Minutes to Midnight

Z Nonsensopedii, polskiej encyklopedii humoru

Skocz do: nawigacji, szukaj
Minutes to Midnight
MTM
Okładka albumu
Wykonawca Linkujący Park
Wydany 14 maja 2007
Nagrywany czerwiec 2006-styczeń 2007
Gatunek rock alternatywny
Długość za długi
Wytwórnia Ci od Królika Bugsa
Producent Rick Rubin, Mike Shinoda
Następny Album Tysiąc Słonic
Poprzedni Album Meteora dajcie! Meteora!
 

Minutes to Midnight – trzeci album Czesława Badmintona i spółki. Chłopaki stwierdzili, że nie chcą już grać mhhhrocznej[1] muzyki, więc przerzucili się na pop-rock ballady z bogatym instrumentarium i głębokim przesłaniem.

[edytuj] Filmy

Piosenka Leave out all the rest znalazła się w soundtracku pewnej komedii, w związku z czym liczba fanów zespołu wzbogaciła się o wyznawczynie Boskiego Edzia. Oczywiście słyszały one tylko tę jedną piosenkę, ale i tak są odwiecznymi fankami Linkinów. Zespołowi jest to na rękę, bo zawsze to kilka dolarów to przodu.

Innym kawałkiem, który pozwolił grupie zarobić dodatkowe pieniądze, jest What I've done, występujący na końcu Transformerów[2].

[edytuj] Utwory na płycie

  • Wake – zbitka przypadkowych dźwięków, wykorzystana jako intro. Teksty następnych piosenek są już tylko gorsze.
  • Given Up – gniewny kawałek z równie gniewnym teledyskiem. Tak, przedstawia on koncert. Tak, koncert Linkin Park. Tak, nagrywany pancerną Nokią.
  • Leave Out All the Rest – hymn miłośniczek filmu o błyszczących wampirkach. Da się zagrać na gitarze za pomocą czterech akordów[3].
  • Bleed It Out – możemy tam znaleźć głębokie przemyślenia, na przykład: „wieszam się pod najwyższym sufitem”, „wykrwawiam się, kopiąc głęboko” oraz „połowa słów nie ma nic do rzeczy”.
  • Shadow of the Day – pop. Do tego plagiat U2.
  • What I've Done – Chester powtarza w kółko „co ja zrobiłem”, co doskonale podsumowuje ten album. Następny zresztą też.
  • Hands Held High – Mike Shinoda coś tam mruczy, ale mu się to nudzi i próbuje śpiewać, co jednak też nie za bardzo mu wychodzi, więc 35 razy rzuca słowo „amen”.
  • No More Sorrow – kawałek był planowany jako buntowniczy, więc chłopaki nagrali ostrzejszy podkład niż na reszcie krążka, ale ktoś pomylił teksty i wokalista nie wiedzieć czemu śpiewa o spłacaniu pożyczek.
  • Valentine's day – smęty o tym, że „moje wnętrzności zmieniły się w popiół i odleciały kiedy upadłem tak zimno”. Miało być romantycznie, wyszło jak zawsze.
  • In Between – Mike znowu próbuje śpiewać, ale tym razem, o dziwo, wychodzi mu to. Chester nie byłby jednak sobą, gdyby nie wtrącił trzech groszy od siebie. W wyniku tego wyszło im coś podobnego do miauczenia kotów na dachu.
  • In Pieces – kolejny emo song, po którym nadgarstki same się tną, a mrok na blogasku gęstnieje. Pocieszające jest tylko to, że solówka w tym utworze jest bardziej ambitna niż pozostałe.
  • The Little Things Give You Away – sześć minut jęków Czesława. Torturuje się tym więźniów w Guantanamo. Ponoć nawet zespół nie wytrwał do końca i musiano nagrywać z przerwami na oczyszczenie umysłu.
  • No Roads Leftzawiodłem się znów, wszystko ponieważ zawiodłem się – innymi słowy, autor tekstu zapomniał o lekach na Alzheimera.

Przypisy

  1. Jak spalony shhhabowy
  2. Gdzieś to musieli upchać
  3. Podobnie jak większość ich kawałków
Nasze strony
Przyjaciele