Nonźródła:Porzucone dziecko

Z Nonsensopedii, polskiej encyklopedii humoru

Skocz do: nawigacji, szukaj
Porzucone dziecko


Mężczyzna wracał do domu z polowania, przerzuconego przez ramię miał jelenia. Nagle zauważył jakieś zawiniątko. Podszedł i zobaczył, co znajduje się w śniegu. Niemowlę leżało owinięte kocem. Najwidoczniej nikt się nie przejmował jego losem, no cóż, ludzie bywają okrutni w tym królestwie. Z racji, że cechował się empatią i wrażliwością wziął sine od mrozu dziecko i wyruszył w dalszą drogę. Przemknęło mu przez myśl, że żona się ucieszy z powodu małego domownika.

Przekroczył próg skromnego, niestety, domostwa. Ucałował swoją żonę na powitanie.

– Witaj, moja ukochana Evelynne. Wróciłem właśnie z polowania. Przyniosłem tego tu oto zwierza – mówiąc to wskazał ręką na jelenia.
– Witaj Albercie. Widzę, jakiż to ogromny. Będziemy ucztować – powiedziała Evelynne – ale zaczekaj, cóż to za zawiniątko masz w ręku? – po chwili zapytała.
– To dziecko jest. Znalazłem biedactwo porzucone w tej krainie. I to jeszcze w zimę! Któż to by śmiał taką zbrodnię popełnić!? Ukatrupię! To nie do pomyślenia – wyraził zbulwersowanie.
– Podaj mi niemowlę. Przecież muszę się nim zająć, nie zostawię na pastwę losu zmarzniętego – po czym natychmiastowo wzięła zawiniątko z rąk męża.

Przeszła do drugiego pokoju, zdjęła przemarznięty od pogody na dworze koc i nakryła małego przybysza ciepłym. W międzyczasie odkryła, że to dziewczynka. Uradowała się, bo trzech synów miała, ale żadnej córki. Postanowiła nadać znajdzie imię Alice.

– Muszę z tobą porozmawiać – powiedziała poważnie do Alberta.
– Mów, moja panno.
– Wiesz, że zawsze chciałam mieć córkę?
– Tak.
– Właśnie znajda, którą nazwałam Alice jest dziewczynką.
– I?
– Mimo że nie jestem prawdziwą matką, uważam Alice za moją córkę. I czy chcesz tego, czy nie będę ją wychowywać.
– Właśnie za to cię kocham. No i za wiele innych rzeczy.
– Czyli się zgadzasz?
– Oczywiście!

Uradowana Evelynne nie odpowiedziała ani słowa. Postanowiła oświadczyć radosną nowinę synom, bardzo się ucieszyli z powodu posiadania siostry.

Pięć godzin wcześniej...

Brézé

W zamku Blömstein panował zawsze spokój.
Jednak teraz salę królewską odwiedził baron Vincent. Nakazał służącym zabrać dziecko, Anastazję i wyrzucić ją na mróz. Rodziną królewską zajął się sam. Zabił Catherine i Winfrieda mieczem.
Mieszkańcy oczywiście usłyszeli inną wersję. Powiedziano, że służący dodał truciznę do napoi. Niewinny został aresztowany.

Teraz to on będzie rządził i nie ma żadnej przeszkody.

***

Minęło czternaście lat, odkąd koronowano Vincenta. Alice w tym czasie dorosła i stała się piękną dziewczyną. Evelynne postanowiła porozmawiać.

– Alice, mam coś do powiedzenia – zaczęła.
– Tak, mamo?
– Nie jestem matką, zaś mój mąż Albert nie jest ojcem.
– Ale jak to?
– Twoi rodzice nie żyją od czternastu lat. To król i królowa.
– Okłamaliście mnie – w tym momencie Alice uciekła ze łzami w oczach.

Poszła do pokoju, który uważała za swój. Evelynne przyszła prędko.

– Musisz odzyskać tron, bo baron Vincent jest złym człowiekiem. Pomścisz rodziców.
– Tylko jak?
Chat noir

Svart jestem, miło mi

– Dzięki mnie – powiedział siedzący na podłodze czarny kot.
– No pięknie, jeszcze gadający kot potrzebny. Witamy w domu wariatów. – odpowiedziała Alice, a właściwie księżniczka Anastasia.
– Jestem doradcą, Svart się nazywam, będę ci pomagać – przedstawił się – musisz iść do ciotki, Samanthy, mieszka w Lesie Nadziei – i zniknął.

Anastasia i Evelynne wyruszyły w drogę. W lesie widziały tajemnicze błyski wśród drzew. Mimo strachu szły w zaparte.
Nagle pojawił się wilk. Zabłysło. Obok wilka pojawiła się kobieta.

– A kogo my tu mamy? – powiedziała głosem niezwykle świergotliwym.
– Ty jesteś Samantha, tak? – zapytała Anastasia.
– Tak, a kim są panie?
– Alice, to znaczy księżniczka Anastasia. Svart powiedział, że mam szukać ciotki, Samanthy.
– Ach, pamiętam, córka Catherine. Przecież... chwila, ty nie żyjesz.
– Żyję. I przyszłam po pomoc. Chcę odzyskać tron.
– Zatem zapraszam do domu.
Biskupin chata wnetrze kuchnia

Porządek według cioci Samanthy

Nie wiadomo jakim sposobem wszyscy znaleźli się w chatce. Niestety była zapełniona różnymi drewnianymi przedmiotami, więc dla podróżnych dużo miejsca nie było.

– Możliwości mamy skromne. Trzeba zwerbować ludzi i stworzyć armię – zaczęła Samantha.
– A nie lepiej wynająć skrytobójcę? – pojawił się Svart.
– A chcesz postąpić jak mój były mąż... to znaczy baron Vincent?
– Że co? Byłaś żoną Vincenta? – zapytała Evelynne.
– Tak. Bił mnie łomem. Niektóre kobiety to lubią, ale ja absolutnie nie. Kazałam mu iść w diabli i wyrzuciłam go z domu.
– Wynajmę skrytobójcę. Nawet znam jednego.
– A kim on jest? – wtrąciła się Alice.
– Friedrich z Blömstein – i zniknął.

Podczas gdy wszyscy nerwowo oczekiwali na kota i Friedricha, ciotka przygotowywała ucztę. A kucharką była wyborną. Mogłaby gotować w królestwie, lecz wolała żyć skromnie, na uboczu, w chatce.
Kiedy spożywali pieczeń pojawił się Svart, a znim tajemnicza postać.

– A mnie na uczty nie zapraszacie! Myślicie, że koty nie są głodne? A to jest Friedrich, przyszły zabójca barona.
Różowy smok
– Ja odwrócę uwagę, a jeśli plan się nie uda mogę spalić zamek – powiedział wielki różowy smok.
– Jeszcze smoka tu brakowało – skwitowała sytuację księżniczka Alice.
– Ja sądzę, że odwrócenie uwagi może dobrze poskutkować – stwierdził zazwyczaj milczący Friedrich.
– Właśnie – potwierdzili pozostali.
– Zatem mamy plan? – zapytała Samantha.
– Tak – potwierdziła Evelynne.
– W takim razie zdrzemnijmy się i zbierzmy siły na jutro.
***

Zebrani obudzili się.

– Musicie przejść przez las, bo nie potrafię tylu osób przenieść w inne miejsce – powiedziała ciotka.

Przygotowała broń, dała Alice i Evelynne, bo nie posiadały nawet noża. Oczywiście umiały posługiwać się prowizorycznie. Mimo tego przywykły do bronienia przez mężczyzn.

Szli przez las, w dzień nie było tam żadnych błysków. To sztuczka Samanthy, żeby nikt nie wchodził do lasu i nie zakłócał panującego spokoju.

Tymczasem u Vincenta...

Pivo

Przybyła nowa dostawa!

– Już czternaście lat odkąd ja tu rządzę! Pijemy panowie! – krzyknął.

Niemal codziennie rozpijał towarzystwo. Powoli doprowadzał do upadku królestwa, aczkolwiek liczyło się to, że rządził. Głupota i próżność zawładnęły całym dworem. Baron, a właściwie król mimo przebiegłości nie podejrzewał nawet, że księżniczka przeżyła. Myślał tylko o popijawach, egzekucjach dla zabawy i straszeniu poddanych. Podczas upojenia nie zdawał sobie sprawy, że kres nadchodzi.
Pewnego dnia, w którym zachował względną trzeźwość pomyślał, że trzeba zawrzeć spokój z jakimś innym królestwem, aby mieć siły w razie zagrożenia wojną. Szczególnie, że Auffen nie przepadało za nowymi władzami Blömstein, ale zignorował widmo wojny i poszedł na codzienne winko do sali tronowej.

***

Teraz zebrani musieli przekonać niemałą przeszkodę – rzekę. Aby dostać się do zamku, trzeba przekroczyć rzekę. Woda kołysała na brzegu małą łódkę dwuosobową. Najpierw Anastasia i Friedrich musieli przepłynąć.

– Uważaj, jak chodzisz! – krzyknęła księżniczka i uderzyła zabójcę wiosłem, kiedy dotarli na ląd. Friedrich szukał kobiety zaborczej, walecznej, odważnej. I już znalazł. Radował się w głębi ducha. Następne przepłynięcia przebiegły bez dalszych problemów.

Kiedy wszyscy zebrali się na miejscu na niebie zauważyli różowy kształt. To smok szybował po niebie, żeby odwrócić uwagę wartowników. W tym czasie skrytobójca zdobywał mury zamku. Nie sprawiało to żadnych trudności. Wręcz przeciwnie – robił to z dziwną łatwością. Nawet Alice była pod wrażeniem.
Żołnierze bronili walecznie zamek przed smokiem, nie spodziewali się, że to tylko dywersja.
Friedrich przeszedł przez korytarz, nie zwracając uwagi pijanej służby. Jednak wiedział, że przy sali tronowej może napotkać opór.

Wbiegł do niej i zaczął rzucać nożami w rozpitych szlachciców. Vincent został zabity, zaś dwaj koledzy mocno poranieni, a jednak przeżyli. Zwołał trębaczy, żeby dali sygnał zdobycia zamku. Anastasia, Evelynne i Samantha wyruszyły w drogę do zamku...

***

Dziewczyna obudziła się.

– Courtney, śniadanie – zawołała pielęgniarka.
– Ja jestem księżniczką, Anastasią – powiedziała oburzona dziewczyna.
– Znowu przedawkowałaś narkotyki?
– Jakie narkotyki? Ja nic nie biorę!

Obok leżała strzykawka z heroiną i skręt.

Butt Drugs
– Gdzie ja jestem?
– Na odwyku.
– Ale jaki odwyk?
– Od narkotyków.
– Przecież jestem królową Blömstein.
– Nie, jesteś czternastoletnią narkomanką.

W tej chwili Courtney wzięła strzykawkę, wbiła sobie w żyłę...

– C-co ty robisz – wyspała pielęgniarka

...i oddała złoty strzał. Przecież miała być królową, rządzić, a nie tkwić w ośrodku dla młodych narkomanów.


Koniec
Nasze strony
Przyjaciele