FANDOM


Otwieram wino z Kazachów ekipą – piosenka Sidneya Polaka na cześć niezmordowanych kazachskich skoczków narciarskich.

Popatrz jak tabela szybko się zmienia,
Kazach na czele jest, a później go nie ma.
Skoki są tylko sumą wydatków,
więc nie mów mi, że jest inny sposób.
Chciałbym znać wynik teraz na pewno,
to moja udręka, to jej sedno.
Wiem tylko, że tu nic się zmienia,
Kazach skoczy, a później go nie ma.
To nie ściema,
nasza historia to wielki dramat.
Ma swój początek i koniec jak rabat,
nowy konkurs, wiatr kreci i nęci, i znika.
Nasza kadra trwa wiecznie – niebezpiecznie
jest wierzyć w to, że WorldCup trwa wiecznie.
Dobre występy? – się nie zdarzają
Kazachowie wciąż na bulę spadają!

I tak płynie czas, nie pogania nas.
W każdym z nas strach zatrzymuje się nie raz.
Z naszym kiepskim sprzętem, nad życia zakrętem,
nagrywamy tę piosenkę.
Szyjemy stroje, mieszamy smary,
jak w Biedronce towary.
Robimy trening, zlewamy w jedną całość
kombinację norweską, snowboard slopestyle i muldy
Dobre wyniki to bujdy.
Złe skoki nie przynoszą ujmy.
Wiesz kto przybuli?
Już będziesz znał Sokolenki imię.
Bom jest jak łosoś po ostrej zimie,
jak robak w pędzącej lawinie,
jak przedskoczek na średniej w Strynie
Kazach dziś skoczy, nigdy nie zginie

Otwieram wino ze swoją ekipą,
chciałbym, żeby nasz czas nie przeminął (x3)

Chciałbym zatrzymać czas, gdy na belce siedzę.
Zatrzymać wiatr, który chce na chwilę kraść.
Czasem dobrze skoczyć gdzieś.
Patrzę w dół teraz, bo
mam szczęście, robię coś, czego teraz – chcą wszyscy.
Nie chcę być ostatni, ale pieprzę noty za styl, pieprzę wyników listy.
Nie chcę być tam nawet, nie chcę być w rankingu jak oni.
Też chcę czasem wygrać, ale nie chcę płakać, wiesz.
Mam swą ekipę i otwieram wino z nią,
skakać nie umiem, mam co lubię – mam frajdę z nią.
I wiesz, nawet jak szybko odpadnę,
OK, spoko, może kiedyś przejdę.
Chciałbym naciskać „play” i „stop” jak w de-es-jot-ach,
jak coś się dobrze skoczy to chcę tu zostać, wiem.
Wierzę wciąż, lecz nie jestem ryzykantem,
wiem, że ten świat nie jest dla Kazachów rajem.

Ej!
Nie ufam tym co mówią: skok to pieniądz.
Najpierw cię cenią,
później w twarz się śmieją.
Znam ich, tracą punkty,
i myślą że są twardzi.
Ich czas przeminie,
a my wrócimy na tarczy.
Nie myślimy jak tamci,
znów czas przeminął.
Dziś jestem starszy,
mam punkt LGP w garści.
Ty znasz epilog, Hofer,
chciałem zatrzymać sezon tyle razy w życiu.
Nie wiesz czego chcę teraz?
Bez kitu!

Otwieram wino ze swoją ekipą! (x3)