Poradnik:Jak zjeść czekoladę i mieć czekoladę

Z Nonsensopedii, polskiej encyklopedii humoru

Skocz do: nawigacji, szukaj

Każdy dałby się pokroić za kawałek pysznej, wspaniałej, niepowtarzalnej czekolady o smaku kakaowym z Biedronki. Niestety, czekolada ma jedną wadę – po konsumpcji pozostaje nam już tylko niebiański posmak w ustach/piękne wspomnienie/ból brzucha/rozwolnienie/trądzik/gruby zad/zepsute zęby[1]. Ale komu by się chciało chodzić co chwilę do sklepu po następną marnować hajs? Na szczęście mamy rozwiązanie drogi Nonsensopedysto! Oto kilka sposobów na to, by móc bez końca cieszyć się wykwintnością wyrobów czekoladopodobnych.

Achtung!: Każda z metod wymaga posiadania tabliczki czekolady w ilości co najmniej jeden.

[edytuj] Sposoby

[edytuj] Na podział

Daje najmniej korzyści, ale za to jest w 100% skuteczny – polega na podziale tabliczki na mniejsze fragmenty. Po zjedzeniu jednej części czekolady mamy wciąż jeszcze jedną część czekolady. Czysta magia[2]!

[edytuj] Na kumpla

Wymaga kontaktu (na szczęście może być to kontakt pośredni). Zjadamy czekoladę (żeby być słodkim i przekonywującym), po czym prosimy kumpla aby przyniósł nam tudzież kupił kolejną. Z łaski swojej pozwalamy mu zjeść kawałek.

Uwaga!: Częste stosowanie może powodować pogorszenie stosunków a nawet wpierdol.

[edytuj] Na autosugestię

Tylko dla hardkorów o dużej sile woli. Znajdź coś brązowego (herbatę, farbę, ekskrementy), po czym wmów sobie, że to czekolada. Efekt wzmacniamy poprzez wąchanie prawdziwej czekolady oraz jedzenie jej części równocześnie z quasi-czekoladą.

Uwaga!: Przy zbyt niskiej sile woli możliwe skutki uboczne.

[edytuj] Na religijnego

Ten sposób oprócz dużej siły woli wymaga także wysokiego poziomu uduchowienia spożywczego. Dzieli się na kilka wariantów:

  1. Zjadamy czekoladę, po czym modlimy się do fioletowej krowy o zesłanie czekoladowego błogosławieństwa na wiernego wyznawcę Milkizmu[3].
  2. Zjadamy czekoladę, po czym oddajemy swoją duszę Szatanowi w zamian za nową czekoladę (zjedzenie pierwszej czekolady jest ku konieczne, aby twoja bezwartościowa dusza nabrała na wartości – w tym wypadku w postaci słodyczy).
  3. Zjadamy czekoladę, po czym modlimy się do Williego Wonki o własną fabrykę czekolady. Podczas ceremonii zaleca się spożywanie opłatków z LSD.
  4. Zjadamy czekoladę[4], po czym modlimy się do E. Wedla i Japończyków, prosząc o przysłanie Wargorka – wszędzie, gdzie on jest, jest i czekolada.

[edytuj] Na cierpliwego

Wymaga dużych ilości wolnego czasu. Siedzimy sobie grzecznie na balkonie (jeżeli nie masz balkonu to na parapecie zewnętrznym) i czekamy aż nam boża czekolada z nieba spadnie. Oczekiwanie umilamy sobie spożywaniem własnej.

Uwaga!: Może się jednak zdarzyć, że nie mieszkasz na ostatnim piętrze. Wtedy w przypadku, gdy czekolada spadnie na balkon sąsiada, idziemy i spuszczamy mu wpierdol. Czekoladę rekwirujemy, przecież ten dziad się nie naczekał tyle co my! Zasłużyliśmy sobie.

[edytuj] Na materię wtórną

Sposób trochę podobny do autosugestii. Opychamy się czekoladą, po czym pozwalamy podziałać enzymom trawiennym, na skutek których po pewnym czasie otrzymujemy drugą czekoladę. Dla wzmocnienia efektu zaleca się nie jeść nic innego.

Uwaga!: Podobnie jak autosugestia, może powodować skutki uboczne.

[edytuj] Na kłamcę

Zjadamy czekoladę, po czym wmawiamy wszystkim wokoło że ktoś nam ją zabrał. Tutaj efekty są różnorakie: w bliskim otoczeniu może wywołać współczucie[5], natomiast w miejscu publicznym często skutkuje odesłaniem do fabryki czekolady bądź silnym wyrazem braku zainteresowania naszym problemem.


Przypisy

  1. Niepotrzebne skreślić.
  2. Ponadto może zapobiec zbytniemu tyciu.
  3. Nie ważne, że właśnie wpierdoliłeś Wedla.
  4. Któż by się spodziewał?
  5. W interpretacji dowolnej.
Nasze strony
Przyjaciele