-mail, pojawiły się coraz liczniejsze pogróżki oraz żądania znalezienia normalnego wokalisty. Ostatecznie padło na Mesjasza, z którym zespół odnosił największe sukcesy. Zagrali parę koncertów, po czym doszło do kłótni z użyciem widelców między oboma muzykami, co zakończyło się krótkotrwałym rozwiązaniem zespołu.

Leif nie widział innego sposobu jak założenie kolejnego zespołu, który grał zasadniczo to samo, co wszystkie poprzednie. Nowy twór nazywał się Krux i od poprzednich projektów różnił się tym, że jego muzyka była tak ciężka, że można nią było straszyć blackmetalowców. Stosowano ją także w leczeniu głuchoty. Głębokie basy wnikały w ciało pacjenta wywołując rezonans żołądka, dzięki czemu leczony już wkrótce potrafił słyszeć za pomocą tego organu. A przynajmniej tak w przypływie trzeźwości twierdzą radzieccy naukowcy.

Niebawem doszło także do reaktywacji Candlemass, choć dla bezpieczeństwa umieszczono Edlinga i Marcolina w kaftanach bezpieczeństwa. O ile wokaliście nie przeszkadzało to specjalnie, Leif miał pewne trudności z graniem na basie językiem. Miarka przebrała się, gdy podczas jednej z prób najgrubsza struna mało nie wyrwała mu organu w całości. Wtedy pokrzywdzony zdecydował o wyrzuceniu Mesjasza z zespołu i na jego miejsce przyjął Roberta Lowe. Od tego czasu historia zespołu stała się pasmem sukcesów.

Na rok 2008 przypada kolejny krok w budowaniu samoświadomości Edlinga. Wyhodował on pierwszą solową płytę Songs of Torment, Songs of Joy, tzn. Piosenki tortur, piosenki zabawy. Jak widać, dla Leifa nie ma w tym wielkiej różnicy. Wszystkie utwory na płycie stanowią pójście jeszcze o krok dalej w twórczości doommetalowej. W zasadzie jest to już funeral doom metal, gdyż wokale są przepuszczone przez maszynki, przez co brzmią jak growl, a między poszczególnymi uderzeniami gitary można zasnąć. Zresztą, i tak ciężko dostrzec jej obecność, gdyż jest zagłuszana przez bas. W zasadzie wszystkie instrumenty są tu zagłuszane przez bas. A Leif nareszcie jest szczęśliwy.

Medal

Nasze strony
Przyjaciele