Rajd Dakar

Z Nonsensopedii, polskiej encyklopedii humoru

Skocz do: nawigacji, szukaj

Rajd Paryż-Dakar (amer. Rajd Dakar) – cykliczny wypad za miasto śmietanki off-roadowców, rozgrywany tuż po Nowym Roku niemal co roku. Jak sama nazwa wskazuje, rajd Paryż-Dakar rozgrywany jest między Buenos Aires a Chile. Ze względu na noworoczny charakter imprezy, kierowcy ścigający się w Dakarze są jedynymi (poza taksówkarzami) ludźmi na Ziemi, którzy nie piją w sylwestra. Nie, że wielbłądy widziałoby się podwójnie. Jest ważniejszy powód. Jak przetrwać na kacu gigancie jeżdżąc ciasnym autkiem dwa tygodnie w upałach po pustyni?

[edytuj] Kawałek historii

A wszystko zaczęło się w 1977. Francuz Thierry Sabine, awanturnik zresztą, wybrał się na rajd motorowy z Abidżanu do Nicei. W tamtych latach ciężko było o dobry kalkulator, a jedyne dostępne satelity nadawały nas k torżestwu kommunizma wiediot, to chłop zabłądził na prostym odcinku trasy. Owy prosty odcinek trasy to była jednak sam środek Sahary. Sabine nie za bardzo musiał walczyć o przetrwanie wśród upału i ekstremistycznych Tuaregów, skoro miał czas na kontemplowanie pustyni. Dało to początek stwierdzeniu Eureka! To lepszy tor niż Hungaroring!. Francuz wrócił do ojczyzny i zaczął szukać chętnych na rozjeżdżanie piachu i kamieni w imię nagrody. Pierwszy w miarę użyteczny rajd zorganizowano w 1978 roku.

[edytuj] Of unbeaten paths I reign

Western Sahara desert 1

Urozmaicone widoki, których podziwianie utrudnia skupienie uwagi na rajdzie

Syrian Bedouin Shepherd

Beduin – nagroda główna za zwycięstwo w rajdzie

Pierwszy rajd trwał dość długo, bo od 26 grudnia 1978 do 14 stycznia roku następnego. Po ekstremalnie długim etapie z Paryża do wiochy pod nim przyszedł czas na Afrykę i się działo. Sylwester wypadał po 960-kilometrowym etapie w Algierii, nikt już nie miał zwyczajnie siły na świętowanie. Stąd zwyczaj noworocznej gonitwy po piachu. Pierwszymi katamaraniarzami, którzy wygrali rajd byli Alain Genestier i Joseph Terbiaut, a przecinakiem – Cyril Neveu.

Następny rajd wystartował bardziej planowo, 1 stycznia. W pustynię postanowiono zapędzić monster trucki. Długość znów wymierzona na 10000km co do centymetra. Jeśli ktoś z zeszłego roku dostał spazmów po 960 kilometrach w Algierii, to teraz z Gao do Bobo Dioulasso musiał nie wytrzymać nerwowo 1300-kilometrowej przeprawy. Z Warszawy do Rzymu w kilka godzin? W Polsce taki etap trwałby jakieś cztery dni, a tam po błotach i sawannach rajdowcy musieli uporać się w kilkanaście godzin! Udawało się, nie musieli przecież przestrzegać ograniczeń do 50km/h, a ruch wahadłowy nie istniał. Zwycięzcy – Szwed Freddy Kottulinsky autkiem, Zohra Ataouat TIR-em i znów Neveu motorynką.

Trzecią edycję objęła patronatem FIA, czego skutkiem było zwiększenie liczby załóg kończących Dakar gdzieś na wydmach koło Moudjbary. Pojechaliśmy sobie po raz pierwszy postrzelać się do WKS-u. Klasyfikację zdominowali Francuzi, pomimo tego, że etapy francuskie zajęły raptem 12,5 kilometra. Króciutki odległościowo Dakar wygrali: Rene Metge w Range Roverze, Adrien Villette na nieznanej nikomu ciężarówce ALM, a motocykl pierwszy na senegalskie plaże wtoczył Hubert Auriol.

Czwarta edycja byłaby zupełnie nieciekawa, gdyby nie wypad na polowanie na wielbłądy Marka Thatchera, syna Żelaznej Damy i jego pomagierów. Poszukiwania zajęły sześć dni i zakończyły się odnalezieniem protoplastów Beara Gryllsa w namiocie ze skóry fenka. Czemu edycja nudna? Wszystko powygrywały żabojady: Claude Marreau w Renault 20 (!), Georges Groine monster truckiem i, a jakże, Cyril Neveu na przecinaku.

Następne lata były dość przewidywalne: startowało coraz więcej załóg, kończyło coraz mniej. To na pewno ma związek z puszczeniem rajdu przez Mauretanię! W Senegalu można się tylko potopić, bo napić na pewno nie. Rajd zaczął zahaczać o różne tereny (raz Mauretania, innym razem Gwinea, innym Sierra Leone, to znowu kupa piachu na Pustyni Tenere), gdzie potwory na okrągłych nogach widywano po raz pierwszy. Wiele z nich utknęło tam na zawsze, a piachy konserwują je doskonale. Cały cyrk sprawiał wrażenie, jakby zgubili się w pół drogi do Dakaru i nie wiedzieli, gdzie on jest. Zamiast prostą drogą wybrzeżem, to środkiem Afryki i to pośród islamistów a piach… gosh! Warto odnotować zwycięstwo w 1983r. wygraną Jacky'ego Iksa. F1 było jak widać zbyt trudne lub zbyt nudne.

[edytuj] Druga era

Aż nastał pamiętny 1986 rok! Mundial w Meksyku (gdzie Polska zwaliła sprawę dostając od Brazylijczyków bęcki 0:4), katastrofa w Czarnobylu, podwyżki cen mięsa i alkoholu, otwarcie Hungaroringu… oraz do tego najdłuższy Dakar. 15 tysięcy kilometrów, specjalnych oczywiście mniej. Ale 14 stycznia pomysłodawca rajdu Thierry Sabine ginie na pustyni z czterema innymi współpasażerami helikoptera. Pustynia nie daje się oszukać dwa razy… chyba, że nazywasz się Cyril Neveu i wygrywasz rajd po raz czwarty! Oczywiście w innych klasach też rządzą Francuzi, lecz nie cały czas. Rok później Neveu oszukał pustynię jeszcze piąty raz, ale to dlatego, że główny konkurent Auriol będąc na przodzie złamał obie kostki. Ała… Triumfować udało się też Finowi Vatanenowi i Holendrowi Janowi de Rooy.

Rok 1988 zapisał się pięknym failem w postaci wywalenia się przeszło stu załóg w piachach Algierii, co zaowocowało wyrzuceniem tego pustkowia z trasy rajdu. Wyznaczenie trasy przez Tunezję w 1989 roku od razu przyniosło efekt, po raz pierwszy do mety dotarło aż 40% załóg. W 1990 roku po raz pierwszy Polak przedzierał się przez piachy i dżungle, ale efekt był mizerny (77 miejsce). Triumfował znów Vatanen. I za rok znowu on, ale na motocyklu kolejny złoty Fchchchchrałsuz – Stephane Petheransel.

Nasze strony
Przyjaciele