Nonźródła:Willingen

Z Nonsensopedii, polskiej encyklopedii humoru

Skocz do: nawigacji, szukaj

10 lutego 2007 roku
odbyły się zawody pucharu świata w Willingen. W sobotę miał miejsce konkurs indywidualny, a w niedzielę drużynowy. Już w sobotę rano zaczęły się jednak poważne problemy.

[edytuj] Sobota

[edytuj] Problemy przed konkursem

Adam Małysz był tego dnia chory, i miał 40-stopniową gorączkę. Hannu Lepistö – dawny znachor – polecił mu zjedzenie bułki z bananem. Małysz obrał banana, skórkę niedbale rzucił na schody prowadzące na rozbieg. To cudowne śniadanie nie pomogło mu, i nadal nie mógł wystartować w konkursie.

Tego dnia nie tylko Adam miał kłopoty, sędzia z Trynidadu i Tobago nie mógł przylecieć, tłumaczył się niejasno, nie chcąc ujawnić, że przyczyną nieobecności była awaria ZSRR-owskiego samolotu. Walter Hofer nie wiedział jak zastąpić nieobecnego sędziego. Ach, das ist kein Problem! Walter mianował Małysza jako tymczasowego sędziego.
Problem gonił problem, temperatura 20 stopni nie sprzyjała śniegowi ze skoczni, który cały się stopił. Walter, nie wiedząc co robić, postanowił zadzwonić do Dziadka Mroza. Już dzwonił na informacje po jego numer, gdy zaczął padać śnieg, przykrywając skocznie i umożliwiając rozegranie zawodów. Rozradowany Hofer, nie patrząc pod nogi, biegł po schodach gdzie przywitała go skórka po bananie Małysza. Nic wielkiego się nie stało, przecież to tylko złamanie ręki!

[edytuj] Przyjechały już wszystkie ekipy...

za wyjątkiem zawodników z mroźnej północy. Hopfer, kierując się myślą skocznia nie kościół – nie spalą, postanowił zacząć konkurs bez Norwegów.
Pierwszy skoczył Tom Hilde... czyli Norwegowie jednak byli! Hilde nie zachwycił – 70,5 metra, i jeszcze się obalił. Zmorzony chorobą Małysz dał Tomowi 100 punktów za styl. Zdenerwowani sędziowie wywalili Małysza. Zasmucony Adam udał się do balkonu trenerskiego i podpieprzył Lepistowi chorągiewkę startową.

Gdy z numerem 11 skakał Robert Mateja, Małysz nie chciał go puścić. Mateja siedział pół godziny na belce, aż mu narty przymarzły do rozbiegu. Małysz wreszcie wypuszcza Mateje, który oderwał się od skoczni i glebnął na rozbiegu.

Następny był Noriaki Kasai. Gdy jego japoński trener machnął tą japońską chorągiewką, to ten japoński skoczek podniósł ten japoński tyłek i zaczął jechać tymi japońskimi nartami po tym japońskim... przepraszam – po tym matejowym lodzie. Do źle nasmarowanych nart poprzylepiało się tyle lodu i śniegu, że go ściągnęło od razu i skoczył tylko 20 metrów.

Następny był Hula. Jego Małysz wypuścił od razu, nie patrząc na wiatr 9m/s w plecy. Hula skoczył 20,5 metra, wyprzedzając Norjaki. Jaka była jego radość, że nie będzie ostatni!

Po Huli miał być Anders Bardal, ale go nie było, i skakał za niego sam Kojonkoski. Nie miał go kto wypuścić,gdyż jego asystent spał pijany. Wypuścił go więc Małysz. Kojonkoski ruszył... jedzie... wybił się... leci... skoczył 138 metrów i niespodziewanie objął prowadzenie w konkursie.

Po Kojonkoskim skakał Stoch, a że rano nie rozróżnił witaminy od amfetaminy był ostro naspidowany. Małysz, znowu nie patrząc na wiatr, a było 10 m/s pod narty, puścił naspidowanego Stocha. Zćpany Kamil skoczył 151 metrów, bijąc rekord Hannawalda.

Sven oglądając transmisję wyrzucił w tym momencie telewizor z okna dziewiątego piętra na którym mieszkał. Walter Hofer zrobił się czerwony ze złości, nikt nie ma prawa być lepszy od Svena – jego siostrzeńca. Po czasie ochłonął, i wymyślił – Ich werde Stoch nach Zawoden dyskwalifikacjonen.

Pozostali zawodnicy oddawali swoje skoki, ale nikt nie przeskoczył naspidowanego Stocha.

[edytuj] Zaczęła się ostatnia czwórka

Amman, Małysz... nie Małysz nie. Jakiś przedskoczek za niego, Schlierenzauer i Jacobsen. Amman skoczył... leci... leci... leci... i skoczył jeszcze dalej od Stocha, 154 metry! Oszołomiony Schlierenzauer nie wiedział co robić. Szybko się napierdolił i kazał Małyszowi go startować. Małysz przez tą gorączkę znowu nie patrzył na wiatr, i puścił go... tak samo jak Hulę, a że Schlierenzauer jest cięższy niż Hula, ściągnęło go na 19 metr. Niewyobrażalnie go to zdenerwowało i zrzucił Małysza z balkonu trenerskiego. Małysz wszedł na górę, starannie omijając skórkę od banana, podpieprzył Jacobsenowi narty i bez zastartowania przez Schlierenzauera skoczył. Jakież było zdziwienie, gdy poleciał na odległość 136 metrów, będąc tym samym gorszym od Kojonkoskiego.

Ostatni miał skakać Jacobsen. Problem tkwił w tym, że Małysz podpieprzył mu narty. Jacobsen poszedł do magazynu po narty kontuzjowanego Mazocha. Okazało się, że narty były – razem z ozdrowiałym Mazochem – na dole. Jacobsen wziął narty dwumetrowego Liegla i poleciał... Wylądował gdzieś za trybunami, a tam nie było już pomiaru odległości.

Hofer wpadł na pomysł, żeby zmierzyć odległość sraj-taśmą od 150 metra. Niestety, sraj-taśma skończyła się już na linii choinek, a Hofer powiedział: „Scheisse, ich werde nicht się trudieren” i go zdyskwalifikował.

[edytuj] Wygrał więc Ammann

drugi był naspidowany Stoch, a trzeci Kojonkowski. Chory Małysz zajął pechowe, czwarte miejsce. Stoch się wkurzył, że nie wygrał, i odkleił Ammanowi naklejkę z certyfikatem, przez co go zdyskwalifikowano. Stoch nie został jednak zwycięzcą, zdyskwalifikowano go za doping. Czyżby Małysz miał wygrać? Regulamin określa maksymalną temperaturę ciała skoczka na 37 stopni, a Małysz miał już 41,3. Potem zdyskwalifikowali resztę, zasłaniając się regulaminem, czasem rzucając bo tak. Wygrał więc Hilde z notą za styl 120. Drugi był Hula ze swoim 20,5 metra, a trzeci Kasai, z tym japońskim matejowym lodem. Nagroda dla zwycięscy – książka Poczytaj mi, mamo – budziła zazdrość wśród zdyskwalifikowanych, i skoczków z dalszych pozycji podium. Hula też był zadowolony z nagrody, dostał piwo i Wino Jesień. Kasai za trzecie miejsce dostał japoński notesik z ołówkiem i coś co go uszczęśliwiło najbardziej – japońskie kredki.

[edytuj] Niedziela

[edytuj] Do konkursu drużynowego

zgłosiło się 19 reprezentacji. Niespodzianką było zgłoszenie drużyn z Kamerunu, Sudanu i Bahrajnu. Hoffer powiedział przed konkursem Ich bin zmęczony. Bedzie eine seria!

[edytuj] Konkurs się rozpoczął

pierwszy startował Mutula Mgwabanbe z Kamerunu. Skok nie był zbyt dobry, Mutula cały się połamał. Następny był Amir Tekhensi z Bahrajnu, niepowodzenia spotkały go wcześniej, on zgubił narty w locie.

Trzeci skakał Ogare Kameneghri z Sudanu i pobił rekord Tony'ego Hawka – 900º w powietrzu – robiąc 1600. Kolejny był Mateja, który znowu – przez Adama Małysza – przymarzł do belki. Tym razem chyba mocniej przymarzł, nie zdołał się oderwać i poleciał razem z belką i tym białym z tyłu. Naraził on organizatorów, którzy zmuszeni byli zakupić i założyć nową belkę, razem z tym całym białym czymś.

Następni skakali Japończyki, jako pierwszy Kasai. Przez skokiem trener zabrał mu kredki, więc Noriaki siedział na belce i nie chciał skoczyć. Clint Jones, kolejny na liście skoczek popchnął Japońca, i polecieli razem. Dostali za to podwójne noty.

Następnie nadeszła kolej Kazachstańców. Pierwszy był Zhaparov. Zbyt silny wiatr, który Małysz pominął przy wypuszczaniu, zdmuchnął Kazacha na balkon trenerski. Zhaparov strącił trenera Bahrajnu, co rozpoczęło wojnę religijną między ich krajami.

Przyszła kolej na Holendrów, ale ich pierwszy reprezentant – Ingemar Mayr przestraszył się i nie skoczył. Gdy nadeszła kolej Szwedów, ich reprezentant – Kristofer Jaafs wywrócił się na rozbiegu. Korzystając z powstałego zamieszania, Kasai podpieprzył trenerowi kredeczki i zaczął rysować hentai w notesiku. Po Szwedach czas na Francuzów, pierwszy skakał pół czarny jakiś, taki z długim nazwiskiem. Nazwisko chyba naprawdę było długie i trudne, bo trener zwracał się do niego ej, ty!. Przy skoku ujawniły się jego murzyńskie korzenie, otóż nie wiedział do czego służą narty. Nie chcąc zawieść trenera, postanowił skoczyć. Jak? Jak małe dzieci z górki, na dupie.
Następni byli Koreańczycy, [1]. Ping-Pong-Peng, który elektronikę wyssał z mlekiem elektrolitem matki, na 90metrowym rozbiegu przeszedł[2] GTA San Andreas la laptopie schowanym pod kombinezonem. Koreańczyk wylądował na punkcie K, dzięki czemu jego drużyna objęła prowadzenie.

Pierwszym z drużyny Słowenii był Robert Kranjec, który zapomniał się wybić, i wylądował na siedząco. Takie lądowanie nie ułatwiło mu wykonanie telemarku, i w punktacji za styl, wyprzedził go przedskoczek przecierający tor.

Po Slovensko priszla para na Sowieckoj pieriestrojkę. Pierszi Ipatov, kak tak jewo nauczic trener, szkacził charoszij skok, le gorszij od Koreani.

Następni byli Czesi, jako pierwszy skakał Mazoch. Pamiętając wypadek z Zakopca, Czech przywdział rycerską zbroję, hełm astronauty i plecak rakietowy. Gdy się wybił, zbroja ciągnęła go w dół, ale plecak odrzutowy unosił go. I tak Mazoch wisiał w powietrzu, dopóki te pół litra LPG się nie wypaliło. Podczas gdy Mazoch, podobnie jak Solbus, wykorzystywał energię gazu, Marc Vogel przymarzł do belki. Gdy skoczył, porwały mu się kombinezon i bielizna, i Marc leciał z gołą dupą.

Po Czechach przyszła kolej na reprezentację III Rzeszy Niemiec. Joerg Ritzerfeld z gracją SS-mana, pozdrowił wiwatujący tłum salutem rzymskim. Joerg wybił się, skręcając w powietrzu wleciał w balkon trenerski i zrzucił stamtąd Kruczka. Małysz zdenerwowany pobił Szwaba chorągiewka i zrzucił go z balkonu na ziemię.

Trzecią od końca drużyną była Finlandia. Jussi Hautameki skoczył tak, że cały aż zawirował. Zawstydził gotującego się właśnie ze złości Ogare, swoim 2400º przebijając jego 1600º.

Przedostatnią reprezentacją byli Norwegowie. Tom Hilde, nieco podenerwowany konkursem zapomniał zapiąć nart, i w jego przypadku pójdę boso, zamieniło się w polecę boso. O dziwo, wylądował na 140 metrze, System jednak uznał odległość nart, a nie skoczka, i Hilde został z wynikiem 11 metrów.

Ostatni zespół, Austriacy, wystawili jako pierwszego Schlierenzauera. Małysz postanowił zablokować jego lot, razem z Mateją rozciągnęli siatkę przed skocznią. I hyc, koniec skoku, Schlierenzauer do wora.

[edytuj] Druga i trzecia kolejka

nie były aż tak ciekawe, żaden inny zawodnik nie był tak popierdolony. Turniej skończył się bardzo uczciwie i fair-play. Shake Szejk przekupił Hoffera dziesięcioma tysiącami ton ropy i prototypem bomby nuklearnej. Gdy Hofer spostrzegł, że ta bomba to tylko pospawane metalowe kształtki z doklejonym budzikiem, wręczył ją Małyszowi w podzięce, Małysz bardzo się ucieszył, będzie to dla oka miły akcent wyróżniający się spośród kryształowych kul i medali.

Przypisy

  1. Ze względu na nieznajomość przez reportera koreańskiego alfabetu, ich nazwiska zostaną zastąpione w relacji losowymi frazami
  2. Bez czitów!!!
Nasze strony
Przyjaciele