Nonźródła:Dowcipy abstrakcyjne

Z Nonsensopedii, polskiej encyklopedii humoru

Skocz do: nawigacji, szukaj
Z kogo/czego chcesz dzisiaj zrywać boki?
Chetux



edytuj ten szablon

Chłop orze pole, a w gruncie rzeczy.


Chodził facet w kółko i krzyżyk.


– Co mówi Batman do Robina, żeby ten wsiadł do batmobila?
– Robin, wsiadaj do batmobila!


– Co to jest: jak chodzi to zielone, jak biega to czerwone, a jak skacze to niebieskie?
– Nie wiem.
– Też nie wiem, ale fajne.


– Co to jest: małe, czerwone i kwadratowe?
– Duża, zielona kuleczka.


– Co to jest: małe, zielone, a nagle czerwone?
– Żaba w mikserze.


– Co to jest: ma cztery litery i zaczyna się od „P”?
– Nintendo.


– Co to jest: takie coś, z takim czymś bez takiego czegoś?
– Wbrew powszechnej opinii jest to groch z kapustą z grzybami i bez grzybów. Logiczne, prawda?


– Co to jest: trąbi i daje mleko?
– Cysterna z mlekiem.


– Czemu blondynka je ziemię?
– Bo grunt to zdrowie.


Człowiek rodzi się mądry, a potem idzie do szkoły.


– Czym się różni gołąb od zwłaszczy?
– Gołąb siada na oknach, a zwłaszcza na parapetach.


– Czym się różni krokodyl od zwłaszczy?
– Krokodyl ma zęby, a zwłaszcza w pysku.


– Czym się różni wróbelek?
– Tym, że ma jedną nóżkę bardziej.


– Czym się różni żaba od najbardzieja?
– Tym, że żaba jest zielona, a najbardziej na brzuchu.


Do klasy przychodzi nauczyciel i mówi:
– Dzisiaj zamiast notatki, z której nic się nie nauczycie puszczę wam film, który omówi wszystko na dzisiejszy temat tak, że każdy się nauczy.
Po paru sekundach nauczyciel mówi:
– Prima Aprilis... wyciągajcie zeszyty, piszemy bezsensowną notatkę.


Do pociągu wsiedli Stefan Bulla i Marian Paliwko. Nagle odzywa się Bulla:
– My się prawda znamy, ja o panu nawet taką anegdotkę wymyśliłem. Mogę powiedzieć?
– Tak.
– Marian Paliwko lubi strzelać sobie piwko.
Paliwko się zamyślił, po czym mówi:
– Ja też wymyśliłem o panu anegdotkę.
– Tak?
– Bulla, Bulla, ty głupi chuju.


– Dzień dobry, proszę pomidory.
Prądu nie ma.
– Dziękuję, wyjdę oknem.


Facet słyszy strzały w szafie, otwiera ją, a tam marynarka wojenna.


Facet słyszy tupanie w szafie, otwiera ją, a tam garnitur wychodzi z mody.


Gospodyni ugotowała dwie zupy: jedna za słona, a druga firanka.


– Jak się nazywa chiński złodziej mazaków?
– Kosimazaki.


Jasio w aptece do pani sprzedawczyni:
– Przepraszam, czy sprzedaje pani tran?
– Tak.
– Ty świnio!


Jedzie Małgosia na rowerze, a Jasiu też lubi pączki.


Kiedyś zadał Jaś pytanie koleżance:
– Słuchaj, znasz odpowiedź? Bo ja nie.
– Znam. Jest to groszek.
– Dzięki. Teraz znam odpowiedź, bo ty mi powiedziałaś, a ponieważ mi powiedziałaś, znam odpowiedź, a znam odpowiedź znam dlatego, że mi powiedziałaś... i tak dalej.


Komisja wojskowa:
– Zawód ojca?
– Ojciec nie żyje.
– Ale kim był?!
– Gruźlikiem.
– Ale co robił?!
– Kaszlał.
– Ale z czego żył?! Z tego się przecież nie żyje!
– Przecież mówię, że nie żyje.


Konkurs recytatorski dla owoców i warzyw. Na pierwszy ogień idą cytryny:
– Witamy! Witamy! Jesteśmy cytrynki, mamy dużo C witaminki!
Następnie melonik:
– Dzień dobry, jestem melonik, mam brzuszek okrągły niczym balonik.
Na końcu na scenę wychodzi marakuja:
– Cześć! Jestem marakuja, i jestem dobra na chuja!


– Kto buduje statki w butelkach?
– Emerytowani ginekolodzy.


Lecą trzy samoloty: jeden w prawo, drugi w lewo, a trzeci za nimi.


Leci sobie ptaszek i... po co mu ta lodówka?


Leci wróbel bez głowy i myśli:
– Po co mi prawo jazdy na lodówkę, skoro pływać nie umiem?


Mały niedźwiadek polarny przez przypadek znalazł się na małym kawałku kry, który odpłynąwszy od brzegu, stał się dlań pułapką. Biedny miś umarłby pewnie z głodu i zimna, gdyby nie szczęśliwy traf losu – koło kry przepływał lodołamacz, którego śruba wciągnęła i przemieliła misia.


– Mamy kręcić? – pytają reżysera operatorzy kamer.
– Nie, pokazujcie prawdę.


Mówi pies do psa:
– Wiesz, szczekałem.
– To dziwne, bo ja szczę moczem.


Niemowlak zlał się z otoczeniem.


Pączek mówi do pączka:
– Wiesz, złożyłem papiery na studia.
– I co, przyjęli cię?
– No co ty, pączka?


– Puk, puk, puk!
– Kto tam?
– Ja do Jarka.
– A ja kombajn.


Robiła babcia na drutach, przejechał ją tramwaj i spadła.


Szedł gościu koło koparki i dał się nabrać.


Szedł Mozart i Bach.


– Tato! Co to jest?
– To są czarne jagody, synku.
– A dlaczego są czerwone?
– Bo są jeszcze zielone.


Ukradł facet krzesło i poszedł siedzieć.


Wchodzi baba do piwnicy, patrzy, a tam wielki szczur, który zaczyna do niej gadać:
– Patrz, jakie kraty w oknach.
Na co baba odpowiada:
– Wiem.


Wchodzi dziewczyna do okrągłego pokoju i siada w kącie.


Wejdź do szafy i mów do rzeczy.


– Wiesz, czemu samolot lata?
– Czemu?
– Nie wiem...


Żona spogląda w okno i mówi:
– Deszcz idzie...
Na co mąż odpowiada:
– Powiedz, że mnie nie ma.


Dwóch Ślązaków pojechało do pracy do Francji, poszli do restauracji coś zjeść.
– Posłuchaj Franek Francuski jest bardzo prosty wystarczy na początku dodać la.
Pochodzi kelner
– La zupa, la kotlet, la zimionki, i 2 la piwo.
Kelner przynosi co zamówili i po zjedzeniu.
– Widzisz Franek!
Kelner na to
– Gdybym ja nie był z Bytomia to byście jedli la gówno


– Kiedy powstało Tesco w Świebodzinie?
– 5 lat przed Chrystusem


Jak tam po wczorajszej imprezie?
– A spoko, spoko. Poznałem nowy przypadek.
– Jaki?
– Wymiotnik. Odpowiada na pytania: po czym?, po ilu?


– Ma pan objawy świńskiej grypy!
– Łiiiiiii tam.


W restauracji:
– Poproszę pieczeń z zająca. Tylko żeby mi w niej śrutu nie było!
– Ma pan szczęście, dzisiaj przywieźli jednego, który podciął sobie żyły


Hasło reklamowe zakłądu pogrzebowego w Sosnowcu:
– Z każdym dniem jesteśmy coraz bliżej ciebie!


Akcja w call center:
– Na kogo numer jest zarejestrowany?
– Na żonę.
– Poproszę godność żony
– Żona nie ma godności


Pogrzeb - wdowa chowa swego męża. Grabarz pyta:
– Ile lat miał mąż?
– 98.
– A pani ile ma?
– 97.
– To opłaca się pani wracać do domu?


FBI zrobiło casting na nowego super agenta. Do finałowego konkursu dostało się trzech mężczyzn: Polak, Rusek i Niemiec. Ich ostatnim zadaniem było wejście do pokoju i bez zawahania zastrzelenie osoby która siedzi na krześle.
Pierwszy wchodzi Niemiec, patrzy a tam siedzi jego teściowa, myśli sobie:
– Nie no, nie zabije teściowej, to matka mojej żony.
Odpadł z konkursu.
Drugi wchodzi Rusek, patrzy a tam jego teściowa, myśli:
– Nie no, to babcia moich dzieci, nie wypada jej zabić.
Przegrał.
Na końcu wchodzi Polak, słychać tylko krzyki, trzask i bicie. Wybiega zdyszany i mówi:
– Jakiś debil nabił broń ślepakami, musiałem ją krzesłem zaBladć.


Żona Wieśka pojechała w delegację. Wiesiek śle sms-a:
– Gdzie są sztućce?
Nadchodzi odpowiedź:
– Nocuj w domu.
Wiesiek nic nie zrozumiał. Następnego dnia znowu pisze:
– Gdzie są sztućce?!
Znowu odpowiedź:
– Nocuj w domu.
Znowu nic nie skapował. W końcu żona wraca, Wiesiek rozjuszony drze się od progu:
– Gdzie są sztućce??
– Pod prześcieradłem.


Facet pyta się swojego kolegę o dobrego stomatologa. Tamten mu odpowiada:
– Znam świetnego, ale on jest Anglikiem.
– Spoko, spoko, poradzę sobie.
Przychodzi więc na wizytę do tego dentysty, siada na fotelu i pokazując lekarzowi ząb mówi:
– Tu!
Dentysta wyrwał mu dwa zęby. Na drugi dzień znów spotykają się obaj faceci i pierwszy mówi:
– Kurcze, jakiś głupi ten dentysta. Ja mu pokazuję bolący ząb, mówię tu, a on wyrywa mi dwa zęby.
– Aleś ty głupi. „Two” po angielsku znaczy dwa.
– Aaa, trzeba było tak od razu mówić! Następnym razem coś wymyślę.
Przychodzi więc na kolejną wizytę do dentysty, siada na fotelu, wskazuje ząb i mówi:
– Ten!


Facet narąbany w knajpie postanowił kupić sobie jeszcze ćwiarteczkę do chatki.
Było późno, więc chciał cichaczem wejść do domu, żeby nie zbudzić żony.
Przed domem wsadził sobie ćwiarteczkę do tylnej kieszeni w spodniach, a że był tak nawalony, to przed samym mieszkaniem potknął się i wypieprzył.
Rozbił flaszkę i pokaleczył sobie tyłek, więc szybko cichutko do domu i prosto na palcach do łazienki zrobić opatrunek, żeby nie zakrwawić pościeli.
Ściągnął spodnie wypiął zakrwawiony tyłek w stronę lustra i robi opatrunek.
Zakłada plastry - jeden drugi itd.... i położył się cichutko do łóżka.
Rano żona z mordą budzi go:
– Ty chCenzura2ju , pijaku pieprzony, nie dosyć, że przychodzisz nad ranem do domu pijany, to jeszcze cala kołdra we krwi! A już nie wiem do cholery, na co te plastry na tym lustrze poprzyklejałeś!

Nasze strony
Przyjaciele