Nonźródła:Złoto Naanspegardu

Z Nonsensopedii, polskiej encyklopedii humoru

Skocz do: nawigacji, szukaj

ZŁOTO NAANSPEGARDU



Osoby dramatu[1]:

ROT
OSNOWA
PLUSCH
EPPARZ
LINGA
ERDEPODEST
VOGEL
WARTZ
ZIMT
BREIT
LANROFF
MARIANNA
HAUSMANN
TEUFEL (I)
DAUBSTER
NOMINA
SPINNE
KATZE
RACHE
DIMITRI
AHIAN
WEHE
GRAF
TEUFEL (II)
SZYNA
PHIL
JERVIS
ILION
SCHADEL
RUF
HALVE

gościnnie:

LISTONOSZ
PORTIER
STRAŻNIK
DUCH



PRZEDMOWA


Ciężko jednoznacznie wskazać, czym dokładnie jest Naanspegard, jednak najtrafniejszym byłoby stwierdzenie, iż stanowi pewnego rodzaju państwo-miasto (polis). Usytuowane w Uniwersum, państwie-matce, jest w pełni autonomiczne i niezależne od niego, więc można porównać ten schemat ze strukturami polis greckich w całej starożytnej Helladzie.

Miejsce akcji dramatu rozgrywa się w zamku Irzfreendorf w mieście o tej samej nazwie, wręcz stolicy całego Naanspegardu[2]. Budynek w swej istocie wydaje się być magicznym, tworzącym nastrój tajemniczości. Jest również kompleksowy, gdyż spełnia wiele funkcji, w tym jedną główną – muzeum sztuki alternatywnej, tworzonej przez wszystkich dla wszystkich. Na pierwszy plan wysuwa się nieskończoność obiektu i idea miasta-bastionu[3]; zamek jest miastem sam w sobie[4].

Szczególną też uwagę zwraca również sposób, w jaki toczy się życie zamkowe – na zachowania mieszkańców organ naczelny (tu: zarząd) nie ma bądź ma ograniczony wpływ (np. nakaz opuszczenia budynku). Prócz tego ukazanie Naanspegardu przez pryzmat Irzfreendorfu[5] ma odzwierciedlenie w zamyśle autora, którego celem było ukazać naanspegardzkie państwo jako wielki teatr, w którym zaplecze przeznaczone dla aktorów, niewidoczne dla widzów, utożsamianych zresztą z gośćmi, jest – o dziwo – sceną dla rozgrywających się w tymże zapleczu wydarzeń. Jednym słowem – prezentuje się tu Naanspegard z widoku od środka na zewnątrz[6].

Czas akcji, przeciwnie do miejsca, ukazany jest tu szczątkowo – poza wskazówkami reżyserskimi (z których wynika najwięcej) oraz nielicznymi wypowiedziami bohaterów wiemy niewiele. Daje się zauważyć jednak konsekwentne przestrzeganie chronologii zarówno poszczególnych aktów, jak i całego dramatu[7]. Z reguły przedstawia się sceny popołudniowe i wieczorne; wraz z opisem pogody w części lirycznej potęguje to dodatkowo nastrój tajemniczości. Mnogość bohaterów, z czego wynika również wielowątkowość mówi nam również o tym, że dramat na pewno nie rozgrywa się w czasie krótkim – wręcz przeciwnie, obejmuje kilka, może kilkanaście miesięcy (widać to choćby w przemianach, jakie nastają w kolejnych scenach). Poboczne wątki zaś wprowadzają pewnego rodzaju uplastycznienie – przejawia się to w relacjach między osobami dramatu, co uzupełnia widok ogólny na Naanspegard widokiem na kluczowe (z punktu widzenia autora) postaci.


AKT I



scena pierwsza


Wieczór na trzy godziny przed przełamaniem dnia, pierwsza środa stycznia. Mimo noworocznego szaleństwa nie wszyscy, jak mogłoby się wydawać, mieszkańcy zamku Irzfreendorf, zostawiają na boku problemy. Wraz z księżycem wznoszącym się ponad terytorium Naanspegardu, krainy pięknej, której ni szkiełko ni oko nie jest w stanie zrozumieć, zgiełk rozmów cichnie i tylko nieliczni pozostają na swoich miejscach, kontynuując. Nie oznacza to jednak, że pozostali są mrukami; wręcz przeciwnie, aktywnie uczestniczą w dyskusjach, które bądź co bądź ograniczają się do ich zamkniętego zbiorowiska.

Zamek, o którym mowa, został zbudowany dużo wcześniej; nikt jednak spośród obecnych nie pamięta czasów jego hojnego fundatora. Rzecz ma miejsce w gnuśnych piwnicach, z dala od wszelkich rozrywek świata na powierzchni. Stare lampy oliwne próbują oświetlać ceglastoczerwone kolumny trzymające sufit, jednak wewnątrz panuje półmrok. Przy stole, na którym stoi zapalona świeca, siedzą dwie postaci.


ROT
Ciemno tu jak cholera! Czyż nie było miejsca lepszego?
OSNOWA
Kiedyś miałem dworek pod Lwowem, to...
ROT
Wiem, wiem, opowiadałeś to setki razy. Nadworny alchemik spowodował pożar. Zdajesz sobie sprawę, że to było – bodaj – dwieście czy trzysta lat temu?
OSNOWA
A ja nadal bez mieszkania jestem.
ROT
Vogel dał, Vogel... zabrał?

Obydwoje śmieją się głośno. W tym samym momencie wchodzą dwie osoby. Jako pierwszy wyłania się PLUSCH, trzymający w ręku latarnię, pamiętający poprzednich właścicieli wiekowego pałacu, zatem starszy od swojego towarzysza, EPPARZA – jednego z nowych mieszkańców zamku. PLUSCH uśmiecha się lekko.

PLUSCH
Cześć, kielichowcy, nie za ciemno tu wam?
ROT
A widzisz, mówiłem!
OSNOWA
Witaj, Plusch, witaj i ty, towarzyszu...
PLUSCH
Nazywa się Epparz.
OSNOWA
...Epparz. Z Niemcem się raczej nie dogadam.

EPPARZ wysuwa się zza PLUSCHA i staje obok niego.

EPPARZ
A zdrastwujtie, tawariszcz Osnowa.
ROT
Widzisz? Wszędzie swoich znajdziesz.
PLUSCH
No, to ja lecę.
OSNOWA
Dokąd?

Odpowiedź na pytanie nie pada, gdyż PLUSCH wychodzi bez zbędnych słów pożegnania.

EPPARZ
Ech, kazał mi tu przylecieć, a sam poleciał...
ROT
On tak ma, nie przejmuj się. Siadaj, nie jest tu co prawda wygodnie, ale zawsze lepiej przy świecy dojść do sedna, niż udawać przy kandelabrach.
OSNOWA
A ja w tym dworze miałem taki wieeeelki świecznik w holu...
ROT
Osnowa!
OSNOWA
No dobrze, dobrze, on tego jeszcze nie słyszał.

Zapada cisza, którą przerywa ROT.

ROT
To co teraz poczynamy?
OSNOWA
A do której będziecie siedzieć w nocy?
EPPARZ
A co się takiego stało, że trzeba siedzieć do nocy?
ROT
Czy możemy najpierw odpowiadać, a później pytać? Już jest noc.
OSNOWA
Wieczór, spójrz na didaskalia.

ROT zerka powyżej.

ROT
Ech, nieważne, ale jest zima, a o tej godzinie mrok.

OSNOWA puszcza mimo uszu uwagę ROTA i wstaje od stołu, przechadzając się nerwowo po sali.

OSNOWA
Gdybyśmy mieli tutaj jakieś płótno i odrobinę czarnej farby, nad tymi oto drzwiami do tej części piwnicy powiesić by można informację o treści „Co zrobić z nieszczęśliwym fantem?”
ROT
Zgadnij, o co chodzi?

Obydwaj ROT i OSNOWA patrzą na EPPARZA w wielkim napięciu.

EPPARZ
No bez jaj, panowie, Plusch mi wszystko powiedział, to nie nowość, że o Vogla idzie...
ROT
To dobrze.
EPPARZ
Ale o nim nie rozmawiamy. O co chodzi w Rewolucji?
OSNOWA
Tej wywieszonej na tablicy głównej w sali obrad?
EPPARZ
Przechodziłem tamtędy, bo nadal gubię się w tych korytarzach.
ROT
To już wina architekta.
OSNOWA
Zakładasz, że było ich stać na takowego? Chyba im ten projekt nie dość, że za darmo, to jeszcze po złości ułożył, żeby nie szło się odnaleźć. Ja sam pamiętam, jak dwa lata temu zgubiłem się na trzecim piętrze, szukając biblioteki...
ROT
Opowiadałeś.

Chcąc uniknąć kolejnych docinek obydwu, EPPARZ ponawia pytanie.

EPPARZ
O co chodzi w Rewolucji?
OSNOWA
Eee... No, Vogel to symbol, przynajmniej dla mnie, więc trzeba się pozbyć tego całego motłochu, poczynając od Trimma, na Voglu i Ahianie kończąc.

Do piwnicy dziarsko wchodzi LINGA.

LINGA
Hej, co się porobiło? Skąd tu tyle luda?

Patrzy na EPPARZA podejrzliwie.

OSNOWA
Witaj, towarzyszko Lingo Schmetter! Najwidoczniej Vogel nie jest lubiany.
LINGA
Wiecie, to się szybko rozwija. Voguś ma wrogów...

To mówiąc, siada i delikatnie uśmiecha się w stronę ROTA, który chwilowo się zawiesił.

OSNOWA
Dobrze, towarzysze. Los Naanspegardu jest w naszych rękach! Pamiętajcie! NIe tylko niszczmy, ale i budujmy!
LINGA
A konkrety?
OSNOWA
Zniszczmy Voglowy obóz, ale i bądźmy wzorowi... Aaa, dobra, to był właściwie autodiss.
EPPARZ
Da się zrobić.
ROT
Zaraz, ja trochę nie na bieżąco...
OSNOWA
No najpierw Ahian zapowiedział wielki powrót jaśnie pana na zamek i niebawem ma się tu Vogel pojawić. Trzeba z tym coś zrobić, bo jak na dwumiesięczne spory zarówno jego, jak i Hunda, to ja szczerze mówiąc mam dość. Moje zdanie podzielił Plusch i Linga, rozmawiałem jeszcze z Tobą, no i Epparz przyszedł... I na razie tyle wystarczy, a nowych werbujemy tylko za zgodą ogółu, jasne?
LINGA
I nosimy pomarańczowe szaliki.
OSNOWA
No, mam nadzieję, że jasno się wyraziłem. Ku chwale!

To mówiąc, wychodzi, lecz zatrzymuje się na chwilę.

OSNOWA
I pamiętajcie, co mówił Plusch: „Olejcie Vogla... Olejcie Vogla... Olejcie Vogla...”

LINGA wstaje zdenerwowana, podchodzi do OSNOWY i kopie go w miejsce, gdzie plecy tracą swoją szlachetną nazwę.

LINGA
Idź być zdartą płytą gdzie indziej!


scena druga


Sala obrad jest miejscem, w którym mieszkańcy, niczym starożytni Grecy na agorze, decydowali o wielu istotnych sprawach bieżących zamku – a to schody wymagały remontu, a to ktoś przytaczał historię jakiegoś ogłoszenia... Jego integralną częścią była tablica, gdzie uprzednio wybrane osoby wieszały kartki z obecnymi tematami rozmów, tak, by goście wchodzący do sali mogli zaznajomić się z nowościami. Nie zawsze jednak pomieszczenie jest wypełnione po brzegi. W dniu następnym w stosunku do poprzedniej sceny zaledwie nieliczne osoby siedziały przy ławach, rozmawiając. Z racji pory większość osób zajmowała się swoimi obowiązkami – tak więc kierownicy doglądali trwających prac, wyręczając pałacowy zarząd z zatwierdzania decyzji wydanych przez ten organ. Niektórzy z braku roboty rozmawiali na stronie, mówiąc cicho, wieszający kartki ucięli sobie kolejną partyjkę w makao, a ktoś inny czytał dzieła wielkich mistrzów.

Do sali niespodziewanie wkroczył VOGEL, przeciskając się przez nierówno ustawione krzesła[8]. Zebrani nie zwrócili na niego uwagi, dopiero od rozmów oderwał ich dźwięk stukania.


ERDEPODEST
Cóż, u licha?

Nie odpowiada nic, prócz głuchej ciszy. Zebrani patrzą się raz po sobie, raz na VOGLA; ten jednak nie odrywa się od czynności stukania.

ERDEPODEST
Czy ja się dowiem, co tu się, do cholery, wyrabia?!
VOGEL
No nie widzisz, że przybijam tę kartkę do tablicy?
ERDEPODEST
A po jaki pieron?
VOGEL
Podróżując nieco po Ameryce wpadłem na kilka tez, którymi chcę się z wami podzielić. Oczywiście nieoceniona była pomoc Ahiana, który podejrzewam, że mnie zapowiedział? Poza tym, przepraszam, miałem być przed wieczorem, ale stangret znów pomylił drogi.
WARTZ
Nic nie mówił.
VOGEL
Ech, poprosić kumpla o coś, to zawsze muszą cię do wiatru wystawić... Nieważne.

Kończy przybijać swoją kartkę.

Ciężko się operuje młotkiem.
ERDEPODEST
Królewskie rączki za delikatniutkie na młoteczek? Daj, opatrzę ziaziu...
VOGEL
Ty sobie ze mnie nie kpij, Erd, bo to jest poważna sprawa.
WARTZ
Cóżeś się, o Panie, w tej Ameryce nawidział, że koniecznie musisz o tej porze młotkiem stukać?
ERDEPODEST
No to pokaż, a nie, tak na tym stołku stoisz jak kołek.
WARTZ
Zaiste, świetne zestawienie sylab, Erdepodeście.
ERDEPODEST
Dzięki.

VOGEL stoi nieco zmieszany, po czym schodzi ze stołka, uważając, by nie przeszkodzić wieszającym w graniu.

VOGEL
Nie wiem, co tu się dzieje, ale zapoznajcie się z tym, bo rozmawiałem z Breitem i...
WARTZ
Co się odwlecze, to nie uciecze.
VOGEL
Jak wolicie.

To mówiąc, udaje się w stronę wyjścia, jednak ERDEPODEST go powstrzymuje.

ERDEPODEST
Czekaj... Mówisz, że za mało przykładamy się do renowacji naszych eksponatów muzealnych, trzymamy się sztywnych form ich prezentowania, zbyt wiele uwagi poświęcamy zasadom BHP, wszyscy mają negatywne nastawienie, za dużo widać gospodarzy zamkowych, którzy niby wetują wszelkie propozycje jak leci, jakość nie idzie w parze z poziomem prezentowanych zbiorów, opowiadamy drętwe dowcipy i szanujemy hojną fundatorkę naszego domu?
VOGEL
A nie jest tak? Ona nie żyje, pogódźcie z tym, trzeba żyć dalej, rozwijać, kreatywność, no rozumiesz...
ERDEPODEST
Wtrącę się. Nie żyjemy w Ameryce, gdzie byle badziewie można postawić na środku ulicy i powiedzieć, że to dzieło nad dzieła. Tutaj nie ma wolnej, hm, amerykanki i jakieś zasady współdziałania muszą być. Co do zarządu, przecież nie może sobie rzucić administrowania budynkiem, pozostawić go bez opieki i biegać po salach w poszukiwaniu usterek do naprawienia czy możliwości rozszerzenia ekspozycji, co zresztą robią kierownicy z ich polecenia. Poczucie humoru mam, łamanie zasad ustanowionych przez szacowną dyrekcję jest fuj, awangardowe zmiany są akceptowane i wprowadzane, a Fahrelia zasługuje na pamięć wychowanków naszego zamku.
WARTZ
W sumie, to ja widzę, że nasz zamek powoli staje się czymś w rodzaju kilku połączonych ze sobą budynków w jednym! Bo zobaczcie, prezentujemy swoje i naszych poprzedników wytwory, niczym muzeum, wszyscy uczą się tu jakiegoś fachu, jak w szkole, panuje jakaś hierarchia, bo zarząd, więc jest jak w pracy. Ludzie chętnie nas odwiedzają, co powoduje, że jesteśmy miejscem rozpoznawalnym w okolicy, a brakuje w Irzfreendorf meeting-pointów.
ERDEPODEST
Wszystko spoko, tylko ten anglicyzm... zaraz ci Vogel jakiś przytyk zrobi.
VOGEL
Pokaż mi w takim razie, co tu takiego awangardowego. Problemem jest to, że dzięki waszemu nastawieniu ludzie koncentrują się tylko na salach dobrze wypromowanych, czyli w większości przypadków tych w wejściu, a o pomieszczeniach na wyższych piętrach tylko nieliczni wiedzą i nieliczni tam trafiają. Reklama tym samym nie jest wporzo. Poza tym, dyrekcja źle pilnuje porządku, bo tak to każdy sobie wchodzi, paćka palcami po szkle, trzeba chodzić, sprzątać i nadal nie rozumiem, dlaczego nikt mnie jeszcze nie powołał do zarządu.
WARTZ
Chcieć to móc, mawiają...

Wchodzi LINGA.

LINGA
Wiecie, dzieciaczki, nie chce mi się punktować po kolei, więc powiem wprost: nie jesteśmy Ameryką, ogółem dupa z Twoich kartek i przykro.
VOGEL
Bo wy zawsze mówicie „nie jesteśmy Ameryką, nie jesteśmy Ameryką”. Mówicie tak, bo nie macie argumentów, patrzycie na wszystko przez pryzmat Fahrelii i tego, w jaki sposób zrobiła ze mnie durnia, a proponując wam nowe metody działania, które widziałem na własne oczy, a były całkiem niezłe, spotykam się z czym? Z odmową! Słyszycie?

Odwraca się w stronę wieszających kartki, którzy nadal zajęci są kierkami.

Ale prościej jest powiedzieć, że... eee... no, że to nie jest american dream.
ZIMT
Przepraszam, ale jak was słucham, to mam ochotę powiedzieć, że może rzeczywiście, przesadzacie z tym rygorem... Co kogo obchodzi ustawienie poszczególnych przedmiotów w każdej sali? Czy ma to jakieś znaczenie dla odwiedzających? Monotonny jest ten schemat, wszystkie sale wyglądają identycznie i dam sobie aortę przeciąć, że robimy to dla gości, a nie dla nas.

Wchodzi PLUSCH.

PLUSCH
Słychać was na korytarzu, co się dzieje?
ZIMT
No mówię, że zamek jest dla odwiedzających, nie dla nas.
VOGEL
Prze...
PLUSCH
Ale to nasz dom i wypada o niego dbać zgodnie z regułami. Dyrekcja z reguły (hyhy) się nie myli.
ZIMT
Ale liczba osób chętnych do zobaczenia naszych wystaw spada!
PLUSCH
Nieprawda, jakbyś spojrzał na statystyki, które wiszą na drugim piętrze przed gabinetem Breita, to byś się zdziwił.
ZIMT
A wiesz, czemu? Bo reklama dźwignią handlu. Osobiście dzięki moim wpisom do lokalnej gazety Krzysiek Ibisz wpadł zobaczyć, co to się u nas dzieje i wyrażał się pochlebnie, a nawet chwalebnie.
ERDEPODEST
Zieew.
VOGEL
No ale zaraz...
WARTZ
No, tak jakby zieew.
PLUSCH
A wy nie powinniście zająć się tym, co zwykle?
WARTZ
Spadaj, mam inne rzeczy do roboty.
PLUSCH
Ty, tylko nie spadaj, bo jak ci zaraz...
ZIMT
Spokój! Szkoda krwi!
VOGEL
Ale zaraz, bo zbaczamy z tema...
ERDEPODEST
A czy oni mają ochotę zabić się nawzajem z zimną krwią?
LINGA
Sprawdźmy temperaturę.
WARTZ
A masz termometr?

ZIMT i ERDEPODEST zaczynają się śmiać, ale LINGA nie wydaje się być rozbawioną.

LINGA
Mam i zaraz wsadzę ci go nie powiem, gdzie!
VOGEL
CZY MOŻECIE MNIE DO JASNEJ CHOLERY WYSŁUCHAĆ?!

Nastaje cisza.

No. Także tego, jak mówiłem, zmiany są potrzebne i winny zostać chociaż przejrzane z jakąś lepszą niż ta wasza tandetna krytyka opinią.
PLUSCH
Breit ma to na biurku?
VOGEL
Ma, a co?
ERDEPODEST
Pewnie to biurko ugina się pod stosem nieprzemyślanych propozycji...
LINGA
Księga życzeń i zażaleń?
PLUSCH
Skoro ma, nie widzę sensu nad tym debatować. Kartkę zdjąć, a wszystko okaże się w swoim czasie. Wracajcie do pracy.

To mówiąc, wychodzi razem z LINGĄ, a ERDEPODEST udaje się w kierunku tablicy, celem zdjęcia kartki.

ERDEPODEST
Podasz mi może młotek, bo muszę gwóźdź wyjąć? Poza tym, pomyślże od czasu do czasu – w szufladce w tamtej komodzie są pinezki...


scena trzecia


Gabinet Breita nie różnił się niczym od gabinetów innych osób należących do administracji pałacowej. Prócz mahoniowego biurka, na którym stała zwykła karbidówka, przy ścianie lewej znajdowały się regały zawalone stosem segregatorów jak w normalnym biurze. Wszystko, co każdy zarządzający zamkiem wykonywał, starannie odnotowywał w specjalnym rejestrze, który prowadził. Jego rozmiary były zależne przede wszystkim od zaangażowania każdego z dyrektorów. Na ścianie przeciwnej znajdowała się kanapa, obok której znajdowały się aż trzy telefony – jeden służył do dzwonienia do innych gabinetów i pomieszczeń specjalnych, drugim łączono się ze światem zewnętrznym, a z ostatniego dzwoniło się poza granice kraju[9].

Przy biurku siedzi BREIT, zajęty wypełnianiem swojej codziennej dokumentacji.


BREIT
„...zmiany tamże zostały wycofane bezpośrednio przeze mnie...”

Słychać pukanie do drzwi.

Proszę!

Wchodzi ROT.

ROT
Cześć, wzywałeś?
BREIT
Mówi się „dzień dobry”, a jeszcze lepiej „dzień dobry, panie naddyrektorze”.
ROT
Daruj sobie, co? Poza tym, mogę usiąść, czy mam tak stać?
BREIT
Nie, nie możesz.

ROT stoi w milczeniu, podczas gdy BREIT kończy robotę papierkową. Wykonawszy zamaszysty podpis, wstaje po chwili, delikatnie odsuwając krzesło.

Zapraszam.

Wskazuje na kanapę w rogu gabinetu. Obydwaj siadają, BREIT bliżej telefonów.

ROT
Ja naprawdę nie mam czasu na pierdoły, robota pali mi się w rękach, jeszcze muszę zajrzeć do sali obrad, a nie wiem, czy ktoś młodych pilnuje.
BREIT
Akurat to, co mam ci do powiedzenia, jest ważne.

Uśmiecha się głupio.

Zobacz, coś nam zarząd płynnie nie pracuje, choć mamy czternastu gospodarzy; kierowników brak i wypadałoby dokonać paru nominacji.
ROT
A co ja mam z tym wspólnego?
BREIT
I to jest jedno z najbardziej sensownych pytań, jakie zadałeś od początku tej sceny. Poczekaj.

To mówiąc, podchodzi do szafy, wyjmuje z jej szuflady wypisaną schludnym pismem, najpewniej gotykiem, kartę i podaje ROTOWI.

Czytaj.
ROT
„Naddyrektor Breit Horizon, Zamek Irzfreendorf, Naanspegard.
do: tablica główna sali obrad.
Zarząd Zamku po wielu dyskusjach pragnie oznajmić, że dyrektor Rot Hugel zostaje nowym naddyrektorem.
Co stwierdzam podpisem,
naddyr. B. Horizon”.
No ty chyba nie mówisz poważnie?
BREIT
Gdybym nie mówił, nie przywoływałbym cię tutaj i marnował swój cenny czas...

BREIT siada z powrotem na kanapie i zakłada nogę na nogę.

ROT
Ale dlaczego ja?
BREIT
Lanroff długo się nie utrzyma, zresztą, złapać go ciężko, a reszta dyrektorów angażuje się jak chce. Przyda się też przeciwwaga dla Vogla, skoro idziemy na ustępstwa wobec niego, jakieś muszą być wobec jego opponentów.
ROT
Czyżbyś coś miał na myśli?
BREIT
Ja tam komentuję to, co widzę, reszta mnie nie obchodzi. Ponadto wierzę, że nadanie załatwi wszelkie problemy osób, których jęki nie dają mi spokoju w prywatnych listach, a których zmuszony jestem wysłuchiwać.
ROT
To czemu nie załatwisz sprawy z Voglem tak, jak Fahrelia niegdyś?
BREIT
A po co? To nie moje zmartwienie. Zresztą, co to jest Fahrelia?

Uśmiecha się.

ROT
Ech...
BREIT
A, i jeszcze jedno, bo mam dobry humor dzisiaj. Trzeba kierowników mianować.
ROT
Mówiłeś już o tym.
BREIT
Po tych awansach dyrektorskich tylko Linga tam została, a szkoda, bo warto mieć speców od brudnej roboty.
ROT
Ja proponuję...
BREIT
Dlatego twoją pierwszą decyzją naddyrektorską będzie wybór na kierowników Teufela i Daubstera. No, możesz sobie iść, świętować, czy co tam chcesz, kartka zawiśnie na tablicy w sobotę, a dopiero w następny piątek ogłosisz tę decyzję, bo wiadomo, nic od razu, bo lud nie lubi wielu zmian naraz.
ROT
Dobrze...

Z mieszanymi uczuciami co do decyzji i słuszności ich wykonania ROT wychodzi, mijając w drzwiach OSNOWĘ.

OSNOWA
Cześć, towarzyszu kolego dyrektorze, witaj, towarzyszu naddyrektorze Breicie!
BREIT
No, przynajmniej jeden się nauczył, że starszym jakiś szacunek się należy.
ROT
Daj mi przejść.

Mija OSNOWĘ i wychodzi, zamykając drzwi.

OSNOWA
Co on taki zły?
BREIT
A, pewnie znowu za dużo kawy. Nerwowy, cóż poradzisz. No?
OSNOWA
Więc, przybywam tutaj, by powiedzieć, iż nie jestem dłużej w stanie wykonywać swoich obowiązków związanych niejako z urzędem, który piastuję. Ciężko rozstawać się z funkcją dyrektora i naprawdę ubolewam nad tym faktem, jednak będąc zmuszonym do takiego...

BREIT uderza ręką w stół.

BREIT
Dobra, dobra, do rzeczy.

OSNOWA staje zmieszany.

OSNOWA
Eee...
BREIT
No mówże, o co chodzi?
OSNOWA
Przerwałeś mi laudację!
BREIT
Nie „przerwałeś”, tylko...
OSNOWA
Oficjalnie zrzekam się funkcji dyrektora.
BREIT
Dlaczego? Po dwóch latach?
OSNOWA
Serce pozostanie w Naanspegardzie, ale wyższe powinności ciągną mnie na zachód...
BREIT
No chybaś nie posłuchał Vogla i nie masz zamiaru jechać do Ameryki?
OSNOWA
Nie, nie, lepiej mi będzie w Europie. Do Berlina mam konieczność jechać, a podróż długa, w końcu nie każdego stać na kolej.
BREIT
A dyliżans to darmowy niby.

Spogląda zrezygnowany na bok, po czm wstaje i idzie do biurka, przy którym siada, opierając ręce i patrząc na OSNOWĘ z lekkim niedowierzaniem, może irytacją.

Na jak długo?
OSNOWA
Przynajmniej na caluśki rok, a zobaczymy, ile będę zmuszony tam zostać. Chcę być zwolniony z obowiązków.
BREIT
No dobrze. Tylko będziesz musiał poczekać z wyjazdem, bo jest kilka spraw, które...

Bez pukania do pokoju wchodzi LANROFF.

LANROFF
Jestem, ponoć mnie szukałeś?
BREIT
Taa, siadaj.

Odprowadza nowego gościa wzrokiem na kanapę, po czym spogląda ponownie na OSNOWĘ.

Poczekać, rozumiemy się? Na pewno nie w tym miesiącu, bo są rzeczy do zrobienia i na pewno nie wcześniej.
OSNOWA
Spoko, odmeldowuję się, chwała!

Salutuje i szybkim krokiem wychodzi z pomieszczenia.

BREIT
Ech, wariatkowo dzisiaj...
LANROFF
Co, jeszcze ci się nie znudziło?
BREIT
Mnie? Nigdy. Dobra, z tobą będzie łatwiej – jako, że mnie nie będzie w sobotę, bo wyjeżdżam w pilnych sprawach, zajmiesz się awansem Rota.
LANROFF
Rot naddyrektorem? Po jaką cholerę, przecież dwóch wystarczy!
BREIT
Bo ja tak decyduję i tak będzie. To zagranie polityczne, żeby Vogel i jego świta nie czuli się zbyt bezkarnie.
LANROFF
Tak, dając się im pozabijać. Przecież tym sytuacji nie załagodzisz, zresztą, w takim razie po kiego zarówno jego jak i Hunda wręcz do Hadesu wysłałem?
BREIT
Nie wiem, nie byłem, nie widziałem. Mam nadzieję, że się rozumiemy.
LANROFF
Taa, wszystko, co każesz. Pff.

Wstaje i wychodzi bez słowa pożegnania.

BREIT
No i z kim ja pracuję, co?


scena czwarta


Ponownie sala obrad. Wszyscy siedzą przy ławach, ROT stoi i rytmicznie uderza w szklankę łyżeczką.


ROT
Proszę o ciszę!
VOGEL
No patrzcie go, ledwo awans dostał, już się rządzi... Mówiłem, żeby wzorce z Ameryki przenieść na naanspegardzki grunt, to „nie”. A dlaczego „nie”? „Bo nie”.
BREIT
Chociaż raz pozwól się wypowiedzieć komuś w spokoju. Mówcie, Hugel.
ROT
Mam na imię Rot...
ERDEPODEST
To brzmi jak typowe świadectwo wygłaszane w kościele, na Boga, przyszliśmy się tu modlić?
WARTZ
Cisza, dajcie powiedzieć!
ROT
Więc, zgodnie z zapowiedziami, na stanowisko kierowników naszego zamku zostają wybrani...
OSNOWA
Ja mam komunikat.
BREIT
Nie powinniśmy przeciągać...
OSNOWA
Ale muszę!
ROT
Proszę, Osnowa.
OSNOWA
Wyjeżdżam do Berlina, nie będzie mnie przez rok może, z tego powodu robię imprezę, wpadniecie?
BREIT
Osnowa!
OSNOWA
No co?
WARTZ
A będą jakieś atrakcje, nie wiem, damy do towarzystwa?
MARIANNA
Seks jest zdrowy.

Sala wybucha śmiechem.

HAUSMANN
To akurat było dobre.
BREIT
Panowie...

Wchodzi EPPARZ.

EPPARZ
Przepraszam za spóźnienie, znowu pomyliłem piętra.
WARTZ
Nie szkodzi, ja nadal nie wiem, którędy do działu kadr.
ROT
Zostają wybrani Teufel i Daubster.

Nagle budzi się ZIMT.

ZIMT
Ale na kogo?
BREIT
No na kierowników...
ZIMT
A dlaczego nie ja?
EPPARZ
Jakich kierowników?
BREIT
Bo nie ufamy niepoprawnym biologom.
TEUFEL
Mogę jedynie powiedzieć „dziękuję”.
DAUBSTER
Zimno tutaj, może zamknijmy okno?

Do sali wchodzi NOMINA z bagażem podręcznym w okularach przeciwsłonecznych.

WARTZ
O, Nomińcia wróciła!
NOMINA
Ta, byłam na wakacjach, wiecie, ile dobrych knajp zwiedziłam? A jedzenie jakie pyszne...
BREIT
Powinnaś była wrócić nieco później...
WARTZ
A to nie jest parafraza Szekspira?
DAUBSTER
Być może, nie wiadomo, co Breitowi jeszcze w głowie, bo siedzi z głową w rękach... Poza myśliciela?
VOGEL
Wiecie co, pomyliłem się, jednak macie trochę humoru. Jesteście tak śmieszni, że aż żałośni.

BREIT i ROT rozmawiają na stronie. DAUBSTER wstaje.

DAUBSTER
A ja mam ochotę w tym momencie coś dodać.
NOMINA
Przesuń się najpierw, chcę koło Breita siedzieć.
BREIT
Ja już coś mówiłem na temat...
DAUBSTER
Ależ siadaj, nie krępuj się, postoję.

Wstaje i ustępuje miejsca NOMINIE.

No, kontynuując, myślę, że przydałoby się wybrać kogoś jeszcze, bo dostałem informację, że Plusch rezygnuje z funkcji.
BREIT
A co was tak wszystkich na rezygnacje zebrało?
VOGEL
Wieczne problemy z udawaną władzą, no świetnie...
WARTZ
To dopiero wstęp do tragedii.
TEUFEL
Skoro Plusch odchodzi, to ja rezygnuję.
EPPARZ
Tak na starcie?
ROT
No trudno, szansę od zarządu dostał. Nie chce, nie musi.
HAUSMANN
Ale to prawda, mało kierowników jest.
NOMINA
I nikogo rzetelnego na to stanowisko nie ma.
ZIMT
Jak to nie? Ja tu widzę przynajmniej dwóch.
ROT
Ogłaszam przerwę, widzimy się tu za pół godziny.

Ludzie niechętnie wstają, ROT mówi coś do zdziwionego BREITA, po czym zostawia go i bierze EPPARZA na stronę.

ROT
Słuchaj, Epparz, ja wiem, że Święty Kielich upadł i raczej Vogel tu zostanie, ale... skoro go nie lubisz, to może powinieneś zostać kierownikiem?
EPPARZ
Wiesz, jutro mam urodziny, to akurat... Taki prezent.
ROT
Czyli posada cię interesuje i nie zrezygnujesz po chwili? Plusch poszedł, bo Voglowi salę wypromowali pomimo starań, Teufel nie ma ochoty już, zaraz do Berlina Osnowa pojedzie i praktycznie zostajemy bez reprezentacji wśród zarządu.
EPPARZ
Zauważ, że mówiono, że zarząd składa się tylko z dyrektorów, a kierownicy poza tytułem przed imieniem nie różnią się niczym od zwykłych pracowników?
ROT
Ta, kustosz muzealny – brzmi ładnie, a i tak tylko siedzi, czy czasem stoi i pilnuje, żeby nic się nie zepsuło. Dla Vogla to i tak chwyt psychologiczny.
EPPARZ
Nie mam nic przeciwko, ale pogadaj jeszcze z Hausmannem, myślę, że się nadaje.
ROT
Nie omieszkam.

To mówiąc, podchodzi do HAUSMANNA i tym razem wychodzą na korytarz.

ROT
Krótko – chcą cię jako kierownika.
HAUSMANN
Mnie?
ROT
No raczej nie mnie.
HAUSMANN
Ja tam się w politykę nie angażuję...
ROT
Mus to mus. A na zaproszenie naddyrektora trzeba czekać wieki... Zresztą, niedługo rok ci minie, jak tu jesteś, może czas zacząć wprawiać się do fachu dyrektorskiego?
HAUSMANN
A bycie kierownikiem daje jakieś wymierne korzyści?
ROT
Eee... no jakieś na pewno daje...
HAUSMANN
Nie wiem, jeśli tak ma się stać, to cóż, show must go on.
ROT
Dobra, czyli postanowione.

Wracają na salę, ROT siada na swoim miejscu, dopijając kawę. Przysiada się do niego BREIT i ostro dyskutują. VOGEL razem z ZIMTEM śmieją się z WARTZA, który huśtając się na krześle wywrócił się. NOMINA przegląda zdjęcia z podróży na swojej lustrzance, EPPARZ rozmawia z TEUFLEM. OSNOWA wyszedł najprawdopodobniej spakować walizki i w dalszej części go nie będzie.

Gdy mija półgodzinna przerwa, wszyscy, z wyjątkiem wyżej wymienionego i DAUBSTERA, który rozmawiał z LINGĄ przez telefon, siedzą już na swoich miejscach. NOMINA wyjątkowo zajmuje miejsce DAUBSTERA, z powodu niedostawienia jej krzesła na czas.

BREIT
Po rozmowie przeprowadzonej...
ROT
Ja powiem. Dodatkowo kierownikami zostają Hausmann i Epparz.
VOGEL
Mojej kandydatury oczywiście nikt nie uwzględnił?

Patrzy na BREITA z wyrzutem.

BREIT
Chyba mam ważny telefon...

BREIT opuszcza salę śpiesznym krokiem. VOGEL wychodzi z sali wzburzony, za nim wychodzą ZIMT i WARTZ. Pozostali rozmawiają przez siebie, EPPARZ i HAUSMANN podchodzą do ROTA i odbierają listy gratulacyjne. Niefortunnie list gratulacyjny DAUBSTERA nadal leży na stole[10].


scena piąta


Korytarz któregoś z pięter zamku. EPPARZ i HAUSMANN robią wieczorny obchód, sprawdzając, czy nikt z odwiedzających nie łamie przyjętych zasad przeglądania sal. W ręku trzymają klucze, specjalne naklejki z napisem „TEST” i bloczek mandatowy, jednym słowem wyposażenie każdego wartownika. Dyrektorzy, podobnie jak kierownicy, mieli taki sam zestaw, mimo że nie korzystali z niego często, choć sporadycznie tak się zdarzało.


HAUSMANN
Późno już, że też im się chce o takich porach przyłazić.
EPPARZ
A zauważyłeś, że nie każdy chce podawać swoje imię i pozostaje anonimowy?
HAUSMANN
To nie nowość, przecież przy wejściu portier przydziela im specjalne numerki.
EPPARZ
Wypisując mandat na nie możemy przez przypadek komuś wstęp ograniczyć...
HAUSMANN
Raczej dostęp do modyfikowania sal. Wiesz, mnie osobiście podoba się to, że każdy może być tutaj autorem współodpowiedzialnym za wprowadzanie istotnych zmian i wielu czyni to również anonimowo.
EPPARZ
Gdyby wszyscy tacy byli...
HAUSMANN
...nie mielibyśmy roboty.

Obydwaj się śmieją, tymczasem na korytarzu po przeciwnej stronie pojawia się kolejny odwiedzający, wbiegający do świeżo oddanej do użytku sali. W ręce trzyma siatkę wypełnioną po brzegi różnymi przedmiotami. HAUSMANN zagląda do innej, obserwując bacznie, czy nic nie zostało przestawione w sposób błędny. EPPARZ woła go.

EPPARZ
Zobacz, nie wydaje ci się to dziwne?

HAUSMANN wygląda z sali, do której wszedł uprzednio.

HAUSMANN
Co?
EPPARZ
No jakiś nocny marek przyleciał i będzie się chyba zabierał za dekorowanie sali, tej nowej, wiesz...
HAUSMANN
Codziennie nowe sale są do dyspozycji naszych artystów. Nic dziwnego, chodź, jeszcze trzeba spojrzeć na następnym piętrze, czy wszystko gra.
EPPARZ
To idź sprawdź, a ja zajrzę, co tamten wyczynia.

HAUSMANN udaje się w kierunku schodów, a EPPARZ idzie w przeciwnym kierunku, chowając klucze, naklejki i bloczek do kieszeni.

Mam przeczucie, że znowu będzie potrzebna interwencja...

Doszedłszy do sali, wchodzi do niej.

Eee, witam szanownego gościa, kierownik Epparz. Szukasz tu czegoś?
GOŚĆ
Na razie się rozglądam. Hmm, tu powiesimy ten obraz, a tę notkę...
EPPARZ
Widzę, że również pragniesz przyłączyć się do tworzenia sztuki, ale mam nadzieję, że znasz reguły?
GOŚC
Pewnie, ale może skończysz to przesłuchanie?

EPPARZ stoi jak wryty, słysząc tekst zazwyczaj mówiony przez MARIANNĘ. Odwraca się, ale nikogo nie widzi.

EPPARZ
Dobra... a mogę chociażby imię poznać?
GOŚĆ
Wybacz moje niedbalstwo, Spinne jestem.
EPPARZ
Miło.

EPPARZ przygląda się SPINNEMU przez chwilę, po czym wychodzi na korytarz. Zauważa HAUSMANNA po drugiej stronie korytarza i idzie do niego.

HAUSMANN
No i co?
EPPARZ
Nic, jakiś nawiedzony artysta. Nazywa się Spinne.
HAUSMANN
O tej godzinie trudno oczekiwać, by ktoś jednak podawał swoje imię.
EPPARZ
Mam sprawdzać, czy w księdze na recepcji ktoś taki tu przyszedł?
HAUSMANN
Nie trzeba, dopóki nic nie robi, nie ma potrzeby legitymowania, poza tym, każdy dostaje stosowną plakietkę z danymi osobowymi, a jeśli nie, to numerek.
EPPARZ
Faktycznie...

Nagle rozmowę przerywa huk z sali, w której znajduje się SPINNE. Okazuje się, że to głośne trzaśnięcie drzwiami, jak na porę nieco nietaktowne. Wbiega do następnej sali i zamyka drzwi podobnież głośno.

HAUSMANN
Ej, to serio dziwne.
EPPARZ
Pójdę sprawdzić, zrób obchód na dole, najwyżej dołączę.

EPPARZ wchodzi do sali pozostawionej przez SPINNA, w której widzi jego prace rozstawione w szyku wołającym o pomstę do nieba. Ponadto zauważa, że nazwa sali, a jej zawartość nieco różni się tematycznie.

EPPARZ
No nie, to się nadaje do przeniesienia w inne miejsce.

Wychodzi na korytarz i idzie na schody.

Chłopaki, jest robota, trzeba przenieść parę klamotów w inne miejsce!
GŁOS Z DOŁU
Się robi!

Zamaszystym krokiem EPPARZ kieruje się do sali, do której właśnie wszedł SPINNE.

EPPARZ
Zauważyłem, że nazwa sali i to, co w niej rozstawiłeś nie ma ze sobą związku...
SPINNE
Jak to? Przecież projekt dotyczy wyspy.
EPPARZ
Ja widzę, że raczej odnosi się do genezy jej nazwy, raczej tej świętej, co to jej imieniem tę wyspę nazwano.
SPINNE
No! A jest jakaś różnica?
EPPARZ
Trochę tak... Kazałem chłopakom przenieść wszystko do właściwego pomieszczenia.
SPINNE
Jak to?!
EPPARZ
No ale po co te krzyki...

SPINNE wybiega na korytarz w stronę sali, przy której kilka osób wynosi rzeczy, przenosząc je na inną kondygnację.

SPINNE
Chcę rozmawiać z osobą, która zarządza tym przeniesieniem.

SPINNOWI nie odpowiada nic, prócz milczenia. Podchodzi EPPARZ.

EPPARZ
Wiesz, w zasadzie oni nie mówią, tylko wykonują zlecenia zarządu. Takie sługusy. Od zawsze nazywamy ich MW, nie wiem, od czego ten skrót.
SPINNE
Ale zaraz, dlaczego to przeniesienie następuje? Żądam stosownych wyjaśnień!
EPPARZ
Już mówiłem, tematyka a nazwa to dwie różne rzeczy, spokojnie... Wszystko znajdzie się w nowym miejscu.
SPINNE
Hoho, zobaczymy. Idę na ciebie naskarżyć.

To mówiąc, udaje się w kierunku schodów, przechodząc wokół przenoszących. EPPARZ siada na krześle przeznaczonym dla stróża i rozmyśla.

EPPARZ
Takie rzeczy chwilę po awansie...

Przygląda się chwilę przenosinom, po czym wstaje i idzie w stronę gabinetów zarządu. Nagle słychać kłótnię.

BREIT
Nie, nie, nie, nie mam teraz czasu, proszę wyjść.
SPINNE
Ale to nie może zostać tak zostawione!
BREIT
Oddzwonimy do pana.
KATZE
Widzisz, z takim podejściem to się za chCenzura2a nie nadajesz...
BREIT
Wyjdź, nie mam ochoty z Tobą rozmawiać.
KATZE
Nigdzie się nie wybieram, oczekuję wyjaśnień.
SPINNE
I ja też!
BREIT
A idźcie wszyscy w cholerę!

BREIT sięga po bloczek mandatowy, jednak EPPARZ chwyta go za ramię.

EPPARZ
Możecie mi powiedzieć, co się tu dzieje?
BREIT
A kim ty jesteś, żebym musiał się jeszcze tłumaczyć?

BREIT uśmiecha się krzywo.

SPINNE
Nie ruszę się stąd, dopóki ktoś nie zajmie się moim problemem z tą oto impertynencją na ludzkich nogach.
KATZE
To uosobienie było kijowe.
EPPARZ
Na jakiej podstawie tak uważasz?
BREIT
Trójkąta. Rozejść się. Katze, wylatujesz i żebym cię tu więcej nie widział.

Wyciąga bloczek i wypisuje KATZOWI mandat na przebywanie w zamku, po czym wręcza mu go i wyprasza z gabinetu. Przejmuje go służba porządkowa i odprowadza siłą do wyjścia.

KATZE
Ja ci tego nie popuszczę, pójdę z tym do sali obrad!
BREIT
Jasne, powodzenia.

Zdenerwowany rzuca bloczek za siebie, obraca się na pięcie i trzaska drzwiami, zostawiając zdezorientowanego SPINNEGO i milczącego EPPARZA.

SPINNE
Skandal, tak gości traktować...
EPPARZ
Dział zażaleń piętro wyżej.
SPINNE
Dzięki, udam się tam.

Biegnie w przeciwną stronę, znikając na zakręcie.


AKT II


scena pierwsza


Sala obrad, jakiś czas przed Wielkanocą.


VOGEL
Ja mam dowód, że Plusch to kretyn!

Ludzie siedzący przy ławach patrzą na VOGLA jak na idiotę.

No co? Zobaczcie na to!

Wyciąga z teczki kartkę, na której ewidentnie ręka Pluscha skreśliła kilka zdań.

Żaden nie podejdzie i nie przeczyta?!
RACHE
Jak lubicie się kłócić na poważnie...
WARTZ
Ja mogę, pokaż.

WARTZ wstaje ze swojego miejsca i podchodzi do VOGLA, biorąc list do ręki.

„Droga Fahrelio!
Na początku tego listu pragnę Cię pozdrowić w imieniu Naszego Przyjaciela Vogla (w międzyczasie przywróconego do łask przez Ahiana, zbanowanego i tak w

kółko).

Generalnie w Naanspegardzie bardzo fajnie, Vogel amerykanizuje, jakieś dziwne telefony dzwonią, Breit zachowuje się jak dzieciak, w telewizji nudne

seriale, czasem rozgrywki sportowe... Ludzi trzy razy więcej, niż wtedy, a i tak porządku pilnuje jedna osoba. Mimo tej zajebistej fajności wydaje się nam,

że jeszcze fajniej byłoby z Tobą. Jedna uwaga na koniec:

WRACAJ TU DO JASNEJ CHOLERY, BO NIE WYTRZYMUJEMY PSYCHICZNIE!
Amen, z pozdrowieniami,
von Plusch”.
VOGEL
Co państwo na to?
WARTZ
A jaka jest gwarancja, że to nie twoja robota, Vogel?

Udaje się na swoje miejsce.

VOGEL
Jak to jaka? Ewidentnie widać, czyja ręka pisała takie herezje!
ERDEPODEST
Na twoim miejscu siedziałbym na dupie i się nie wychylał, misiu.
PLUSCH
Co?
ERDEPODEST
To do Vogla było.
PLUSCH
A, sorry, przyzwyczajenie.
VOGEL
Czyli co, samo się napisało?
PLUSCH
Uwierz, wiele osób chciałoby mnie w coś wrobić.
VOGEL
A to już wina wrogów, skoro się w zgodzie żyć nie umie.
DIMITRI
W zasadzie...
PLUSCH
Osnowa siedzi w Berlinie.
DIMITRI
...krzyczenie o tym, jacy nie fair są wrogowie już się nudne robi.
JEDEN Z DYREKTORÓW
No to niniejszym Vogel dostaje mandacik. Amen.
BREIT
Zaraz ty dostaniesz mandat.
JEDEN Z DYREKTORÓW
Uważaj, bo miecz wisi nad tobią nisko, niziutko...
BREIT
Weźcie go wyprowadźcie, czy coś, niech ochłonie.
LINGA
Nie mogę się powstrzymać... PojCenzura2ło.
VOGEL
To i tak Pluschem kipi i tego się tak zostawić nie da, to są twarde dowody, a nie jakieś dyrdymały, jakbym wcześniej tego szukał...
EPPARZ
A jak to znalazłeś?
VOGEL
Był w gazecie, w której napisano taki fajny artykuł o Mołdawii, na trzeciej stronie.
ERDEPODEST
Nie wierzę w jego autentyczność.
BREIT
I na tym skończmy.

Wszyscy, z wyjątkiem zaaferowanego VOGLA udają się do wyjścia, z racji pory podwieczorku w kawiarni na drugim końcu miasta. Po chwili zostaje sam na środku sali, chowając twarz w dłoniach.


scena druga


Po raz kolejny sala obrad. Obecnych zdecydowanie mniej niż zwykle. TEUFEL wymieniony niżej nie jest TEUFLEM z poprzedniego aktu.


BREIT
...uroczyście informuję, że naddyrektorem zostaje Ahian.

Ogłoszenie nie wzbudza większej reakcji zebranych, jedna osoba wstaje i wychodzi, druga gra na telefonie w Snake'a, a kto inny huśta się na krześle.

AHIAN
Dziękuję, dziękuję. Przede wszystkim nie widzę sensu w funkcji kierownika. Niby dyrektor, ale nie, trochę coś nie teges. Po co nam oni, skoro można lepszych wybrać i dać im możliwość spełnienia się na fotelu dyrektorskim? Sytuacja stanie się klarowna i wszystkim będzie się żyło lepiej. Proponuję głosowanie. Oczywiście, za.
NOMINA
Od niechcenia... Co mi tam, podniosę rękę w górę.
WEHE
Zgodzę się.
RACHE
Mhm.
VOGEL
A ja się nie zgodzę, przez to zdolni stracą robotę. Poza tym, co ma znaczyć „lepszych wybrać”? Albo wszystkich awansować, albo nie.
BREIT
Podbijam.
GRAF
Z radością stwierdzam, iż nareszcie coś się tu dzieje. W stu procentach za.
KATZE
Kierownicy to taka współczesna forma niewolnictwa, którą zaproponował nam Breit, lepiej to zakopać.
HAUSMANN
Perfekcyjny pomysł.
TEUFEL
Ahian, mój człowiek.
WARTZ
Dyrektorzy mają mieć robotę, kropka.
NOMINA
Gdyby nie kierownicy, to może mieliby co robić...
VOGEL
Taa, tylko kto by porządku pilnował, gdyby nie kierownicy? Epparz i Hausmann przykładają się do roboty, a nie mogą zostać dyrektorami, bo to z zasadami się nie zgadza. Zamiast się cieszyć, że są ludzie do roboty, to marudzisz...
AHIAN
Nie wiem, czy ze słuchem wszystko wporzo, ale powiedziałem, że co lepszych na dyrektorów dać. Niby to samo, a możliwości większe.
EPPARZ
A zasady o doświadczeniu życiowym?
LANROFF
Czy kierownicy są nam teraz potrzebni? Najlepiej sprawujących się na dyrektorów, zamknąć to w cholerę i tyle. Chyba, że dalej chcemy utrzymywać sytuację, w której kierownicy to ludzkie boty, do odwalania brudnej roboty, inaczej „tania siła robocza”. Do tego trzeba zasady zmienić, liberalizmu wpuścić i zmniejszyć tę pieprzoną biurokrację...
GRAF
Spychamy robotę na innych.
RACHE
Właśnie, to jest jedna wielka pomyłka. Nie ma zasad, wszystko opiera się na prowizorce, że jak ktoś się sprawdzi, to dostąpi awansu. Wykorzystuje się tu pracowitość kierowników dość instrumentalnie, no bo w końcu skoro on ma chęci, to dostanie prezencik, a dyrektorzy mają mniej roboty.
KATZE
Jak się nie stosuje zasady administrowanie nie jest wielką grą, to dziwić się, że uważają się za elitę, ośmieszając się przy tym ile wlezie. Nie mówię o wszystkich, w każdym razie kierownik to niewolnik.

AHIAN wstaje, nie zważając na rozwijającą się dyskusję.

AHIAN
Więc zgodnie z decyzją podjętą przez głosowanie funkcję kierownika uznaje się za niebyłą. Kierownicy wracają do funkcji porządkowego, Linga dostaje awans, a reszta, jak spełni zasady, to może wejdzie do zarządu. Tyle w temacie.
EPPARZ
Świetnie.

Epparz wychodzi.

DIMITRI
A ja się wstrzymam od głosu, to, że wykreowaliśmy sobie ludzi do brudnej roboty, jak mówili przedmówcy, prawda, to, że dyrektorzy nic nie robią poza siedzeniem w swoich gabinetach i utrzymywaniem życia towarzyskiego, też prawda, ale jestem zdania, że jakaś równowaga powinna być, oczywiście z zarządem egzekwującym zasady ustalone od czasów Fahrelii... Zamek rozwija się w sposób naturalny, nie trzeba angażować się aż tak bardzo, by utrzymać jego poziom atrakcyjności, jednak kierownicy są wprowadzani stopniowo do tego kanonu zasad, a potem dostają większy udział w decydowaniu o sprawach ważnych dla zamku i jego mieszkańców, w tym wypadku, gdy ich działania nie powodują zbędnego zamieszania... Może to rewolucyjne stwierdzenie, ale jestem otwarty na wszelką krytykę. Bluzgi też.
VOGEL
Pozamiatane, już nikt cię nie słucha, Dimitri.
AHIAN
A, zapomniałbym, Vogel również dostaje awans.
KATZE
Bez głosowania?
WARTZ
A może...
HAUSMANN
Już ty daruj sobie pomysły wymiany „władzy”...
VOGEL
Idę za nim, bo musimy pogadać.

VOGEL wychodzi.

NOMINA
Ja chyba pójdę coś zjeść, bo zgłodniałam.
AHIAN
Przecież Epparz to cipa.

BREIT powoli wstaje i idzie w kierunku swojego gabinetu.

RACHE
Sprawcy tej całej szopki powinni zostać należycie rozliczeni.
WARTZ
A wszyscy i tak dostaną...
RACHE
...figę.
NOMINA
Z makiem?
KATZE
Ech... ta tylko o jedzeniu...


scena trzecia


Piwnica zamku, wystrój podobny, jak w I/1.


Wchodzi EPPARZ.

EPPARZ
I co dalej?
TEUFEL
Ściągamy kogo się da.
PLUSCH
Pieniactwo, cenzura... coś jeszcze?

Wchodzą KATZ i RACHE.

RACHE
Taram.
EPPARZ
Dlaczego rysunek penisa wisi na ścianie?
TEUFEL
Bo to opozycja.
PLUSCH
I chCenzura2j.

TEUFEL uśmiecha się.

EPPARZ
Okrzyk bojowy?
RACHE
I chCenzura2j. Hmm...
EPPARZ
Breit się skapnął.
KATZE
Nie.
PLUSCH
Teufel, zapis rozmowy masz?
RACHE
Ktoś puścił farbę, nie skapnął się...
TEUFEL
SKapnął się, nikt nie puścił farby.
EPPARZ
Albo ktoś ma moce sprawdzania, co się tu dzieje.
KATZE
Nawet jeśli, co z tego? Jemu już od dawna się pod pipą pali...
RACHE
Masz coś jeszcze?
PLUSCH
No szukam, na razie tylko to... Ej, może wyzysk kierowników?
KATZE
Nadużycia, przecież mnie chamsko potraktował.
RACHE
Stawianie się ponad mieszkańcami dodaj. Właśnie, co z Szyną?
KATZE
Szyna ma pojęcie o sprawie.
PLUSCH
Wie, gadaliśmy z nim.
EPPARZ
Plusch, masz?
PLUSCH
Wymyślaj. Może jeszcze nieliczenie się z głosami innych osób.
RACHE
Ale u nas?
KATZE
Co u nas?
RACHE
No temat na tablicę główną?
TEUFEL
I tu i tu jednocześnie.
EPPARZ
Gdzie tu? I co we wstępie?
TEUFEL
No tu i tam, poza Naanspegardem, na zewnątrz też.
EPPARZ
Ach, obustronnie...
RACHE
Poza tym, moje sprawdzenie też trzeba zawzreć.
PLUSCH
Nie wiem, napisz, że sytuacja stała się taka, że zgłaszasz temat żeby przekonać się, czy Breit ma jeszcze zaufanie mieszkańców, czy coś takiego.
RACHE
Rozpuszcza plotki, że jestem Voglem, wyobrażacie sobie?
PLUSCH
Daubster się obrazi.

RACHE się śmieje.

RACHE
Nie śmiej się z Katza, co?
PLUSCH
O Kwadracie też były ploty, że jest Voglem, ale to nie jest chyba niczyja podszywka...
EPPARZ
Wyślij mi to całe, taniej wyjdzie. Tekst, w sensie.
PLUSCH
No to masz, zaraz będzie.
TEUFEL
Ostatnia oaza spokoju...
EPPARZ
Okej, mam, dać to na tablicę?
RACHE
Tak.
EPPARZ
Podpisać się?
PLUSCH
Jeszcze zawrzyj tam info o głosowaniu.
TEUFEL
Koniecznie.
PLUSCH
No i nie ma Osnowy...
EPPARZ
To idę...
TEUFEL
Nie, czekaj, wywalił moją, czekaj...
RACHE
Od wywalenia teraz burza jest.
PLUSCH
Ja pierdolę...
EPPARZ
Mam iść?
TEUFEL
Dopisz wątek z Katzem, to też ważne.
KATZE
Kto oprócz nas jest jeszcze pewny?
RACHE
Dimitri przeciw, Vogel, ech, chCenzura2j go wie... Nomina – nie wiem sam...
TEUFEL
Ahian jest niegłosowalny, raczej.
RACHE
A Hausmann jest pewny?
TEUFEL
Idź i chuj.
EPPARZ
Idę.

EPPARZ wychodzi ze świeżą kartką papieru, wydrukowaną na atramentowej drukarce.

PLUSCH
To pozostaje jeszcze dyskusja...
TEUFEL
Po Szynę!
PLUSCH
Ma ktoś telefon?
TEUFEL
A nie miałeś?

RACHE wyciąga telefon i dzwoni do EPPARZA.

RACHE
Epparz, nie bulwersuj się, bo nawet jeżeli odejdzie, to i tak będziesz pamiętany przez pozostałych jako zagrożenie...
EPPARZ (w słuchawce)
Królestwo za... królestwo.

RACHE odkłada słuchawkę.

TEUFEL
Aż się chce pójść do niego do gabinetu i powiedzieć „zygu, zygu, zygu”...
RACHE
Teufel, powstrzymaj się, to ma być na chłodno. Gilotyny się nie podgrzewa przed ucięciem łba.
TEUFEL
Ale płonąca gilotyna jest efektowna bardziej.
EPPARZ
Jest na górze?
RACHE
Nie widzę...
PLUSCH
Jest już.

Wchodzi WARTZ.

WARTZ
Ja was ostrzegałem, że Epparz będzie chciał rewolucję zrobić, można było mandacik na czas wystawić...
PLUSCH
Wyjdź.

TEUFEL wyprowadza WARTZA.

PLUSCH
Chcecie numer do Breita?
RACHE
Możesz dać, co prawda nie skorzystam, ale...
TEUFEL
Macie mój.

Obydwaj PLUSCH i TEUFEL podają numery – ten pierwszy Breita, ten drugi swój.

EPPARZ
O, mój zaczyna się podobnie.
KATZE
Mój ma końcówkę inną.
PLUSCH
Mój też.
KATZE
Taką?
PLUSCH
No ja mam inną...
TEUFEL
Okej, teraz proszę numery kart kredytowych.
KATZE
Z PIN-em?

Wszyscy się śmieją.


scena czwarta


Sala obrad. Podczas gdy wszyscy ucinają sobie drzemki między dyskusjami, wieszający kartki grają w makao do znudzenia, pozostali zajmują się sobą i swoimi problemami, do pomieszczenia wchodzi EPPARZ, trzymając pod ręką kartkę wydrukowaną w poprzedniej scenie. Beznamiętnie podchodzi do tablicy, obracając się, czy ktokolwiek zauważył jego obecność. Kilka osób podniosło głowy, a reszta nie zwróciła uwagi na bezceremonialne wejście EPPARZA. Dodając sobie otuchy w myślach, staje na drabinie i wiesza kartkę na tablicy, po czym szybkim i cichym krokiem udaje się do wyjścia.

BREIT po chwili rozmów z AHIANEM zauważa nową kartkę.

BREIT
Kto to tu powiesił?

Milczenie. BREIT podchodzi do tablicy i osobiście zdejmuje kartkę, wrzucając ją do kosza. W tym samym momencie do sali wkracza SZYNA w asyście dwóch jegomościów, ubranych podobnie do pracowników BOR-u.

SZYNA
Kartka na tablicę wrócić musi. Jej zawieszenie odczytuje się jako próbę dyskusji nad problemami zamku i nie godzi się z polityką Naanspegardu w sprawach mediacji z zewnątrz ściąganie jej. Skoro już o niej mowa, a tu jestem, proszę zebranych o wypowiedzenie się w sposób spokojny i rzeczowy. Przypominam również, że to nie jest konkurs popularności, więc głosowanie skreślam, zostawiając jedynie dyskusję. Warto też, by wszystkie powody zostały poparte jakimiś dowodami. No, tyle z mojej strony, bądźcie grzeczni.

To mówiąc, wychodzi, zostawiając BREITA w osłupieniu. Za chwilę do sali zaczynają wchodzić ludzie, przebywający w niej budzą się momentalnie, podchodzą do tablicy i czytają nowy temat dyskusji. Panuje gwar, w którym BREIT mówi jakby do siebie...

BREIT
Nie będę tego komentował.

...po czym siada na swoim miejscu.

ERDEPODEST
Wyzysk kierowników? O co z tym chodzi? Przecież z liczby zgłoszeń jasno wynika, że pomysł został przyjęty z entuzjazmem.
TEUFEL
Co nie zmienia faktu, że to nadal muły robocze bez szansy na karierę. Chyba nie tędy droga? I ja się pytam, gdzie są spisane wszystkie zasady, bo tworzenie własnych, absurdalnych i rzekomo „niepisanych” to bujda na resorach...
KATZE
Hah, próba zamiecenia sprawy pod dywan dobitnie pokazuje, że ktoś tu traci kontakt z rzeczywistością... Może nie napisano tego błyskotliwie, ale komentarz padł dość ważny. Chyba automatycznie powinno się bronić przed zarzutami, odpierając je w sposób merytoryczny, a nie wrzucać sobie kartkę do śmieci, jakby to była poranna gazeta. Sorry, Breit, ale w twoich poczynaniach widzę pogardę wobec większości mieszkańców zamku. Chyba czas się nad sobą zastanowić?
WARTZ
A ja ostrzegałem, że dojdzie do rewolucji... Komu kibicować? Naczelnemu cenzorowi Breitowi, czy rewolucjoniście Epparzowi? Sam nie wiem. Legenda Naanspegardu odwala takie coś... Phila naddyrektorem mianować i po kłopocie, a Breit niech się nad sobą zastanowi.
HAUSMANN
Nigdy! Phil na pewno nie, bo to cień Breita.
RACHE
Podbijam, na pewno nie będzie autonomiczny względem niego. Nie nadużywał wprawdzie swoich uprawnień dyrektorskich, ale nigdy nie zwrócił uwagi Breitowi na jego nietaktowne zachowanie. Ponadto rozpuszcza się plotki, jakobym był Voglem i proszę o zamieszczenie wyników sprawdzenia z portierni.
HAUSMANN
Voglowi średnio wychodzi udawanie kogoś... Spinne chociażby?
PLUSCH
Proszę, wyniki sprawdzenia.

Wiesza kartkę pod tą przywieszoną przez EPPARZA.

WEHE
Nie wiem, co sądzisz o rozwieszaniu numerków, które są niejako danymi osobowymi osób przebywających na zamku...
KATZE
No to cenzura, co za problem...

Bierze czerwony długopis i zamalowuje niektóre z numerów.

Podoba się?
WEHE
Owszem.
VOGEL
Ale wy się czepiacie, a są poważniejsze problemy, choćby z superaktywnym Rotem... Najpierw taki Hausmann i Epparz pozbawiają się praw, tracą robotę, a potem narzekają. Sam Breit się wycofuje, naprawdę tego nie widzicie? Czy są potrzebne jakieś sądy nad nim?
DIMITRI
Zabawa w rewolucję jest fajna, kiedy lud zgadza się ze sobą. Prosiłbym również szanowną koterię z Teuflem na czele o stonowanie wypowiedzi i powstrzymanie się od komentarzy, bo co jak co, Breit trochę tu siedzi i wie, co robi. Wyzysk kierowników? Absurd, nikt nie dawał im żadnych, powtarzam, żadnych obietnic.
NOMINA
Niech rewolucja trwa, Breit się wycofał, podbijam.
PHIL
Pobawię się w adwokata. Epparz, przekręcasz rzeczywistość mówiąc, że tu się blokuje możliwość otwartego wypowiadania się, Breit mówił Teuflowi, za co wyrzucił jego kartkę z tablicy. Odnośnie nadużyć, cóż, taki fragment mówi, że każdą decyzję dyrektor ma prawo rozsądzić w sposób ostateczny i nieodwoływalny. Breit ma autorytet, który pozwala mu mieć ostateczne zdanie, nie będę po Dimitrim powtarzał zarzutów, co do wyzysku... Utrzymywanie porządku otrzymuje się przez stawianie się nad społecznością. Już nie mówię, że Breit jest właścicielem kawiarenki i to on dyktuje zasady, mówiąc, kto może się wypowiadać, a kto nie. Ceny kawy drastycznie rosną, pewnie to też jego problem.
TEUFEL
Było mu cennik podsunąć, nie jest tu cztery lata i ma prawo nie wiedzieć, jakie są ceny.
PHIL
Poza tym, największym jak na razie błędem Breita było wpuszczenie tu ludzi o radykalnych poglądach. Przeskrobałeś sobie, Breit, na własne życzenie...

Śmieje się pod nosem, BREIT uśmiecha się lekko.

TEUFEL
Było mówione, że jest źle.
BREIT
To sobie na przyszłość nie będę innych głupich obowiązków na głowę zwalał.
TEUFEL
Jeśli zegarek nie działa, to się kupuje nowy.
DIMITRI
Lepszego zegarka sobie nie znajdziecie.
TEUFEL
Fakt, że kartka zawisnęła i to nie jest wybryk byle gówniarza świadczy o tym, że coś niewątpliwie jest nie tak i już weź skończ pieprzyć.
VOGEL
Wybacz, stary, ale zacytuję Klasyka i powiem, że trochę się za bardzo pierCenzura2lisz, no i pierCenzura2lisz.
DIMITRI
Może i tak, ale daleko mi do poziomu Rachego...
LINGA
Bla, bla, bla, zaufanie straciłam. Ale z nim się nie da pogadać, bo kawiarenka to przecież własność Breita, a sala obrad to nieodpowiednie miejsce do rzekomego wywalania brudów.
JERVIS
Mogę powiedzieć z autopsji, że jeśli się z Breitem nie zgodzisz, to ci odpowie wymijająco. Ostatnie wydarzenia podkopały jego opinię.
GRAF
Co go zresztą dyskredytuje.
BREIT
To słuchajcie, taki pomysł. Skoro silna ręka, pamiętająca jeszcze czasy Fahrelii się znudziła, to ciągnijmy losy i porozdawajmy funkcje byle komu, będzie śmiesznie.
PHIL
Popieram, burdel i tak większy, niż zwykle.

AHIAN, po krótkim niekontaktowaniu, wraca na ziemię.

AHIAN
Ktoś mówił o rozdawaniu funkcji? Plusch na dyrektora, rzekłem.
BREIT
To ja za Wartzem pójdę. Phil, awans naddyrektorski.
PHIL
I Rache jeszcze naddyrektorem, bo musi być równowaga, nie? Parytety... to Nominę jeszcze na dyrektora.
VOGEL
A ja? A ja?
BREIT
No to masz – naddyrektor.
RACHE
Korzystając z okazji, skoro już się tak żałośnie bawicie, Ilion zostaje dyrektorem.
BREIT
No to nic tu po nas, rezygnujemy z dodatków dyrektorskich.
PHIL
Tak.
RACHE
Ja się na Pluscha nie zgadzam, odbieram.
LINGA
Z jakiej racji?
RACHE
Bo się nie nadaje i jeszcze nie czas...
LINGA
Gówno prawda. Żądam powtórzenia głosowania.
RACHE
No dobra...
VOGEL
Się porobiło... Ale Plusch rzeczywiście się nie nadaje.
LINGA
Nie do ciebie mówiłam.

RACHE rozmawia z kimś na boku, po czym wraca do rozmowy.

RACHE
Słuchajcie, Vogel nie może być naddyrektorem, bo to robi niepotrzebny bałagan...
LINGA
Wreszcie mówisz z sensem.
VOGEL
Nie kłam, Rache. Wypowiedzi innych nie są konstruktywne, bo się nie nadaję z powodu tego, że się nie nadaję... Dość już tej szopki.
RACHE
To może podejdź do tego jakoś bardziej poważnie? Są głosy wyrażające obawy przed twoim naddyrektorstwem tutaj.
DIMITRI
To dajcie mu szansę.
ILION
To ja się z Pluschem nie zgodzę i podbijam pana wyżej.
ZIMT
To chociaż na jego wkład w rozwój zamku popatrzcie...
GRAF i WARTZ (chórem)
Ile razy trzeba ci tłumaczyć, że naddyrektor to nie nagroda za dobre sprawowanie?
NOMINA
Różne rzeczy rzutują na jego karierę tutaj. Stanowcze nie.
DAUBSTER
Dyrektorem może być. Naddyrektorem, przynajmniej na razie, nie.
WARTZ
Dość wojenek.
TEUFEL
On się po prostu nie nadaje, bo się nie nadaje. Czy brzmi to dziwnie?
PLUSCH
Jak na osobę, która kategoryzuje sobie ludzi na wrogów i przyjaciół, jestem zdania, że to był dość duży błąd z awansem...
ERDEPODEST
Bo to nie jest nagroda za liczne wyróżnienia, tylko przywilej dla nielicznych.
TEUFEL
Monarchii mówimy stanowcze „nie”.
VOGEL
Nie!
ERDEPODEST
No, widzisz, nawet sam się z nami zgadzasz.
VOGEL
Aaa, chCenzuraj, jadę do Ameryki.

VOGEL wychodzi.

PLUSCH
Moim zdaniem, funkcja naddyrektora wiąże się nierozerwalnie z byciem dyrektorem. Weto, nie można pozbawiać się przywileju dyrektora, będąc tylko naddyrektorem.
BREIT
To co za problem... Przywracam nam uprawnienia z woli tego, co lud mówi.
LINGA
Z tego, co widzę, to oni was tu nie chcą.
BREIT
To, że ty nie chcesz, nie znaczy, że inni chcą.

Razem z PHILEM śmieją się szyderczo. Do sali ponownie wchodzi SZYNA z obstawą taką, jak poprzednio.

SZYNA
No, panowie, dość tego, jednoznacznie dyskusja wykazała, że wasz czas tutaj minął. Odbieram wam niniejszym kompetencje do zarządzania obiektem. Pójdziecie z nami.
PHIL
Ale co z dziennikiem patrolowania? Przecież trzeba...

Panowie w garniturach zabierają BREITA i PHILA.

RACHE
Spokojnie, zajmiemy się tym.


scena piąta


Gabinet RACHEGO. W sali obrad znajdują się drabiny, kubły z farbą i inne rzeczy przydatne przy generalnym remoncie, celem powiększenia wąskiego pomieszczenia, dlatego na czas robót przeniesiono się na piętro zarządu.

Na drzwiach gabinetu wisi przekreślona wizytówka z napisem B. HORIZON, nieco trącona wiekiem, a pod nią nowa, dopiero co wykonana J. RACHE. Wnętrze gabinetu jest nieco zmienione – mahoniowe biurko wylądowało pod oknem, celem zwiększenia tymczasowo miejsca (normalnie Rache urzęduje w gabinecie LANROFFA), a regały z segregatorami zostały wystawione na korytarz, celem przeniesienia do archiwum. Krzesła dostawiono z sali obrad, ustawione w rzędy z możliwością przejścia do drzwi wyjściowych.

Rozgniewany PLUSCH ciska teczką przed siebie i mówi, stojąc przed zebranymi.


PLUSCH
Nie godzi się na takie zachowanie!
RACHE
Ochłoń...
PLUSCH
Żeby pod osłoną nocy wydawać takie decyzje? Przecież to śmieszne! Niby po konsultacji z innymi, a z tego co wiem, tylko ze mną i z Wehe[11] rozmawiałeś na temat tego awansu i był mój sprzeciw. Bo co, nie mogłeś się z innymi skontaktować? No pewnie, w kawiarence przecież nikogo nie było, skądże. Pytam więc – po cholerę zmiany zasad, skoro są notorycznie omijane?
RACHE
Nie byłeś przeciw, decyzja nie zapadła w jeden dzień, a inni kandydaci się nie nadają, co chyba zdążyłeś zauważyć. System nadawania godności dyrektorskiej jest niesprawny i jemu też przyda się remont, co zadecydowało o takim rozstrzygnięciu tej sprawy. Nie mam ci nic więcej do powiedzenia.
PLUSCH
Tylko po co Jervisowi stołek? Do kontrolowania prac na terenie zamku? Porządkowi robią to bez dodatkowych tytułów przed nazwiskiem. W takim razie, skoro już się bawimy w omijanie prawa, to żeby być ścisłym, dyrektorem powinien zostać teraz Vogel.
VOGEL
Właśnie, skoro tak...
SCHADEL
I właśnie to jest jeden z powodów, dla których na zamku od roku bywam sporadycznie. Prawo pisane zamienia się w ciągle zmieniane niepisane.
JERVIS
A ja mówiłem, że tak będzie... Przekonywałem, że to zrobi jeszcze większy nieporządek, a ten nie jest nam potrzebny po zajściach sprzed miesiąca. Zdaję się na rozsądek Rachego.
RACHE
No to dostajesz okres próbny.
PLUSCH
Właśnie widać, jak kandydat się zgodził na takie warunki.

Słychać pukanie do drzwi.

RACHE
Proszę!

Wchodzi LISTONOSZ.

LISTONOSZ
Polecony do zarządu.
RACHE
Ja odbiorę.

RACHE podchodzi do LISTONOSZA, podpisuje przyjęcie przesyłki i wraca na swoje miejsce. LISTONOSZ wychodzi, drzwi za nim zamyka VOGEL.

RACHE
Może przeczytam...

Otwiera list.

Tak, jak się spodziewałem. Phil...
PLUSCH
Czytaj.
RACHE
„Na ręce Naddyrektora Johanna Rachego.
Nadgraniczne rejony Naanspegardu, 2 lipca.
Dlaczego stawiasz się ponad prawem i jak stawia Cię to w obliczu zasad, jakie chciałeś wprowadzić w kwestiach zarządzania zamkiem? Czemu zdanie wszystkich jest notorycznie lekceważone? Wreszcie – człowieku, czyś Ty niepoważny? Co z tego, że o tym wiedział Plusch i wiedziałeś Ty, skoro nikt inny nie wiedział? Czy tak zachowuje się człowiek uczciwy, mówiący bez ogródek, do wszystkich, mając pełną świadomość, że knowania za plecami to zło wcielone? Nie, tak się nie robi.
Skoro zadałem już tyle pytań, przejdźmy do postulatów. Żądam głosowania w sprawie Jervisa i żądam, by decyzje były przedstawiane bezpośrednio w sali obrad, a nie pokątnie w prywatnych pogaduszkach, bo zarząd nie powinien podejmować decyzji w byle kawiarence, tylko na plenarnym zebraniu.
Ponadto gratuluję udanego używania retoryki w wypowiadaniu się, tylko ciekawe, ile osób jeszcze na to naciągniesz. Osobiście żądam również przeprosin wobec mieszkańców zamku, którym kiedyś administrowałem.
Bez zbędnych ceregieli z pozdrowieniami,
Phil”.
PLUSCH
Trafne spostrzeżenia.
RACHE
Bełkot i tyle. Jervis, zachowujesz uprawnienia, okres próbny, jak mówiłem, to w zasadzie tyle, co mam wam do powiedzenia. I co ważne, nie czuj się drugorzędnym dyrektorem, bo decyzja w całej swojej rozciągłości została poparta przez dużą część społeczności.
PLUSCH
Ciekawe, jaką...
VOGEL
A ja w imieniu Dimitriego przekazuję, że znowu stwarzacie sobie problemy i żeby nikt się nie czepiał, zostało przeprowadzone głosowanie.
GRAF
Wreszcie ktoś gada z sensem...
VOGEL
Ale lepiej gadać, że system się nie sprawdza.
RACHE
Bo się nie sprawdza. Możecie opuścić mój gabinet.

RACHE wychodzi na korytarz, udając się do gabinetu LANROFFA, który zajmuje tymczasowo. Za nim wybiega PLUSCH, rzucając wiązankę niezrozumiałych zdań, a reszta powoli zbiera się do wyjścia. VOGEL, wychodząc ostatni, trzaska za sobą drzwiami, w wyniku czego stara, mosiężna wizytówka BREITA spada z hukiem.


AKT III


scena pierwsza


Przedsionek zamku. Portier rozwiązuje krzyżówkę, większego ruchu nie ma, jednak w pewnym momencie drzwi otwierają się. Wraz z ich uchyleniem pojawia się tajemnicza postać, trzymająca torbę podróżną w jednej ręce, a w drugiej walizkę na kółkach. Na głowie ma słomkowy kapelusz, prócz tego na jej nosie znajdują się okulary przeciwsłoneczne w modnym w tym sezonie fasonie, przez które portier nie jest w stanie jednoznacznie stwierdzić, kim jest przybysz.

Portier odkłada krzyżówkę na bok i wstaje z lekką dezorientacją.


PORTIER
Eee, dzień dobry.
DAMA W SŁOMKOWYM KAPELUSZU
Jak dawno mnie tu nie było... Każdy potrzebuje wakacji.
PORTIER
Nomina?
DAMA W SŁOMKOWYM KAPELUSZU
Jaka znów Nomina? Czy ja aż tak bardzo ją przypominam? Czy ja chodzę i głodne kawałki rozpowiadam? Nie mam podwójnej osobowości.
PORTIER
Przepraszam, jeśli uraziłem. Wnioskuję, że była już pani tutaj.
DAMA W SŁOMKOWYM KAPELUSZU
Tak, mieszkałam na parterze, w pobliżu kawiarni, do której szczerze mówiąc nigdy nie chodziłam. Nie lubię kawy.
PORTIER
Rozumiem. Ma tu pani kogoś?
DAMA W SŁOMKOWYM KAPELUSZU
Skoro w kawiarni nie byłam, to jak mam z kimkolwiek utrzymywać kontakty towarzyskie? Zarząd nigdy nie wpadł na wydanie bankietu dla swoich mieszkańców. Nie mówmy o mnie, jestem zmęczona podróżą. Czy mój pokój znajduje się nadal w tym samym miejscu?
PORTIER
Sprawdzę... Proszę podać imię.
DAMA W SŁOMKOWYM KAPELUSZU
Ruf.

PORTIER przegląda księgi.

PORTIER
Tak, pani pokój przeniesiono na drugie piętro, skrzydło wschodnie, obok gabinetów zarządu.
RUF
Dziwne, cóż to za zaszczyt?
PORTIER
Nie wiem, tak decydowali dyrektorzy. Na dole zostały tylko sale reprezentacyjne przeznaczone do zwiedzania i przejście do kawiarni w ogrodzie. Może pomóc z bagażami?
RUF
Chętnie, z lotniska ciężko taksówkę złapać.

PORTIER bierze bagaże RUF i wskazuje na drzwi do holu.

PORTIER
Zapraszam.

Gdy wchodzą do holu, RUF zatrzymuje się.

RUF
Wiele się tu zmieniło, rzeczywiście, czyli to nie były przechwałki Pluscha...
PORTIER
Owszem, a to za sprawą zarządu.
RUF
Cóż to takiego ten zarząd?
PORTIER
Po śmierci Fahrelii, właścicielki tego przybytku spadkobiercy postanowili zrobić z zamku coś na kształt muzeum z dyrektorami na czele. Po pewnym czasie zaczęli przybywać chętni do pracy jako kustosze, z których każdy opiekuje się dobytkiem tworzonym przez wszystkich ludzi w Naanspegardzie.
RUF
Nowatorskie rozwiązanie! Chodźmy.

Idą schodami na górę.

Jedno mnie niepokoi – co tu tak cicho?
PORTIER
Zaraz będzie głośniej, trwa zebranie w gabinecie Rachego.
RUF
Odnośnie?
PORTIER
Jervis, nie wiem, czy pani...
RUF
Mów mi Ruf, nie lubię zbędnego formalizmu.
PORTIER
...Ruf, słyszała... znaczy, słyszałaś, że dostał posadę dyrektora bez głosowania zarządu.
RUF
No to co za problem? Zrobić głosowanie.
PORTIER
Rachemu to powiedz, wszyscy mają pretensje o tę decyzję, ale on tego widać nie rozumie. Chyba go przekonają do tego głosowania.
RUF
Czy to drugie piętro?

Słychać głosy w końcu korytarza.

PORTIER
Taak, na szczęście pani, eee, znaczy, twój pokój jest tuż przy schodach.

Wyciąga klucze z kieszeni i otwiera.

Proszę, wszystko w porządku takim, w jakim zostawiłaś pokój.
RUF
Dziękuję.

Wyciąga portmonetkę i wręcza PORTIEROWI stosowny napiwek.

PORTIER
Gdybyś czegoś...
RUF
Wiem, wiem, zadzwonię. Dzięki.

To mówiąc, wprowadza bagaże do swojego pokoju. Nie rozpakowuje ich jednak; odprowadzając wzrokiem PORTIERA zamyka cicho drzwi i udaje się w stronę wschodniego skrzydła.

Gwar wydaje się coraz głośniejszy. Nie czekając długo, RUF wchodzi do środka. Zalega cisza.

WEHE
Czy możemy kontynuować?
LINGA
O, nowa twarz.
RUF
Jaka tam nowa, już tu kiedyś byłam.
WEHE
Ruf, przyszłaś w nieodpowiednim momencie, to zebranie dyrektorów.
JERVIS
A ja?
WEHE
No dobra, ale w twojej kwestii to zebranie.
PLUSCH
Niech siada, komu to przeszkadza.
WEHE
Więc, skoro decyzja zapadła przed głosowaniem, moim zdaniem przegłosować nie zaszkodzi, żeby tej „drugorzędności” nie było. Osobiście za.
ILION
Za, a co.
RACHE
No i ja też.
PLUSCH
Nadal nie wiem, po co komu przywileje do robienia tego, z czym radzą sobie porządkowi bez posiadania stołka.
LINGA
Nie można było tak od razu?
GRAF
Ja się nie zgadzam. Po cholerę więcej dyrektorów?
DAUBSTER
I jak przegra głosowanie, to co? Nie dostanie awansu, którego dostał?
PLUSCH
Po prostu zostanie przeze mnie zdegradowany.
DAUBSTER
Jak to przez ciebie?
PLUSCH
No awans miałem, Rachego pytaj...
RACHE
Prawda, w obliczu ostatnich wydarzeń...
DAUBSTER
Dość, zrozumiałem.
RACHE
W związku ze zmianami w przeprowadzaniu głosowań jest to ostatnie tego typu głosowanie. Wszystkie kandydatury przed wprowadzeniem zmian od teraz będą wycofywane z miejsca.
DAUBSTER
Nonsens.
PLUSCH
Co nonsens?
DAUBSTER
Głosowanie. Toż to kuriozum.
PLUSCH
Sensu w nonsensie szukasz?


scena druga


Pierwsza część robót związana z salą obrad została wykonana i tymczasowo oddano ją do użytku. Mimo jej otwarcia, w sali znajduje się tylko jedna osoba – PLUSCH, który przedstawia nową sprawę mieszkańcom, którzy są jakby nieobecni.


PLUSCH
Z powodów, których jest wiele i których nie chce mi się wymieniać, kawiarenkę przenosimy do sali telewizyjnej, jednak ze względu na wieloletnich mieszkańców kawiarnia w ogrodzie również pozostanie. Ma ktoś jakieś pytania?

Głucha cisza.

Jeśli jakiekolwiek by były, proszę składać je mi w moim gabinecie.


scena trzecia


Czwarte piętro zamku zwane jest przez bywalców „sądem”. W istocie jedyna sala, która się tam znajduje, dość ciemna z powodu braku podprowadzonej instalacji elektrycznej[12], wygląda zupełnie jak ta z pewnego serialu polskiej telewizji. Nie jest używana zbyt często.

Scena zaczyna się w momencie przejścia pochodu z RACHEM na czele z klatki schodowej do tejże sali. Każda z osób trzyma w ręce świecznik, RACHE, ubrany w togę, wraz z dwoma ławnikami i prokuratorem trzyma teczkę pod ręką. PLUSCH jest prowadzony przez odpowiednik polskiego SW. Za nim idzie obrońca.


RACHE
Świeczniki postawić na stołach, zapalić ten wielki u powały.

Trzy osoby zapalają ogromny świecznik wiszący na suficie, reszta rozstawia swoje na stołach. RACHE wraz z ławnikami udają się na zaplecze. Pozostali siadają na swoich miejscach – PLUSCH na stole po prawej wraz z obrońcą, prokurator przy stole po lewej, reszta na krzesłach przed ławą sędziowską.

Gdy wszyscy znajdują się na swoich miejscach, jeden ze strażników prowadzących PLUSCHA staje na środku sali.

STRAŻNIK
Proszę wstać, Sąd idzie! Rozprawę poprowadzi sędzia naddyrektor Johann Rache.

Wszyscy wstają. Sąd wchodzi na salę ponownie z zaplecza, a STRAŻNIK udaje się na swoje miejsce, tj. po prawej stronie, za ławą oskarżonego.

RACHE
Proszę usiąść.

Wszyscy siadają.

Gdzie stenografista?
STRAŻNIK
Maszyna do pisania zepsuła się, Wysoki Sądzie!
RACHE
Ruf będzie w takim razie notować. Proszę o podejście do stanowiska.

Zdezorientowana RUF podchodzi do stolika dla stenografisty.

Otwieram rozprawę przed Sądem Naanspegardu, będzie rozpatrzona sprawa Pluscha; oskarżony został doprowadzony z aresztu. Oskarżycieli reprezentuje...
PROKURATOR
Prokurator Linga Schmetter.
RACHE
Dziękuję, oskarżonego bronić będzie...
PIERWSZY OBROŃCA
Mecenas Teufel, adwokat z urzędu.
RACHE
Dziękuję. Proszę o odczytanie aktu oskarżenia.
LINGA
Dziękuję, Wysoki Sądzie.
Oskarżam Pluscha o to, że w dniu 19 lipca, podając do wiadomości mieszkańcom zamku decyzję o przenosinach kawiarni zatuszował fakt, że w sali telewizyjnej, do której kawiarnia została przeniesiona, odbywały się potajemne negocjacje w sprawie obalenia dotychczasowego ładu, porządku i zasad panujących na zamku Irzfreendorf.
Ponadto nadmienić trzeba, że niekonsultowana z nikim sprzedaż kawy w miejscu innym, niż do tego przeznaczone, jest naganna społecznie i woła o pomstę do nieba.
Kończąc, wnoszę o najwyższy możliwy wymiar kary w postaci wydalenia z zamku na okres dożywotni. Dziękuję.
RACHE
Dziękuję, oskarżony, proszę wstać.

LINGA siada, PLUSCH wstaje.

Czy oskarżony zrozumiał treść aktu oskarżenia.
PLUSCH
Tak, Wysoki Sądzie... Nie wiem, po co ta cała szopka.
RACHE
Czy oskarżony przyznaje się do winy?
PLUSCH
Nie.
RACHE
To niedobrze. Strony zapoznały się z zapisem rozmów pochodzącym z nagrania monitoringu w sali telewizyjnej?

Strony potakują.

LINGA
W tym miejscu należy przede wszystkim zadać pytania do oskarżonego – co było przyczyną wystawienia mandatu Voglowi oraz co było powodem włamania się do gabinetu Grafa i grzebania w jego osobistych dokumentach?
RACHE
Proszę odpowiedzieć na te pytania.
PLUSCH
Mandat został wystawiony za całokształt twórczości. W mojej opinii w pełni na niego zasługiwał od roku. Panoszenie się pod protekcją Breita swoje zrobiło – daliśmy mu bezkarność, co wykorzystał, a nie zmienił się wcale. Co do włamywania się, to bujda na resorach – klucze do pokoju Katza i gabinetu Grafa mam nie od dziś i doskonale o tym wiedzą, do tego pierwszego zaglądam raz, może dwa razy na ruski rok, a z Grafem natomiast owszem, przyznam, że to był żart idiotyczny i przepraszam.
LINGA
Wysoki Sądzie, chciałabym się wypowiedzieć.
RACHE
Bardzo proszę, pani prokurator.
LINGA
Pierw zapytam, dlaczego na tabliczce na moim stole jest jak byk napisane „prokurator Osnowa”?
RACHE
Eee...
RUF
Skoro nikt tu od poprzednich wakacji nie zaglądał, sali nie przygotował, to co się dziwić.
RACHE
To nie ma związku z naszą sprawą, pani prokurator.
LINGA
Dobrze, przechodzę więc do sedna. Zapisy rozmów, z których wynika jednoznacznie, że Plusch próbował dokonać tu wprowadzenia wszelkimi dostępnymi metodami swoich popleczników do zarządu, celem jego zdominowania i wreszcie zaburzenia jakiejś formy demokracji u nas wypracowanej, znajdują się w aktach tej sprawy nieprzypadkowo, bowiem z nich wynika większość aktu oskarżenia. Dlaczego nie zostało podane do wiadomości mieszkańców zamku to, iż w kawiarni takie rozmowy były prowadzone?
PLUSCH
Doskonale wiadomo, że nikt nie brał tego na poważnie, Wysoki Sądzie, z całym szacunkiem do powagi tego miejsca...
RACHE
Jeśli nie ma pytań, proszę poprosić pierwszego świadka, Hausmanna.
STRAŻNIK
Świadek Hausmann proszony na salę rozpraw!

Zza drzwi wyłania się HAUSMANN.

RACHE
Proszę powiedzieć, co pan wie w tej sprawie. Pouczam, że zgodnie z prawem lokalnym Naanspegardu, krzywoprzysięstwo grozi karą publicznego potępienia, opierdolu i dziesięciu batów na...
LINGA
Wysoki Sądzie, trochę powagi dla tego miejsca, to nie pralnia i rozmowa o gaciach.

Chwilową konsternację przerywa HAUSMANN, zaczynając zeznanie.

HAUSMANN
Ja tylko powiem tyle, że w przypadku konfliktów zwykle siedzę cicho, ale to, co się tu odwala...
LINGA
Powagi, jak mówiłam...
HAUSMANN
Przechodzi ludzkie pojęcie. Towarzystwo Pluscha i jego działania są w najlepszym przypadku godne nagany. Irytuje mnie również ciągłe pokątne zmienianie zasad na własną korzyść bez konsultowania tego z nikim i ewidentnie widać, że naddyrektorski awans postawił Pluscha za wysoko. To tyle.
RUF
Bycie honorowym akurat w tym zamku ostatnio nie ma żadnego znaczenia, widzę.
RACHE
Zatem następny świadek, Dimitri.
DIMITRI
Jestem, Wysoki Sądzie.
RACHE
Proszę podejść do barierki i wypowiedzieć się odnośnie dzisiejszej rozprawy.
DIMITRI
Długo rozprawiać nie trzeba – gówiarzeria się zebrała, by szkodzić projektowi. Owszem, może i Plusch zapieCenzura2ala przy sprawdzaniu porządku w salach i jest uznany w świecie, ale jego przesadny perfekcjonizm i ambicja przerasta jego „skromne” ego. Doprowadzenie do takiej rozpierduchy w celu tak idiotycznym jest pretensjonalne, a tym bardziej pretensjonalne jest pogrążenie się już wcześniej wymienionego Osnowy, który rzekomo siedzi w Berlinie.
DAUBSTER
Dlategoć chyba ja naprawdę stąd w pCenzura2zdu wyjadę...
RACHE
Dobrze, dziękuję, proszę zawołać świadka Epparza.
STRAŻNIK
Świadek Epparz proszony na salę!

Wchodzi EPPARZ, a DIMITRI siada na miejscu przeznaczonym dla świadków, którzy już się wypowiedzieli, obok HAUSMANNA.

EPPARZ
Tak, mam ochotę zeznawać.
RACHE
Bardzo proszę.
EPPARZ
Ja się w twarz uderzony czuję, kiedy widzę to, co się tu dzieje. Zapisy rozmów, które zostały zaprezentowane w sali obrad... Nie, ja nie mogę uwierzyć w to, w tak... debilny program obsadzania stołków kolejnymi członkami piaskownicy. To farsa, nawet Pluscha broni jeden z członków tej frakcji! Winien być nie ubrany w togę, a w pasiak więzienny, a przynajmniej siedzieć jako kolejny oskarżony. Ze swojego miejsca wnoszę, by uwzględnić winę całej grupy, nie tylko samego Pluscha, gdyż jak na pracownika instytucji ponadnarodowej, jaką niewątpliwie jest Uniwersum, zachowanie objawiające się w postaci zwykłego wywalania na zbity pysk mieszkańców jedynie dla zabawy nie idzie w parze.
RUF
Wysoki Sądzie, chcę zeznawać z miejsca.
RACHE
Czy to wszystko, panie Epparz?
EPPARZ
W zasadzie tak.
RACHE
To proszę usiąść, prosimy, panno Ruf.
RUF
Dopiero co człowiek z wakacji wróci i już musi wpadać w wir wojenny... Ja to widzę biegunowo – po jednej stronie ludzie z czystą kartą o nieposzlakowanej opinii, po drugiej zaś paskudy szkalujące wszystkich i wszystko, co dzieje się w Naanspegardzie. Dlaczego Naanspegardzie? Zamek Irzfreendorf na całe państwo oddziałuje i niejako zarząd nim kieruje, dopóki wciąż panuje bezkrólewie. Mówiąc o podziale na bieguny, pragnę powiedzieć, że moje zdanie co do Pluscha uległo zmianie o 180 stopni, to już nie jest ten sam wielki i cny człowiek, który wydawać by się mógł równy bogom. On tych bogów chciał przerosnąć, a wznosząc się coraz wyżej i wyżej wreszcie spadł niczym Ikar i pogruchotał sobie kości. Teraz, na tej sali, zbiera się do kupy, dzielnie znosi wszystkie krytyczne opinie, milczy. Niepodobna, by naszej gościnności nadużywał ktoś tak okropny, okryty hańbą, którego spiski zostały odkryte. Nie wiem, jak bardzo lubisz fizykę, aczkolwiek bacz na to, że zwierciadła najczęściej dają obrazy pozorne, a taki właśnie pozorny obraz ciebie mają niektórzy w pamięci ci, którzy idą za tobą beznamiętnie.
PLUSCH
Jeśli więc twierdzisz, że zrzeczenie się stanowiska naddyrektora to jedyna droga, przemyślę, ale pierw wolałbym rozwiązać to polubownie i może nie w roli kozła ofiarnego, a przy mediacji...
LINGA
Problem w tym, że dopóki stołek jest wygodny i nie wżyna się za bardzo, można na nim siedzieć bezustannie. Powstań z niego, to może uwierzę.

PLUSCH prowokacyjnie wstaje.

RACHE
Oskarżony, proszę usiąść, to była metafora.
PLUSCH
W tym miejscu chciałem oficjalnie przy świadkach zrzec się funkcji naddyrektora. W razie stwierdzenia mej winy deklaruję wyjazd z zamku.

Wchodzi NOMINA.

NOMINA
Ja chciałam tylko powiedzieć, że ja wam w problemach nie pomogę, ale jeśli ktoś chce przeczytać moje dzieła pisane zresztą do obecnego tu Pluscha, to niech zerknie na tablicę korkową przy jego gabinecie. Czy tam, nie jego, w końcu słyszałam, że rzekomo zrezygnował. Na waszym miejscu dałabym mu mandat na wieki wieków amen. Tyle. Znowu wyjeżdżam, nie będzie mnie, więc róbcie, co chcecie.

To mówiąc, wychodzi.

RUF
A ja chciałam dodać, że powinno się dążyć do zrównoważonego prowadzenia tych włości, bo niekoniecznie rządy „za kogokolwiek” są dobre.
RACHE
Jak w takim razie ma się wizja nasyłania na mnie całego Uniwersum, jak to się mówi w zapisie rozmów z dnia poprzedzającego ten, od którego zaczęliśmy?
PLUSCH
Odpowiadam za swoje słowa, nie zaś za słowa Osnowy i mojego adwokata.
LINGA
Który milcząc, wydaje się zgadzać.
RUF
Uznajmy, że nieobecny.
DIMITRI
Ja decyzję podziwiam. Czy Wysoki Sąd ma zamiar udawać się na naradę, skoro sprawa została zakończona samoistnie?
RACHE
Nie. Oskarżony zgodnie z obietnicą zostaje zwolniony od odpowiedzialności z racji posiadanych funkcji na Uniwersum, jednak nakazuje opuszczenie zamku w terminie do dwóch dni od wydania niniejszego wyroku. Wniosek świadka Epparza o uwzględnienie winy wszystkich animatorów destrukcyjnego dzielenia mieszkańców na zwalczające się obozy zostaje przyjęty i będzie rozpatrywany w sali obrad dzisiaj wieczorem. Zamykam rozprawę.

RACHE wali młotkiem i opuszcza salę rozpraw. Wszyscy wstają, po czym wychodzą, gdy już sędzia wraz z ławnikami udadzą się na zaplecze celem przebrania się.


scena czwarta


Sala obrad zaraz po posiedzeniu w sprawie poprzedniej.


RACHE
Czy wszyscy dostali kartki do głosowania?
LINGA
Wydaje się, że tak.
RACHE
Zatem uprzejmie proszę o wpisywanie głosów za bądź przeciw czytelnie drukowanymi literami wraz z imieniem kandydatów. Gdy już wszyscy skończą, kartki zostaną zebrane, a komisja przejrzy je i sprawdzi, kto pomyślnie przeszedł procedurę.

Osoby zebrane na sali po rozdaniu kartek przez wieszających takowe na tablicy głównej przystępują do oddawania głosów. Trwa to chwilę i w momencie, gdy wszyscy skończą, te same osoby zbierają kartki. Urna z głosami zostaje postawiona na stoliku stojącym przy oknie, gdzie zasiada komisja złożona z obecnych dyrektorów.

RACHE
Dobrze, czy wszystkie głosy zostały oddane?
WSZYSCY
Taaak.
RACHE
Dobrze, zatem komisja niech policzy i poda mi wyniki.

Komisja zajmuje się liczeniem, rozmowy pozostałych.

Jeden z członków komisji, ILION, podchodzi do RACHEGO i rozmawia z nim na stronie.

ILION
Proszę, oto werdykt. Dodatkowo nadmieniam, że rezygnuję z bycia dyrektorem.
RACHE
Dlaczego?
ILION
Skoro Plusch został wydalony, a ja nie mam zamiaru znosić spojrzeń innych, które wyglądają tak, jakbym na czole miał „zdrajca” wypisane.
RACHE
Idź z tym do Lingi, powinna o tym wiedzieć. Uszanuję decyzję, wyjścia nie mam, ale mam nadzieję, że się zastanowiłeś nad tym?
ILION
Szanse na rozpoczęcie wszystkiego od nowa są nikłe.
RACHE
Ale zawsze jakieś.

Śmieje się i klepie ILIONA po ramieniu.

No, idź już, obowiązki wzywają.

ILION kieruje się w stronę LINGI, siedzącej przy długim stole, a RACHE zwraca się w stronę tłumu.

Ostatecznie, głosowanie przechodzą Ruf, Epparz, Halve...
VOGEL
A ja mam jeszcze trzy kandydatury.
RACHE
Za późno, nie będą brane pod uwagę.
WARTZ
A czyje?
VOGEL
Breita, Jervisa i Liebena.
RACHE
No to tym bardziej nie będą brane pod uwagę...
VOGEL
Czemu?
WARTZ
A ja też mogę?
RACHE
Nie. Kontynuując... została jeszcze sprawa Ahiana.
EPPARZ
Wywalić, mówię od dawna.
RUF
Głosujmy bez kartek.
RACHE
No to proszę, kto za?

Obecni dyrektorzy podnoszą ręce.

Aklamacja. Zatem niezwłocznie należy powiadomić Uniwersum.


scena piąta


Poprzednia scena, chwilę później. Na sali brakuje VOGLA.


HALVE
A kawiarnia będzie miała wreszcie obsługę polskiego mleka do kawy?
RACHE
Będzie.
HALVE
I pytanie, co z kawiarenką w sali telewizyjnej...
RACHE
A, właśnie. No jak to co, zdemontować i przywrócić do pierwotnego stanu. Poprawki stosowne ktoś uczyni?
RUF
To na później.
EPPARZ
Może zróbmy hymn?
SCHADEL
O, to ja mogę melodię podłożyć...


AKT IV


scena pierwsza


Gabinet EPPARZA. Jeden z nowych dyrektorów siedzi przy biurku mahoniowym[13] i wypełnia gotyckim pismem dużą księgę. Pora wieczorna, lampa nasączona naftą tli się, niemal dogasa. EPPARZ odstawia inkaust i podkręca knot wyżej.

Na zewnątrz wieje wiatr, burza, blisko północy. Błyskawice trzaskają, co chwila rozświetlając niebo[14]. Gdy zegar wybija północ, wraz z dwunastym uderzeniem do pokoju wpada DUCH.


DUCH
Przyszła więc już ta godzina
Kto mnie pozna? Ja –– rodzina...

EPPARZ odwraca się w przerażeniu i trąca inkaust, który upada na podłogę.

EPPARZ
Cóż to za biesie sprawy?
Noc dla zmarłych, że zjawy
Przybywają? W czym ma wina?
DUCH
Jakaż może być twa wina!
Bo kto o mnie zapomina,
Tego wina. Duch zaklina!

Mam na ziemi ja stronnika,
Ale nie posłuchałeś chwata!
Nikt nie słuchał mego brata,
Wyście z niego męczennika...!
EPPARZ
Zrobili? Prędko, co wiesz, gadaj,
Jeśli nie –– do piekła spadaj!
DUCH
Nie pamiętasz, na schwał zuchwalcze
O co w piekle ciągle walczę?
Od próśb, modlitw i wołania
Zaklęć, których dość składania
Garło mię piecze. A, że boli
Cierpienie me rzecz zadowoli
Jedna; Vogla słuchaj należycie,
To ci tam przygotuję życie
Poza ziemią, poza bytem
Tam, gdzie diabeł swym skowytem
Na męki oddaje.
EPPARZ
Mówię, co przystaje.

Sensu nie ma w tym ni krztyny,
Nie rozumiem też przyczyny
Tego w nocy ot, przybycia,
Cóż mara chce od życia?
DUCH
Wiedzcie, że z mojego wysłannika
Nie pozwolę wam męczennika
Robić; Dość już win przypisano
I wyroki złych spisano.
Weźcie Vogla na mównicę,
Niech wam takie rzeczy powie:
Tylko się Twa jedna dowie
Dusza; powiem tajemnicę.

Miał on drzewiej zamysł taki,
Bym ja w łaskę mógł powrócić
I kajdany zerwać, rzucić
Posiąść dobytek wszelaki.
Zważ, że w piekle wielka bieda,
Nie mają nawet zamczyska
Tylko czarcie paleniska,
A ten zamek –– moja scheda.
EPPARZ
Tyś Fahrelia, że zapytam?
DUCH
Ja się z nią po ogniach witam,
Tam przebywam i przeżywam
Przebolewam i zelżywam
Katusze z nierozważnej waszej zadane
Winy.
EPPARZ
Takoż jest gadane.

Żyw, kto zagwozdce sprosta,
Spróbowałem, nie dam rady,
Nie mam kogo do narady.
DUCH
Sprawa wprost banalnie prosta.
Jam tu panem w tamte czasy
Był –– wielkiej zaiste klasy!
Przyszły jednak bandy głupie,
Której głupiec nie zrozumie,
A pójdzie, dyć podąży
Bo mu obiecują cuda
Zrobić –– się nie uda!
Czas skończon, nie zdąży.

Zważ po wtóre, że za życia
Człek jest pusty i nic nie wie
O przyszłości; w gniewie
Niby wszystko do ukrycia,
Jednak widzą na górze i dole
Co się dzieje na padole
Ziemskim; wiedzą doskonale
Co na wszechrzecz tutaj czeka.
EPPARZ
Taka natura człowieka
Że go Stwórca niedbale
Ulepił. Nie wiem, jakie tu przekazy
Chcesz przydawać.
DUCH
Mam rozkazy!

Przez mię prośby przekazane
Prosiłem dyra Rachego
Całkiem serio debilnego
Radę zebrać. Napisane
Przez mię prośby darowałem
Voglowi; jemu rozkazałem
W te pędy ruszać na obrady
By oko –– z uszanowaniem –– Rady
Pochylić nad mą sprawą.
EPPARZ
Ach! I wtedy anuluje
Rache sprawę; odstępuje
Siedząc przy kubku z kawą.

Powiem waść, że słusznie czyni
Biorąc się na taki wyczyn
Wszakże działań słuszność niczym
Gospodarstwo gospodyni.

Przeto mówię waści teraz
A kto 'Pparza nie posłucha
Niech szlag trafi –– o psiajucha!
Zaraz się rozlegnie afera
Gdy im powiem, że przybywa
Ten, którego Rache zbywa.
DUCH
Sprawa moja rozpatrzona
Będzie w Sądzie Ostatecznym
Wyrokiem wiecznie wiecznym,
Na nic moja antyfona?

Skarby są tu, w piwnicy
Dużo miodu, piwa, wina
Są przekąski i wędlina...
Nie chcesz może szklanicy?
EPPARZ
Nie dam się duchowi opić,
Aby potem sumienie topić
W zbędnych pijackich wyrzutach.
DUCH
Cóż za buta!
EPPARZ
Precz z mego mieszkania!
Ziemie zostaw naanspegardzkie.

DUCH stoi.

Co? Nie idziesz? Trzeba lania!
Zamiast piwa –– aroganckie
Będzie moje zachowanie.
Opuść teraz me mieszkanie!

EPPARZ bierze losową książkę z regału i rzuca w DUCHA, który znika.


scena druga


Sala obrad.


RACHE
Vogel chciałby sprobówać... W sensie, dyrektorem być. Niepotrzebne są nam spory, rozwiążmy to ostateczne w dyskusji. Ja stawiam z góry następujące warunki: okres próby na trzy miesiące, bez sporów, kłótni, scysji i awantur, nie będzie się dawał prowokować i ułoży jakieś normalne stosunki z resztą mieszkańców, żadnego podważania kompetencji zarządu i vice versa, no, i żadnego kopiowania wzorców z Ameryki.
DIMITRI
Czyli to, o czym mówiłem, nareszcie ktoś gada z sensem.
EPPARZ
Spróbować przecież nie zaszkodzi.
GRAF
Z poszanowaniem zasady ograniczonego zaufania.
HAUSMANN
A co, to dla nas nieznajomy? Swój jak swój.
GRAF
Bez takich, doskonale wiesz, o czym mówię. Patrzymy na łapy i kontrolujemy, co robi, a pies psa nie ujCenzura2bie.
WEHE
Mam to rozumieć jako obwieszczenie o obwołaniu go na cesarza Galaktyki?
DIMITRI
To po okresie próbnym.
RACHE
Wehe, skończ te docinki pompujące niepotrzebnie baloniki...
DAUBSTER
Nie zgadzam się na jakiekolwiek warunki i negocjowanie jakiegokolwiek okresu próbnego. Nam potrzeba kogoś z zewnątrz, z innym niż zarządu spojrzeniem do wygarnięcia naszych pomyłek. Już nie mówiąc, że przyjdzie taki jeden, Vogel nastroszy piórka i tyle z tego wszystkiego.
LINGA
Wątpię, ale eksperymenty może wyjdą pomyślnie...
RACHE
Czy ja wyglądam na alchemika?
DIMITRI
Na pewno nie na towarzysza.
RACHE
Bo jeszcze Osnowa tu przylezie...
ERDEPODEST
Szansę dawać? Prędzej nadzieję. Zgodzę się, tylko chciałbym, by po winie, jaką są obarczone dwie strony z dawna-dawna, wreszcie nastała jakaś wzajemność w wymienianiu grzecznościowych gestów. Liczę, że Vogel taki gest wykona, jeśli mieszkańcy wyrażą aprobatę dla tego pomysłu.
VOGEL
Nie widzę zgodności. Po sprawie?
RACHE
To określ swoje stanowisko.

I tak dalej, i tak dalej...


scena trzecia


Podobnież sala obrad[15]. W stosunku do poprzedniej sceny, ludzi niemal brak.


VOGEL
Ej, zróbmy konkurs na tworzenie sal od podstaw.
EPPARZ
No, niegłupie.
VOGEL
Tylko teraz trzeba zasady ustalić.
EPPARZ
A jak to widzisz?
VOGEL
No że jest kilku sędziów i oceniają ekspozycje, no co za filozofia...
EPPARZ
Ale ilu, konkretnie.
VOGEL
Nie wiem, pięciu?
EPPARZ
Wiesz, ja mam taki zamysł, bo skoro mamy indeks sal najpilniejszych do oddania naszym gościom, to można na to ten konkurs nakierować.
VOGEL
I co dalej?
EPPARZ
Jest kategoria najpilniejszych do wykonania, hmm...
VOGEL
A resztę podzielić na tematy wysokie i niskie, ujdzie.
EPPARZ
No, wtedy masz trzy kategorie konkursowe.
VOGEL
To pięciu sędziów nie bardzo... Sześciu?
EPPARZ
Po dwóch do każdej? Ja bym trzech dał.
VOGEL
No świetnie, wtedy będzie ich dziewięciu...
EPPARZ
No to po czterech, to będzie dwunastu, jak apostołów.
VOGEL
A Ty będziesz ich Jezusem.

Śmieją się.

EPPARZ
A potem mi koronę cierniową na głowę założą...
VOGEL
Ja tam na swoją nie narzekam.
EPPARZ
I pewnie jeszcze z kartonu.
VOGEL
Przecież ja mam królewski rodowód! Nie jest z kartonu.
EPPARZ
Ćśśś, nie mów o tym głośno, bo znowu się będą śmiać. Ostatnio przecież Wehe do tego aluzje słał. Swoją drogą, skoro nie z kartonu, to z czego?
VOGEL
Dimitri siedział u siebie w pracowni przez trzy dni, wpadłem zapytać, co u niego, to z rok temu już było... No i pomyśleliśmy, że będzie śmiesznie tutaj, w sali obrad obwieścić, że Naanspegard się monarchią staje.
EPPARZ
Tylko nikt tego na poważnie nie wziął. No a potem abdykacja...
VOGEL
No i co to za król bez korony? Gówno, a nie król.
EPPARZ
Gdzieś ten tekst już chyba słyszałem.
VOGEL
Zapewne tak, skoro się darłem w sali, że mnie nie traktują poważnie i znowu pojechałem do Ameryki.
EPPARZ
Za bardzo popadamy w dygresje. Sędziów mamy, teraz jak to czasowo zorganizować?
VOGEL
No dwa tygodnie na napisanie wystarczy, potem niech oceniają.
EPPARZ
Przez ile? Czekaj, zanotuję...

Wyciąga notes.

Więc?
VOGEL
Ale po co czas sędziom dawać? Jak ocenią, to ocenią.
EPPARZ
I będziemy czekać na przykład miesiąc na wyniki konkursu dla dwóch czy trzech artów, jak pomysł nie wypali? Trzeba im obowiązek czasowy nałożyć, przecież to nie jest...
VOGEL
No dobra, dobra, pisz, jak uważasz, Wania!
EPPARZ
„Wania, piszi”... Skąd z kolei ty to znasz?
VOGEL
No jak opowiadałeś, to chyba...
EPPARZ
Aaa. No zapomniałem, sorry.
VOGEL
Dobra, ty tam pisz regulamin, bo lubisz takie rzeczy, a ja walnę ogłoszenie na tablicę.
EPPARZ
Spoko.

Wieszając ogłoszenie na tablicy VOGEL doznaje olśnienia.

VOGEL
Słuchaj, może jeszcze jakieś plakietki zrobimy dla zwycięzców?
EPPARZ
Dobry pomysł, ludzie na to pójdą, w końcu każdy kolumienkę chce postawić.


scena czwarta


Przed zamkiem. RUF zdenerwowana schodzi po schodach.


RUF
Co to za hałasy? Czemu nikt tu nie szanuje poobiedniej drzemki?
PORTIER
W zasadzie, madame...
RUF
Miałeś mi mówić po imieniu.
PORTIER
...w zasadzie ludzie o tej porze pracują, a nie odpoczywają.
RUF
Kto konkretnie?
PORTIER
Epparz z jakimiś nieznajomymi, numerki podostawali.
RUF
Nad czym? Ech, powinnam zadawać ogólniejsze pytania...
PORTIER
Jeden z nich asfalt położył, to przyszedł Epparz i zaczął kierować budową.
RUF
Od kiedy on tu robi za dyrektora transportu?
PORTIER
Skąd mam wiedzieć?
RUF
Przewiduję, że za dwa lata i tak nic z tego nie będzie.
PORTIER
Zobaczymy.

RUF spogląda z zaciekawieniem w dal.

RUF
No i po co ten asfalt kłaść? Takie ładne łąki tam były...
PORTIER
Postęp, postęp, postęp. Też go nie cierpię.
RUF
Ciekawe, kto normalny jeździ po Naanspegardzie samochodem...
PORTIER
A kolej jakoś wymieniono w pierwszej scenie pierwszego aktu i to też nierealne.
RUF
Hm... Nie wiem, nie czytałam. Przecież byłam na wakacjach!
PORTIER
Nie mam o nic pretensji, nie gram tutaj narratora.
RUF
Bo dramaty ich nie mają?
PORTIER
Ja tu tylko numerki...
RUF
...wręczasz, wiem. Wierzę, że Epparz wie, co robi.
PORTIER
Kolejarze mają prawo strajkować.
RUF
A drogowców zima zaskakuje.
PORTIER
Jest listopad.
RUF
I nikt sprzed zamku liści odgarniać nie odgarnia.
PORTIER
Bo przestrzeń poza budynkiem nikogo nie obchodzi.
RUF
Epparza obchodzi, skoro bawi się w naczelnego inspektora prac budowlanych.
PORTIER
Nawet największe projekty upadają.
RUF
Słowa, słowa...

PORTIER wzrusza ramionami.


scena piąta


Aula zamku, dobudowana w trakcie prac remontowych obiektu podjętych w scenie poprzedniej, jest dużo większa niż sala obrad, jednakże jej przeznaczenie jest inne – zbierają się w niej mieszkańcy jedynie przy ważnych z punktu widzenia zamku, Irzfreendorf i całego Naanspegardu wydarzeniach. W pomieszczeniu znajdują się rozkładane krzesła, przed którymi ustyuowano coś w rodzaju podestu albo sceny.

Tłum zebrany zajmuje swoje miejsca pośpiesznie, a do mikrofonu podchodzi JERVIS.


JERVIS
Witam na corocznym Kartoflisku! W dniu dzisiejszym, wielce uroczystym dla każdego naanspegardianina[16] mam zaszczyt podać do wiadomości oficjalne wyniki naszego plebiscytu. Nie przeciągając, przejdę do sedna. Żeby było szybciej, proszę powstrzymać się od oklasków, te nastąpią podczas zakońćzenia naszej uroczystości.
Przechodzę do odczytania zwycięzców. Poprosimy mieszkańców ustawionych już na scenie o podchodzenie i odczytywanie zwycięzców.
VOGEL
Zwycięzcami w kategorii Wydarzenie polityczne są... JKM, Polacy i PiS.
DIMITRI
W kategorii Fail nagrodę otrzymuje manilijska policja.
RUF
Pierwsze miejsce według głosowania w kategorii Reality show zajęło Chile, wraz z górniczą katastrofą...
GŁOS Z SALI
Jaką katastrofą?
INNY GŁOS Z SALI
Smoleńską?
EPPARZ
Nie widzę związku.
ILION
Ja widzę, radziecki.
RACHE
Sportowcem, który zostanie uhonorowany naszym wyróżnieniem został... Sven Kramer.
LINGA
A za najlepszy cytat w kategorii o tej samej nazwie wygrywa Władek Frasyniuk.
DAUBSTER
Z kolei w kategorii Piosenkarz, która w tym przypadku winna zmienić nazwę na Beztalencie, o dziwo zwyciężył Dżej Bi.

Słychać buczenie publiczności.

JERVIS
Proszę o spokój.
WEHE
Ale za to Aktorem uhonorowanym w naszym plebiscycie jest Leslie Nielsen.
HALVE
Kategoria Utwór może szczycić się nowym nabytkiem – hit Tomasza Kota, brawo!
HAUSMANN
Memem tegorocznym zostaje „Ale urwał”.
GRAF
A w kategorii Strona internetowa góruje jakaś Emo Martynka...
ERDEPODEST
Za najlepszy Film uznaliśmy Ludzką Stonogę... Niehigienicznie.
EPPARZ
Do grona zwycięzców w kategorii Animacja dołącza również Thurop Van Orman.
JERVIS
I specjalna nagroda w postaci Obierek Pozostałych z Innych Kartofli (OPzIK) zostanie wręczona dla...

Oklaski. Kurtyna opada.


EPILOG


RUF
Wszyscy odsypiają przed nadchodzącą nocą?

Wchodzi JERVIS.

RUF
Świetne prowadzenie, Jervis.
JERVIS
Dzięki, Ruf, cześć wam.
RUF
Wiecie, że za trzy lata papież zrobi sobie zdjęcie telefonem?
LINGA
Ty może w ten dzień już nie prorokuj, co?
JERVIS
Dużo szczurów tutaj...

Wchodzi RACHE.

RACHE
Ja tylko tak wpadam, żeby powiedzieć, że może jeszcze przyjdę, zanim porwie mnie szaleństwo...
LINGA
Się nie opij.
RACHE
Gdzie Wehe? Bajzel jest i posprzątać trzeba.
HALVE
A czy ty, Rache, istniejesz...?
RUF
A świadomość z powierzchni zajmuje...
ILION
Dwa metry.
RUF
Kwadratowe.
ILION
Dokładnie.
WARTZ
A ja mam ankietę, bo chcę wiedzieć, kto wpadnie na imprezę do mnie w kwietniu.
JERVIS
Idź, bo jeszcze islandzkich bogów wkurwisz[17]...
RACHE
Ale bądźcież grzeczni... Ja wybywam, więc miłego.
ILION
I wzajemnie.
GRAF
Przydałby się jakiś wywiad z wampirem...
RUF
Ja słyszałam, że Epparza coś nawiedza ostatnio.

Wchodzi PHIL.

A ty nie w pace?
PHIL
Jak widać, nie.
RUF
W taki dzień widać wszystko jest możliwe...
PHIL
Osnowa był największym kościotrupem, ale w sumie nie mówimy o Halloween.
RUF
Daj spokój, przebieranki.
JERVIS
I szalone śrubokręty.
RUF
I dziwni goście.
ERDEPODEST
I nadto łaciny na studiach.
JERVIS.
Ano.

Uśmiecha się. Kurtyna opada.


Przypisy

  1. W kolejności występowania
  2. Brak żadnych przesłanek o innych miastach bądź miejscowościach leżących w bliskim sąsiedztwie Irzfreendorfu czy w ogóle w Naanspegardzie jako państwie. Autor zakłada jednak, że poza zamkiem znajdują się inne miejscowości czy w ogóle lokacje, gdzie mieszkają goście przybywający do zamku anonimowo
  3. Tzn. budynku będącego miejscowością, pars pro toto
  4. Wprawdzie scena, w której Ruf i Portier rozmawiają na temat budowy dróg asfaltowych dzieje się przed zamkiem, może tę tezę obalać, jednakże autor nie widział jeszcze nigdy tworzenia dróg w budynkach – stąd pewne odstępstwo od konceptu
  5. Znowu pars pro toto, zob. dwie uwagi wyżej
  6. Co zresztą potwierdza się przez brak rozbudowanych wzmianek o wydarzeniach poza granicami miasta-stolicy-zamku
  7. Przy czym zauważyć należy, że dokładne określenie czasu akcji nie jest możliwe – zamek sugeruje czasy nieco odleglejsze (może średniowieczne), które nie zgadzają się z opisem problemu z elektrycznością zamku na piętrze czwartym (a mimo obecności prądu w gabinetach używa się lamp naftowych), a język mieszkańców użyty w dramacie jest współczesny (w odmianie potocznej), choć w części lirycznej występuje archaizacja
  8. Źle zaprojektowana sala była wąska, a jej okna wychodziły ze złej strony, co zmuszało administratorów do odpowiedniego jej oświetlenia
  9. Połączenia międzynarodowe wymagają osobnej linii z powodu opłat, czy raczej idiotycznych zarządzeń kierownictwa
  10. Przy takim bałaganie nietrudno się dziwić, że o czymś zapomniano
  11. Imię nieodmienne
  12. O czym budowniczy nowej kondygnacji nie pomyśleli
  13. Które w tym dramacie staje się niejako symbolem zarządu
  14. Pogoda specyficzna, jak na miejsce, w którym znajduje się zamek; stąd ciągłe użycie lamp karbidowych i naftowych
  15. Trzy jedności zachowywać należy
  16. Podobieństwo nazwy do określenia mieszkańca sławetnej w tych czasach polskiej wsi jest prawdopodobnie przypadkowe
  17. Aluzja do wybuchu wulkanu – przyp. red.
Nasze strony
Przyjaciele