Nonźródła:Chory Portier i cyjanek potasu

Z Nonsensopedii, polskiej encyklopedii humoru

Skocz do: nawigacji, szukaj
 

Image:Chp.png

Spis treści

[edytuj] Rozdział 1

[edytuj] Historia

Ździchu obudził się za kwadrans ósma i z przerażeniem stwierdził, że pięć minut temu miał już być w swojej nędznej szkole. W tym momencie do pokoju wpadła jego wredna koleżanka, z którą miał okazję niestety dzielić jeden pokój w akademiku (nota bene zwanym przez jego więźniów portiernią Gryffindor, ze względu na pewnego znienawidzonego portiera, który wszędzie się tu szwendał). Wpadając zaczęła się na niego wydzierać, tak że biedaczek zmarł na zawał serca, przy czym jędza nie zauważyła tego nawet i z grobowym spokojem oddaliła się w sobie tylko znanym kierunku aby obgryzać paznokcie i pluć nimi przypadkowo napotkanym ludziom w twarz.

Do wieczora zwłoki zdążyły wystygnąć. Spod szafy wyszły zaciekawione niespotykaną dotąd ciszą myszy (zapewne dlatego, że tej wyły tylko dwa z 6 znajdujących się w tym niewielkim pokoiku, koncertowych głośników - rzecz doprawdy niespotykana w tych stronach). Myszy musiały jednak ustąpić z drogi ponieważ do zwłok zdążyły się zawczasu dobrać inne kreatury - tasiemce, muchy, mrówki i rak będący następstwem nadmiernego palenia.

Koleżanka wróciła dopiero dwa dni później nad ranem - bo był to akurat poniedziałek i nie miała już siły kontynuować swej, jak dotąd, 48 godzinnej przechadzki z imprezy na imprezę (inna sprawa, że za godzinę miała zaliczenia z historii, a od miesiąca olewała sobie ten przedmiot). Zobaczywszy zwłoki nie zwróciła początkowo na nie uwagi - nie jeden już raz Zdzichu był już tak zalany, że wyglądał gorzej niż rozkładający się od dwóch dni trup. Zdziwiło ją jednak to, że od kiedy zostawiła go dwa dni temu, z jej szafki zniknęły tylko 2 butelki wódki, zaś trzecia została nietknięta. Ona może jako zadeklarowana abstynentka nie zdziwiłaby się tym, ale znała Zdzisia już jakiś czas i dobrze wiedziała, że nie przepuściłby okazji, żeby ukraść jej również trzecią butelkę. Zwłaszcza, że ani nie miał już kasy na picie, ani nie mieli jej jego kumple.

Dowiedziawszy się o śmierci swego ukochanego kolegi biedaczka wpadła w szał, dostała spazmów i ogólnie zaczęła się zachowywać w sposób tak zbliżony do normalnego Polaka, że nawet zaliczenia z historii zdała, mimo że była kompletnie nie w temacie. Inna sprawa, że była też święcie przekonana, że nie zaliczała historii, lecz próbowała wezwać pomoc do niewątpliwie (wg. niej) potrzebującego jej kolegi.

[edytuj] Rozdział drugi

[edytuj] Chory Portier

I tego sądnego dnia na jej piętrze zjawił się ON... Chory Portier. Wleciał machając swą miotłą (powiadają, że ona lata, ale to raczej zasługa Portiera - mistrza w rzucie oszczepem). Wtem na całej kondygnacji chórem odezwały się dźwięki... i walenie się trupów... i ranionych jęki... Gdy zamknięte w drzwiach zamki wiertarką rozwiercił, ujrzał obraz zgrozy, zgnilizny i śmierci. Gdy ręką po kieszeni długo i głęboko, szukając osikowych kołków, niczego nie znalazł - upuścił wiertarkę, dziewczyna zaś upadła - niepewna: dobić go czy skona? Tak dumając nad losem kolegi/nie kolegi Portier wraz ze swoją nową towarzyszką udali się w milczeniu do hali pod lasem. Tam w dniu dzisiejszym cały naród się zebrał, aby czynem uczcić dzień XVII krajowego zjazdu KPZR.

[edytuj] Ciąg dalszy nastąpi niebawem...

 
społeczność
wikia