FANDOM


Beer can

Jedni swoje, drudzy swoje...

28 stycznia 2010

Amerykańscy naukowcy studenci, znudzeni studiowaniem na najlepszych na świecie uczelniach przy boku noblistów, stworzyli nową zabawę łączącą dwie ulubione czynności przeciętnego obywatela – kpienie z polityki i spożywanie alkoholu.

Zasady są proste. Oglądając jakiekolwiek przemówienie prezydenta lub któregoś z senatorów wyłapujemy słowa-klucze i pijemy. Przykładowo, strzelamy sobie kolejkę, jeśli Barack „Yes, we can!” Obama powie „nadzieja”, „szansa”, „reforma” lub wymówi frazę „nie zrobić błędu”. Na drugą nóżkę, gdy jakiś polityk wypowie nazwę Afganistanu, Iraku, Pakistanu lub Iranu. Są też urozmaicenia – kiedy jakiś polityk republikański wypowie słowo „komunizm” lub „socjalizm” wypijamy coś czerwonego, koniecznie lewą ręką. A kiedy Barack wspomni o swoim mieszanym pochodzeniu mamy obowiązek spożyć biało-czarne ciastko. I oczywiście się napić. Lecz najbardziej hardkorowy termin to „obstrukcja parlamentarna”, na który uczestnicy zabawy piją, aż 60% zemdleje lub trafi do szpitala.

Nasi reporterzy zastanawiają się, jak wyglądałaby wersja polska, jednak wielkie trudności w organizacji przedsięwzięcia ukazują się już na samym początku. Co miałoby być słowami kluczowymi? Jakby to miały być „Olewnik”, „veto”, „sondaż” czy „afera hazardowa”, to polska gospodarka nie nadążyłaby z produkcją.

Zjawisko to nie odbiło się bez echa. Pomysł podchwycili rosyjscy kompani. Piją, gdy ich prezydent coś powie.

Źródło edytuj