FANDOM


Ubuntu
Ubuntu 18.04

Ubuntu 18.04, czyli nowy GIMP do LTS-ów i ostatnie pożegnanie z Unity

Rodzina GNU/Linux
Jądro Linux
Najnowsze wydanie 18.04 Bogobojny Boberek
Licencja Różne, głównie GNU Generally Paranoid License v3
Deweloperzy Canonical Ltd, każdy nerd mający czas i chęci
Ubuntu 9.10

Pulpit Ubuntu 9.10 i najważniejsza zagadka: „O co w tym do cholery chodzi?”

UbuntuCola

Jedyny słuszny napój Ubunciarzy

Ubuntu, system dla ubogich

Opinia typowego fana Microsoftu o Ubuntu

Czysty noobizm, wolę Gentoo

Opinia typowego zagorzałego Linuksiarza o Ubuntu

Ubuntu® (czyt. łubudu) – dystrybucja Linuksa zrodzona z dziadka Debiana. Nazwa, choć pochodząca z Afryki, dobrze oddaje charakter systemu – Ubuntu lubi się buntować. Z racji swego południowoafrykańskiego pochodzenia bywa niekiedy żartobliwie nazywana murzyństwem. Jej nazwa to afrykańskie słowo oznaczające Jak tu odpalić Firefoksa?!, czasem tłumaczone również jako Nie umiem skonfigurować Debiana. Ubuntu reklamuje się poprzez fotografie łańcuchów szczęśliwych ludzi trzymających się za ręce, bo przecież w kupie siła. Inna interpretacja logo Ubuntu to łańcuchy używane niegdyś do unieruchamiania rdzennych mieszkańców Afryki celem zagonienia ich do pracy na innych kontynentach. Z założenia jest to dystrybucja przyjazna użytkownikom (do momentu, kiedy po raz pierwszy muszą skorzystać z terminala). Dla użytkowników tego systemu sensem życia jest oczekiwanie na październik i kwiecień, bo wtedy wychodzi kolejna wersja interim. Część użytkowników ma nowe wydania gdzieś, bo oni używają wersji LTS, które prawie[1] nigdy się nie wieszają i są lepiej spasowane, ale wychodzą co dwa lata.

Twórcą tejże dystrybucji jest firma Canonical Ltd, której celem jest stanie się gangsterami wolnego oprogramowania tak, jak Microsoft nimi jest w większości kategorii oprogramowania. Właścicielem Canonical jest Mark Shuttleworth, urodzony w RPA Brytyjczyk, który latał na ISS i w 2001 stworzył Freedom Toaster, czyli toster, który nie robi tostów, tylko wgrywa Linuxa na płyty CD/DVD.

Historia

W 2004 wyszła pierwsza wersja Ubuntu, 4.10 „Wykopiasty Wieprz” (zanim Canonical zaczął ustawiać nazwy alfabetycznie). Spowodowało to wielkie oburzenie w społeczności, bo wtedy Linux był jeszcze dla prawdziwych informatyków, którzy nie boją się terminala, co jeszcze się nie zmieniło np. w Arch Linuxie, a tu powstała dystrybucja, którą może zainstalować i wykorzystywać twoja stara. Ta łatwość instalacji to wciąż całkowicie unikatowa funkcja tejże sławnej dystrybucji. Od 2004 do 2011 Ubuntu używało środowiska pulpitu GNOME 2, ukochanego dziecka słynnego gnoma ogrodowego nazywającego się Richard Stallman, i zyskało sporą część swojej sławy. W wersji 11.04 Ubuntu zaczęło przechodzić na środowisko Unity, które naraz zrzynało od OS X, GNOME 3 i pomysłów na Ubuntu Touch, a niedługo potem – w 13.10 mianowicie – zaczęło udawać Androida i inne korpo-systemy operacyjne przez wstawienie szpiegowania ze strony Amazona w funkcji wyszukiwania. Wow, dzięki, Canonical, to jak Alexa w moim systemie operacyjnym, tylko bez komend głosowych! I to półtora roku przed Cortaną! Na szczęście od 16.04 ta funkcja jest domyślnie wyłączona[potrzebne źródło]. W 17.10 zaś przez gównoburzę dookoła Unity zastąpiono je Unreal Engine GNOME'em 3, z autorskimi rozszerzeniami, motywem Ambiance, dołączonym GNOME Tweak Tool i lepszymi domyślnymi ustawieniami, co razem powoduje, że GNOME 3 w wersji Ubuntowskiej da się jakimś cudem przełknąć.

Obecne wydanie to 18.04 LTS „Bogobojny Boberek”, nowe wydanie stabilne, przełom prawie na równi z wydaniem nowej wersji Debiana. To oznacza, że na Raspberry Pi będzie fajniejsze MATE, dodane będzie wsparcie dla Waylandu, a domyślne stanie się ogrodowe środowisko GNOME 3, domyślnie na Xorgu, nie na Waylandzie. To ostatnie wskazuje na to, że Canonical wywalił myślicieli stojących za Unity i zatrudnił tradycyjnych Linuksiarzy, którzy chórem stwierdzili, że Wayland ssie.

Zalety

  • Brak IE oraz Windows Messengera. Można zaoszczędzić trochę czasu na ściąganiu Firefoxa – jest zintegrowany;
  • System jest darmowo rozprowadzany jako wolne oprogramowanie, co powoduje, że różne jego wersje wciąż wyrastają jak grzybki po deszczu;
  • Ma ładne, wpadające w ucho nazwy kodowe, np. Grymaśny Gąsiorek, Podły Padalec, Ospały Osioł, Sikająca Siekieratka, itd.;
  • Mały udział Dzieci Neo w liczbie użytkowników sprawia, że system jest praktycznie niezawodny. Przy wzroście sezonowych użytkowników, spowodowanym kolejnym wydaniem dystrybucji, liczba błędów zwiększa się wprost proporcjonalnie do liczby nierozgarniętych użytkowników. Na wszelki wypadek pliki systemowe są pod hasłem, ale nie wiadomo gdzie go wpisać, chyba że się nauczyło terminala, no to wiadomo, sudo [komenda] i wpisujesz hasło;
  • Przyznając się do korzystania z Ubuntu, można szybko zacząć uchodzić za speca od komputerów. W niektórych kręgach zwiększa to szanse na znalezienie partnera na całe życie, w innych (zwłaszcza tych antyintelektualnych) zmniejsza.

Wady

  • Brak uwielbianych przez wszystkich wirusów, trojanów i innych zabawnych dodatków dostępnych w Windowsie;
  • Zbyt przewidywalne daty wydań kolejnych wersji;
  • Zbyt łatwa droga instalacji potrzebnych nam programów, nawet używając kontrintuicyjnego dziwadła, jakim jest Synaptic;
  • Zamiast starego, poczciwego Gadu-Gadu zachodzi konieczność użerania się z Kadu, Tlenem ew. z Pidginem Powstało GG dla Linuxa… jakieś 7 lat za późno;
  • Jednak udział dzieci Neo jest wiele większy niż w społecznościach Manjaro, Fedory czy Arch Linuxa;
  • Nie posiada obecnych we wcześniejszych wersjach tapet pornograficznych, od których dystrybucja uzyskała potoczną nazwę Linuxxx.

Filozofia i zwyczaje

Pierwotnie filozofią i źródłem popularności Ubuntu była prostota obsługi i przyjazność dla użytkownika. Najnowsze wersje używają środowiska, które już wcale nie jest podobne do Windows XP i podzieliło to użytkowników. Obecna wersja używa GNOME 3, środowiska, które jest do wszystkiego poza macOS-em oraz Androidem niepodobna. Ludzie posiadający Ubuntu toczą nieustanne walki z ludźmi Windowsa. Wszelkie problemy z systemem, do których nie przyznają się użytkownikom Windowsa, posiadacze Ubuntu zwykli omawiać na forach i liczyć, że ktoś wpadł na pomysł, jak na przykład odpalić Windows Media Playera czy Painta. Internet Explorer nie jest już problemem[2].

Warianty

Zrzut ekranu Ubu

Ubuntu 11.10 po rewolucji – zamiast GNOME, mamy Unity[3]

Istnieją też odmiany Ubuntu, takie jak:

  • Kubuntu – z jedynym słusznym środowiskiem KDE, jak kto lubi Qt lub układ interfejsu Windowsa (ale chyba instalujesz Ubuntu po to, by od Windowsa odejść, nie?), trzeba przyznać jednak, że Bryza to motyw na okrągłe 9/10;
  • Xubuntu – z modularnym, lekkim, szybkim, konfigurowalnym, rozrywającym okna i wyglądającym jak naciągane 5/10 Xfce;
  • Srubuntu (Ubuntu Server) – bez jakiegokolwiek środowiska graficznego, pod serwery jak nazwa wskazuje;
  • Ubuntu Satanic Edition – doskonały system dla wszystkich satanistów, domyślna tapeta to kot;
  • Edubuntu – przeznaczone dla nawróconych dzieci neo aby ich edukować w dziedzinie systemów Linux;
  • Ubuntu Studio – do zastosowań multimedialnych, ale i tak brakuje Fotoszopa;
  • Lubuntu – z lekkim jak piórko LXDE dla komputerów, na których nawet Windows XP nie ruszy, czasem przesuwane okna mają na sekundę efekt z Pasjansa;
  • Ubuntu MATE – zrobiony przez Australijczyków nie tylko dla Australijczyków wariant na bazie MATE, powoli modernizowanego forka GNOME 2, z dużą ilością dodatków takich jak presety układu paneli (np. Redmond, Cupertino, Netbook i stylizowany pod Unity o nazwie Mutiny), menu globalne zerżnięte z Unity[4], applet doku w stylu Unity[5], opcja używania sześciennego menedżera galaretek Compiz zamiast domyślnego menedżera okien oraz sklep z aplikacjami, z którego da się zainstalować Steama, Google Chrome, PlayOnLinux, Skajpaja i Minecrafta. Do tego ma oficjalny wariant dla Raspberry Pi, dorównujący Windowsowi 10 w ilości bloatware'u, niestety (?) tylko LTS;
  • Noobuntu – Ubuntu dla… domyśl się kogo;
  • Nonbuntu – specjalna dystrybucja dla użytkowników Nonsensopedii. Dostęp do artykułów i ich edytowanie nie wymaga dostępu do internetu. Tego systemu używają tego nieliczni;
  • Jebuntu.

Istnieją także plany stworzenia Łubudubuntu będącego mutacją Ubuntu posiadającą cechy charakterystyczne systemu Windows – m.in. będzie się wieszać oraz posiadać IE bez możliwości usunięcia go.

Idiotycznie prosta konstrukcja kodu źródłowego sprawia, iż tworzenie podobnych forków jest diabelnie prymitywne i dlatego mogą się tym trudzić nawet emerytowani członkowie Arki Noego. Większość przeróbek dystrybucji polega na zmianie tapety, bądź dodaniu jednego, bądź dwóch, góra trzech pakietów do niej – wyjątkami są Linux Mint i Elementary OS, których twórcy się potrudzili z forkowaniem GNOME 3, zaś twórcy tego pierwszego nauczyli się, jak powinno wyglądać instalowanie sterowników na Linuksie. Wyjątkiem jest także Nonbuntu, przebudowane i przekonfigurowane od podstaw, aby dostosować się do wymagań niezawodności, precyzji i szybkości, jakie mają wybrańcy.

Przypisy

  1. Czyli marna podróba Debiana Stable
  2. Powód jest został podany wcześniej – po prostu go tam nie ma.
  3. Rewolucja wywołała kontrowersje. Tysiące użytkowników żarło się – jedni twierdzili, że Unity to syf i pracują na GNOME Shell/KDE, a druga część go polubiła. Ubuntu 17.10 i późniejsze wróciły do GNOME, trochę szkoda
  4. Vala AppMenu mianowicie – zauważ, że użyte w nim jest unity-gtk-module jako backend
  5. Ludzie od Ubuntu MATE chyba za czymś bardzo mocno tęsknią, nie?